Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

"Pasażerka" Lisa Lutz, recenzja

dobrycoach

Spodziewałam się (już po samej okładce i opisie), że trafię w powieści "Pasażerka" na mroczny świat, który w literaturze uwielbiam. Zmyliło mnie także nazwisko - jest już Lutz w krainie kryminałów. Tymczasem znalazłam się w środku akcji trochę łotrzykowskiej, trochę kryminalnej, trochę przygodowej i trochę podróżniczej. Zdumiał mnie już początek powieści. Oto umiera Frank, mąż głównej bohaterki. Cóż robi wdowa, znajdując ciało męża, który nieszczęśliwie spadł ze schodów? Cieszy się, że nie będzie się więcej musiała męczyć z chrapaniem przy uchu i nieustannymi prośbami o to, by Frank obciął paznokcie u stóp. Szybko pakuje najpotrzebniejsze rzeczy, szczęśliwa, że oto dostała od losu szansę na nowo rozpocząć życie. Wyobraźcie sobie, że siadacie do lektury z założeniem, że spotkacie się w niej z psychopatami, widmami i ciemnymi alejkami, pełnymi trupów. I trafiacie na taki wstęp. Zaczęłam mocno zastanawiać się, czy aby na pewno nie trafiłam na komedię. Bo jest w "Pasażerce" sporo humoru. Tanya ucieka od trupa, od dotychczasowego, bogatego życia. Sytuacje, które ją spotykają, ludzie, którzy zjawiają się na jej drodze, to pasmo nieustannych niepowodzeń i pomyłek.

Tanya będzie musiała kraść, udawać kogoś, kim nie jest, ukrywać się, zastawiać pułapki, farbować włosy i robić wszystko to, co zobaczylibyście w najlepszym kinie akcji. Podczas lektury brakowało mi jedynie popcornu, bowiem czułam się, jak w kinie. I chociaż nie dostałam mrocznej historii, ubawiłam się przy tej powieści wspaniale. Polubiłam bohaterkę! Polubiłam to, jak jest odważna, jak łatwo przeistacza się z jednej roli w drugą, jak dzielnie radzi sobie z pustym portfelem, ukrytym w schowku starego cadillaca rewolwerem i dziwnymi postaciami, które stają na jej drodze. Ilość zaskakujących perypetii nie pozwala odłożyć tej powieści, dopóki nie doczyta się jej do końca. Genialna zabawa czytelnicza! Pomysłowo skonstruowani bohaterowie - czasem przypadkowi, czasem nie. Świetny wycinek życia amerykańskiej prowincji. Czułam się trochę tak, jakbym jechała z Tany'ą motorem przez USA, zahaczając o przypadkowe wioski i bary, gdzie na szybko trzeba zorganizować sobie (najczęściej uciekając się do nieuczciwych forteli) nocleg, jedzenie i alkohol. Ależ to była przygoda!

Tym bardziej, że "Pasażerka" nie jest jedynie powieścią o uciekinierce, którą policja mogłaby oskarżyć o zrzucenie męża ze schodów. To powieść o dziewczynie, na którą polują zwariowana pisarka, tajemniczy bandyci i zakochany facet z przeszłości. Tanya wcale nie jest znudzoną życiem kobietą z bogatego przedmieścia. Tajemnicza przeszłość i wydarzenia sprzed lat mają wpływ na to, kim jest i na to, że się ukrywa. Im szybciej dziewczyna ucieka, tym szybciej historia i tożsamość doganiają ją, coraz bardziej wpędzając w kozi róg. Im więcej ludzi na swej drodze Tanya spotyka, im więcej kradzionych tożsamości przybiera, tym bardziej odkrywa się przed światem. A tajemnica z przeszłości - świetna. Zakończenie - dla mnie mistrzowskie. Tanya to taka superbohaterka Marvella, tylko bez nadprzyrodzonych mocy. Ubawiłam się przy tej książce, wciągnęłam się w nią, polubiłam wszystkich bohaterów, nawet jednego upierdliwego policjanta z baru. Ta książka to znakomity materiał na film akcji. A jeszcze gdyby główną rolę zagrała Tatiana Maslany! Bo fanom serialu "Orphan Black" powieść spodoba się bardzo!

Polecam - idealny relaks. Połączenie komedii, powieści drogi, kryminału, sensacji. Znakomicie poprowadzona akcja, dynamika, ciekawi bohaterowie. I ta tajemnica z przeszłości, coraz bardziej odchylana przed czytelnikiem z każdym rozdziałem. Świetna zabawa! Musicie ją kupić!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję ukochanej Księgarni Tania Książka. Więcej nowości znajdziecie na stronie Księgarni!!!!!

pasa

"Grzesznica" Petra Hammesfahr, recenzja

dobrycoach

Odkryłam ten tytuł przez przypadek (choć te podobno nie istnieją), szukając ciekawego serialu na wieczór. Już sam opis fabuły mnie zainteresował (i piękna Jessica Biel, oczywiście). Nie wiedziałam, że "Grzesznica" powstała na podstawie książki. Skończyło się na tym, że serial odłożyłam na później, a ukochaną Tanią Książkę poprosiłam o egzemplarz recenzencki powieści. I intuicja mnie nie zawiodła. Tę powieść niemieckiej autorki, której dotąd nie znałam, przeczytałam jednym tchem (dwie podróże autobusem z pracy i do pracy oraz jedna przerwa w szkoleniu). Dawno żadna powieść tak bardzo mnie nie zasmuciła i nie zgniotła mojego serca. 

Oto Cora. Matka kilkulatka, wierna żona, pieczołowicie dbająca o wygodne życie swojej rodziny. Porządna i gospodarna. Swoje potrzeby zostawiająca gdzieś w najciemniejszym kącie życia. Pomagająca teściom w rodzinnej firmie. Nie pyskuje, nie narzeka. Pierze, gotuje, rozlicza księgowość teściom, bawi się z dzieckiem i raz w tygodniu, zawsze w piątek, wypełnia swoje seksualne obowiązki wobec męża. Spokojne, poukładane życie, jak w zegarku. Obiad o stałej porze, doskonale dobrane menu, porządek, rytuały, wypełnianie zaleceń męża, teściowej, pokorne przymykanie uszu na nieustanne uwagi, dotyczące tego, jak wygląda, jaką jest matką i jakim pracownikiem. Cora to doskonale uległy człowiek - jest tak skrupulatna, że nawet z porodem powstrzymała się do czasu, aż rozliczy aktualne faktury, choć bóle brzucha ledwo pozwalały jej ustać na nogach. Obowiązki i oddanie rodzinie to jej priorytety. Cora wie, że nie trafiła do dobrej rodziny. Wie, że jest cholernie samotna i że nie może się na nic skarżyć. Pokornie kiwa głową, pokornie przemyka przez każdy dzień, żeby nikomu się nie narazić. W końcu ma idealnego męża i życie, jakiego inne kobiety mogłyby jej pozazdrościć.

Wszystko się zmienia przez jedną piosenkę. Słyszy ją w radio, gdy w piątkowy wieczór kocha się z mężem. Słyszy ją w momencie, gdy mąż zaczyna robić coś, co ma urozmaicić ich miłosne życie i dać jej wielką przyjemność. Nagle krucha stabilizacja Cory, wypracowana przez ostatnie pięć lat, legnie w gruzach. Dźwięki, obrazy, głosy i doznania wyłaniają się z jej pamięci, jak z najgłębszej, najstraszniejszej studni. Cora czuje, że w jej przeszłości jest luka, którą nagle zobaczyła. Wyłaniają się z niej ludzie - duchy, pojedyncze imiona, urywki przeszłości, których nie da się złożyć w całość i których Cora nie chce w tę całość składać, czując, że to by ją zabiło. Łyka więc proszki, które pomogą jej zasnąć. Łyka proszki, które pomogą jej wstać. Łyka proszki na koncentrację, na uspokojenie, na pobudzenie seksualne, bo przecież męża trzeba zaspokoić w każdy piątek. Na początku pojawiają się koszmary. Potem agresja. Wobec siebie przede wszystkim. Strach. Niechęć do męża, do dziecka. Coś budzi się w mroku i Cora wie, że kiedy potwór z jej wyobraźni zbliży się i pozwoli zobaczyć swoją twarz, ostatecznie zwariuje.

Niby życie toczy się normalnie. Obiady, kaszki, kupy, pieluchy, praca, wieczory przy filmie. Ale zmiana staje się dostrzegalna dla otoczenia i coraz bardziej uciążliwa. Mąż Cory wcale nie jest dobrym człowiekiem. Widząc traumę żony, nie pomaga - albo udaje, że nic się nie dzieje, albo zaczyna robić jej awantury. Być może właśnie ta jego bierna agresja, to przyglądanie się bezczynne rosnącemu szaleństwu, doprowadza do tragedii. Być może to on powinien trafić za kratki. A być może powinni trafić tam wszyscy, którzy przez lata nie zareagowali na to, co dzieje się z Corą, albo którzy pogrążali ją w traumach, zamiast pomóc.

Jeden wyjazd w słoneczny dzień, jeden piknik, który zmienia wszystko. Pływanie, opalanie się. Dla męża - szansa na poprawę samopoczucia żony, która sama zaproponowała wyprawę. Dla Cory marzenie o cichej śmierci w wodzie. I pewnie tak by się skończyło, gdyby znowu nie ta jedna piosenka... Pociągnięta do siebie klamka w drzwiach, prowadzących do piwnicy. Uruchamia w Corze morderczynię. 

I uruchamia wspomnienia. Stopniowo wydobywane przez policjantów w areszcie, trudne, brutalne, brudne wspomnienia, które ukazują życie ofiary przemocy fizycznej i psychicznej. Cora walczy z pamięcią. Nie chce jej, bo wie, że zwariuje. Tak skutecznie ukryła swoją przeszłość za zamkniętymi drzwiami, przyjmując nową tożsamość, że dogrzebanie się do niej staje się koszmarem i dla przesłuchujących i dla bohaterki. Wspaniale opisane szaleństwo, psychologiczna gra z samą sobą - gdy jedna część duszy woła o prawdę, a druga woli umrzeć na elektrycznym krześle, niż dopuścić ją do siebie. I historia, która łamie serce. Historia samotnej, opuszczonej dziewczynki, nad którą znęcano się. Dziewczynki, która dorastała rozdzierana przez chorobę psychiczną i osobiste traumy swoich bliskich. Dziewczynki, z której się śmiano. Dziewczynki, która nie miała przyjaciół. Był Jezus w salonie, grożący z krzyża na ścianie, było dzielenie pokoju z ojcem, weteranem wojennym, była matka. I była siostra. Wspomnienia Cory odsłaniają przerażające życie. Wywołują w czytelniku łzy, obrzydzenie i strach. Walka Policji o wydobycie prawdy - dlaczego Cora stała się morderczynią, to walka o sprawiedliwość. Policjanci są, jak sprawiedliwa ława przysięgłych. Za wszelką cenę próbują wydobyć z Cory prawdę. Nie widzą w niej wariatki znad jeziora, a kobietę, którą doznawana przez lata przemoc doprowadziła do zabójstwa. Muszą prowadzić z Corą grę, która stopniowo wydobędzie wszystkie fakty. Muszą zmierzyć się z dramatem opuszczonej kobiety, której nigdy nikt nie pomógł, a która nie chce przywołać przeszłości, tylko umrzeć.

"Grzesznica" to wspaniale napisany thriller psychologiczny, w którym nic nie jest oczywiste. Pięknie poprowadzona narracja, w której monologi bohaterki i urywki wspomnień przeplatają się z teraźniejszością. Doskonale przedstawiony proces walki z wyparciem traumy. Niebanalny pomysł na fabułę. Ta powieść jest, jak grzebanie się w bardzo ciemnym, twardym żwirze. Czytelnik odkopuje kolejne skarby, łamiąc sobie paznokcie i raniąc dłonie, ale nie może przestać, bo wie, że pod żwirem znajdzie coś ważnego. Dawno nie czytałam powieści, która łączyłaby w sobie tyle wątków, które tak dobrze splatają się w jedną sieć pojedynczego życia. To bardzo ważny głos w sprawie przemocy domowej, ale i głos w sprawie seksualnego wykorzystywania kobiet. To powieść bardzo szokująca i odważnie zmierzająca się z najpodlejszymi i najbardziej ludzkimi wątkami, których ani film, ani literatura nie lubią za bardzo. W "Grzesznicy" niepełnosprawność nie wyklucza plugastwa, macierzyństwo nie wyklucza obojętności na własne dziecko. Wielu ludziom taki obraz może się nie spodobać, bo jest trudny, niepoprawny politycznie i społecznie. A ja powiem, że tę powieść powinien przeczytać nie tylko każdy fan thrillerów, ale i każdy, kto myśli o zawodzie psychoterapeuty. "Grzesznica" bije po sumieniu, po głowie, po sercu, ale jednocześnie pokazuje, że warto być uważnym na to, co dzieje się wokół nas. Warto dążyć do sprawiedliwości i warto pochylić się nad drugim człowiekiem, zamiast jednoznacznie go oceniać.

Bardzo polecam. Za egzemplarz recenzencki - jak zawsze dziękuję ukochanej Księgarni Tania Książka. Więcej nowości znajdziecie na stronie Księgarni! Zajrzyjcie już dziś!

grzesznica

Amy Schumer, "Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach" - recenzja

dobrycoach

Przeczytaj tę recenzję i kup książkę Amy Schumer „Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach”. To nie prośba, to nie porada. To rozkaz, płynący od dziewczyny, która od jakichś trzydziestu lat czyta kilka książek w tygodniu i wie, co mówi. To rozkaz od dziewczyny, która coraz wyraźniej widzi, jak duża przepaść jest między teorią a praktyką słowa „równouprawnienie”. To rozkaz od dziewczyny, która oglądając program kulinarny, wkurzyła się, gdy kucharz mężczyzna na zdjęciu obejmował i ściskał kobietę kucharza, jakby to on miał wyższą pozycję w tym kucharskim teamie (podczas, gdy szefową była kobieta), jakby kucharka była tym głupszym, co go nawet do zdjęcia przytrzymać trzeba, bo inaczej pójdzie sprzed aparatu. To rozkaz od dziewczyny, która w pociągu Warszawa – Otwock zobaczyła plakat butów na koturnie dla niskich mężczyzn, których tytułowano panami. To rozkaz od dziewczyny, która wie, że kobiety w reklamach nie są tak tytułowane. Wprost pisze się o tym, że powiększanie ust, biustu, pupy to dla każdej super babki super sprawa. To rozkaz od dziewczyny, która nigdy w żadnej reklamie nie była tytułowana panią. To rozkaz od dziewczyny, która od kilku dni szarpana jest agresywnymi komentarzami i wiadomościami na temat własnej macicy.

To rozkaz od dziewczyny zmęczonej tym, że każe jej się opowiedzieć po jednej ze stron, białej lub czarnej, zapominając, że dziewczyna ma prawo odepchnąć każdą z nich, albo z każdą z nich się zgodzić. To rozkaz od dziewczyny, która odważyła się skomentować wczorajszy strajk w Warszawie pod zdjęciem znajomego, że współczuje ludziom, którzy mieli trudności z dotarciem do domu i do pracy i dostała męską burę od nieznajomego, który (jak to mężczyzna, który może odpowiednich butów na platformie nie nosi) czuł powinność „naprostować” dziewczynę agresją i wrzaskiem, choć tak naprawdę nic o niej nie wie. To rozkaz od dziewczyny, która każdego dnia spotyka się z tym, że oceniana jest przez pryzmat tego, jak wygląda. Dziewczyny, która codziennie dostaje wiadomości od obcych mężczyzn, zawierające niezbyt eleganckie treści tylko dlatego, że jest kobietą. Od mężczyzn zainteresowanych rzekomo współpracą. To rozkaz od dziewczyny prowadzącej firmę z mężem, który nigdy nie dostał napastliwej wiadomości od kobiety, zdjęcia waginy, groźby, czy erotycznego peanu. Dziewczyna dostaje ich kilka w tygodniu. To rozkaz od dziewczyny, która nie umawia się z obcymi mężczyznami, którzy chcą przyjść do jej firmy, gdy wie, że będzie w siedzibie sama. Od dziewczyny, której nie wypadało nigdy to, co wypadało chłopcom. Od dziewczyny, która musi szykować stół i jedzenie na święta, a potem zasuwać między kuchnią a salonem, gdy panowie piją (żeby nie było, ja tak nie mam!!!!). Od dziewczyny nieustannie ocenianej – takiej, jak Ty!

Nigdy na polskim rynku nie pojawiła się książka tak motywacyjna, prawdziwa, waleczna, mocna, smutna i piękna. Prawdopodobnie nie pojawiła się także w całym Wszechświecie. Amy Schumer kochałam od czasu „Wykolejonej”. Uważam, że jest najlepszą stand-uperką na świecie. I najlepszą na świecie przewodniczką dla każdej kobiety. Wiem, polski rynek pełen jest książek napisanych przez kobiety i dla kobiet. Jestem na takie książki uczulona. I na takie kobiety. Nie ufam autorkom, które wmawiają innym konieczność akceptacji siebie samych, zasłaniając się tapetą, lakierem na włosach i sztucznymi rzęsami. Nie ufam łzawym historiom, często pisanym pod publiczkę. Nie ufam pięknym truizmom i różowym okładkom. Ufam Amy. Całym sercem, ciałem i duszą. Ufam każdemu jej słowu.

Amy to fighterka. Nie sposób podliczyć, ile łez wylałam, czytając jej książkę. Nie sposób też podliczyć, ile razy bolał mnie ze śmiechu brzuch. To jest najmądrzejsza książka, jaką kiedykolwiek napisano. I powinien ją przeczytać każdy człowiek po 15 roku życia na świecie – nie, nie tylko dziewczyny, ale i chłopcy. Może wówczas bardziej zrozumieją, o co tak walczymy każdego dnia. Kup Amy mamie, siostrze, przyjaciółce, bratu, ojcu, mężowi. Nie dostaliby od Ciebie lepszego prezentu, który naprostuje im wiele ścieżek w głowie. Bo taka jest konsekwencja przeczytania „Dziewczyny”. Oczyszcza, daje siłę, prostuje w głowie i wyrzuca z niej bałagan, gromadzony latami. Jest jak detoks, potrzebny by pozbyć się śmieci myślowych.

Oto mamy historię dziewczyny, która – nie posiadając hollywoodzkiej urody i figury, za to mając niewyparzony język, odniosła – po latach ciężkiej pracy – sukces, jako aktorka komediowa i stand-uperka. Dziewczyny, która przeżyła molestowanie seksualne, gwałt, była bita przez partnera, którą ośmieszano za to, że jest kobietą, Żydówką, blondynką, kobietą przy kości i za wiele innych rzeczy. Dziewczyny, która przeżyła rozwód rodziców, która musiała pełnić rolę matki, choć była córką. Dziewczyny, którą wykorzystywano i traktowano gorzej, tylko dlatego, że nie ma penisa. Płakałam, czytając te historie. Bo one dotyczą mnie, dotyczą wielu kobiet, jakie znam. Ale Amy to też kobieta, która w życiu zaznała i zaznaje wielkiej radości. I mówi o tym otwarcie! To kobieta, która ogląda „Homeland” wieczorem, ubrana w dres i zajada się makaronem z serem bez żadnych wyrzutów sumienia. Bo kocha siebie! Bo zrozumiała, jak ważne jest dopuszczenie do siebie głosu miłości i akceptacji. To dziewczyna, która nie walczy z hejterami, którzy nazywają ją brzydalem i grubaską. Która ma ich opinie gdzieś, bo jest szczęśliwa i nie wstydzi się własnych pragnień. I która nawołuje, aby cała reszta kobiet na świecie też zrozumiała, że własne szczęście leży w głowie i nie zależy od ojca, matki, partnerów, czy trendów w magazynach modowych. „My, dziewczyny o gabarytach 38, 40, 42, 44, 46, 48 i tak dalej, nie chcemy dla siebie jednego szczególnego dnia, tylko wszystkich szczególnych dni, i lepiej, kurwa schodzić nam z drogi, bo już jesteśmy szczególne!” (s. 229).

Amy porusza najważniejsze tematy, dotyczące praw kobiet i ich pozycji w społeczeństwie. Opisuje problemy anoreksji, uzależnień, przemocy. Swoimi historiami i trzeźwym spojrzeniem budzi chęć do pomocy kobietom, których dotykają te problemy, do zmiany w swoim życiu. Opisuje, w jaki sposób ona poradziła sobie z danym problemem. Nie ma tu jednak wzniosłych słów, pięknych epitetów, poprawnych politycznie tekstów. Jest prawda, czasem brutalna, czasem piękna. „To czasem odprężające, być tylko człowiekiem” – pisze Amy (s. 261). Daje sobie prawo do wszystkich uczuć i emocji i dzieli się nimi z czytelnikiem, dzięki czemu zbliża się do niego. Dla mnie Amy stała się przyjaciółką. I wiem, że moje przyjaciółki też przyjęłyby ją, jak naszą. Jej książka to najważniejszy głos, jaki kiedykolwiek zabrała kobieta znana z ekranu w sprawach kobiet. Amy, jako komiczka, pisze w dosyć prześmiewczym stylu, sięga po kontrowersyjne przykłady i wyciąga szokujące fakty ze swojej przeszłości, niczym magik swoje króliki. Dzięki temu staje się jeszcze bliższa. Jest taka, jak ja, jak Ty. Odważyła się jednak powiedzieć głośno STOP w wielu sprawach, na które my nie mamy odwagi. I dlatego taka przyjaciółka jest nam potrzebna. Zaproś ją do swojego domu. Lepszego gościa nie mogłabyś sobie wymarzyć, zapewniam Cię.

Książkę otrzymałam do recenzji od ukochanej Księgarni Tania Książka. Amy i więcej nowości znajdziecie na stronie Księgarni! Zachęcam Wam i zapraszam do zakupów tym bardziej, że akcja Pogotowie Czytelnicze trwa jeszcze i nada macie szansę na książkowe promocje w super cenach!!!!

amy1

C.J. Tudor - "Kredziarz", recenzja

dobrycoach

To jedna z tych książek, przy których czuję się, jakbym znowu miała kilkanaście lat i siedziała nad „To” Kinga, lub „Chłopięcymi latami” McCammona. Albo gdybym oglądała ukochany film z dzieciństwa „Stand by me” albo „Stranger Things”. Do pełni szczęścia brakowało mi chyba jedynie czekolady.

Kocham się bać, ale to już wiecie. „Kredziarz”, którego przeczytanie zajęło mi dosłownie dwie godziny, straszny nie jest. Dla mnie. Nie zapominajcie, że pierwszego Kinga przeczytałam w wieku 12 lat, a filmy Romero oglądałam ukradkiem, mając lat sześć. Jeśli nie przywykliście do konwencji grozy, możecie się trochę wystraszyć. Bo mamy w „Kredziarzu” wszystko to, co najsmaczniejsze w grozie, czyli trupy i nawiedzające bohatera duchy.

Ale od początku. Koniec lat 80 tych XX wieku. Paczka dzieciaków – Eddie, Gruby Gav, Mickey Metal, Hopp i Nicky. Jeżdżą na rowerach, grają w piłkę, robią wszystko to, co my też robiliśmy, żyjąc w czasach przedinternetowych. Paczka bohaterów przypomina wszystkie paczki, jakie znacie z tytułów wymienionych na wstępie. Nicky jest dziewczyną i każdy po trochu się w niej podkochuje. Podobieństwo do Beverly z powieści Kinga jest zarówno fizyczne (obie są rude), jak i życiorysowe (obie wychowywane są przez chorych psychicznie ojców, którzy się nad nimi znęcają). Mamy małe miasteczko, w którym życie toczyć się będzie swoim powolnym rytmem do czasu, aż pojawi się nowy nauczyciel. Jakiś czas po jego przybyciu Gruby Gav dostaje bowiem niepodpisany urodzinowy prezent – pudełko z kredami. To właśnie pan Halloran opowie Eddiemu o grze w symbole, które rysuje się kredą. Grze, która pochłonie dzieciaki i stanie się tajnym kodem porozumiewania się. Kodem, którego nie rozumie żaden dorosły. Żaden, z wyjątkiem Kredziarza.

Nikt nie wie, kim jest. Dzieciaki zaczynają jednak z czasem czuć, że są bacznie obserwowane. W miasteczku dochodzi do kilku tragicznych wypadków śmiertelnych. Atmosfera przygnębienia i mroku stopniowo ogarnia wszystkich i nadwyręża mocno przyjaźń bohaterów. A Kredziarz wszędzie zostawia swoje znaki, jakby dokładnie przewidział, co się stanie. Kim jest? Czy to on zamordował tajemniczą dziewczynę z lasu? Nagle miasteczko staje się areną wielu ludzkich dramatów, a dzieciaki zechcą jak najszybciej dorosnąć i wynieść się z rodzinnych stron.

Tyle, że każda historia musi mieć swoje zakończenie. W 2016 roku nasi bohaterowie znowu zmierzą się z tajemnicami z dzieciństwa. Po raz pierwszy będą musieli uczciwie odpowiedzieć przed sobą na pytanie: Kim jestem? Po raz pierwszy będą też musieli wyspowiadać się z tego, co wiedzą na temat przeszłości. I po raz pierwszy staną oko w oko z mordercą zdolnym do wszystkiego.

Przyznaję, że otoczka reklamowa, jaką zrobiono „Kredziarzowi” jest dla mnie mało zrozumiała, ponieważ jest to powieść tak podobna do Kinga (jest nawet wątek znany z trylogii „Pan Mercedes” i sporo podobieństw do „Przebudzenia”, ale nie będę spoilerować), do McCammona i Koontza (z wczesnej, jeszcze dobrej twórczości), że nazista książkowy mógłby się zdenerwować na ten brak oryginalności. Ja przeczytałam z sentymentem i radością, bo przypomniały mi się wszystkie ukochane filmy, seriale i książki. Dałam się wciągnąć w grę bohaterów z przyjemnością, traktując „Kredziarza”, jak dobrą formę relaksu. Nie powiem jednak, że jest to książka, po której zbierałam z podłogi szczękę. Niestety, znawca literatury grozy bardzo szybko rozszyfruje, co się stanie i kto odpowiada za okrutne wydarzenia w miasteczku. No dobra, przynajmniej za część z nich. Kilka wątków mnie zaskoczyło.

Widać, że C.J. Tudor bardzo inspiruje się Kingiem. Nie tylko w kwestii kopiowania wątków, ale także w kwestii prowadzenia narracji. King jest pisarzem panoramicznym – tak lubię go określać. W swojej twórczości porusza wiele ważnych dla opisywanych przez niego czasów spraw społecznych. W „Kredziarzu” pojawiają się wątki samotnego rodzicielstwa, czy też wątek walki Kościoła z aborcją. Stanowią one ciekawe tło dla głównych wydarzeń i lubię ten sposób prowadzenia narracji, gdy na drugim planie też można zatrzymać czytelnicze oko.

Polecam tę powieść nerdom takim, jak ja, czyli ludziom, którym frajdę sprawia banie się. Polecam ją dzisiejszym trzydziestoparolatkom, którzy mają sentyment do czasów dzieciństwa, gry w Pac-Mana i zbierania drobniaków na przejazd Diabelskim Młynem. Kilkugodzinna odskocznia od obowiązków, deszczowej aury wczesnowiosennej i telewizji, która niewiele ma do zaoferowania.

Więcej bestsellerów znajdziecie na stronie Księgarni! Pamiętajcie też, że Pogotowie Czytelnicze Taniej Książki trwa!!!! Kupujcie książki za grosze!!!!!

kreda

Brak książek w organizmie? Skorzystaj z KsiążkoTerapii w Pogotowiu Czytelniczym!

dobrycoach

Do Pogotowia Czytelniczego trafia pacjent w ciężkim stanie. Typowy kablówkowiec – mówi doktor do stojących obok pielęgniarek. Kiwają głowami ze zrozumieniem. Objawy zawsze są te same. Przedawkowanie telewizji kończy się zawrotami głowy, gorączką. Pacjenci, zapytani o objawy, mówią, że nie są w stanie myśleć. Że czują, jak ich mózg wypełnia plastelina. – Niedobór książek – komentuje doktor i wypisuje receptę. – Jaka tematyka pana interesuje? – pyta. Pacjent robi duże oczy i zaczyna się jąkać – Jak to jaka? – pyta. – No, co pan zwykle ogląda w telewizji? – pyta zniecierpliwiony lekarz. – Kryminały, komedie, filmy dokumentalne, wiadomości? Pacjent uśmiecha się. – Lubię się trochę bać na filmie. I filmy o zwierzętach też lubię – odpowiada. – Dobrze… - mówi lekarz i woła pielęgniarki.

Dwie dziewczyny ze znaczkami Pogotowia Czytelniczego wpiętymi w kieszonkę na piersiach zjawiają się niemal od razu. – W czym pomóc, doktorze? – pyta jedna z nich. – Literatura grozy, przyroda i książki o zwierzętach – mówi lekarz. Siostry szybko wymieniają tytuły, a lekarz notuje. – Dobra, tu ma pan receptę. Do zrealizowania w ramach KsiążkoTerapii tylko w Księgarni Tania Książka. Trzy razy dziennie po dwadzieścia stron do 13 marca. Jak się leki skończą przed trzynastym, wejść na stronę i domówić. I potem już profilaktycznie, newslettler, śledzić, zamawiać. Bo inaczej pan się wykończy! Trzynastego na kontrolę zapraszam – lekarz daje receptę.

Przy ciężkich chorobach tylko kuracja szokowa ma sens! Gorączkę kablówkowca da się zwalczyć jedynie książkami. KsiążkoTerapia trwa od 9 do 13 marca. Pogotowie Czytelnicze też ogarnęła gorączka – cenowa! Wszystkim chorym lekarze udostępnili 30 000 książek tańszych nawet o 40%! Czujesz, że coś Cię łamie? Czujesz, że jest Ci słabo? Na widok pilota do telewizora łapią Cię drgawki? Nie czekaj! Skorzystaj z pomocy Pogotowia Czytelniczego już dzisiaj!

To jednak nie wszystko!!!! Możesz wziąć udział w wyjątkowym konkursie, dzięki któremu uzyskasz jeszcze więcej książek! Każdy pacjent, który weźmie udział w akcji ratunkowej Pogotowia Czytelniczego, ma szansę wygrać kod rabatowy! Co trzeba zrobić? Wystarczy kupować ;) Zgarnij 8% rabatu za zakupy podczas Pogotowia Czytelniczego! Przez cały czas trwania akcji "Pogotowie Czytelnicze" Księgarnia sumuje wartość wszystkich złożonych przez Ciebie zamówień. Jeżeli po zakończeniu akcji ich suma przekroczy próg 119 złotych, to otrzymasz 8% rabatu na kolejne zakupy! Prawda, że to proste? :)

9 marca - 13 marca - tylko w Księgarni Tania Książka!!!!

TK_POGOTOWIECZYT1_1250x470

 

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci