Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

Krótki esej o złości

dobrycoach

 

 

            Teoretycy nie są zgodni, czy złość należy do emocji podstawowych, czy też pochodzi z ogólnego stanu dyskomfortu. Niezależnie od tego, jaka jest prawda, złość pełni bardzo ważne funkcje przystosowawcze. To ona odpowiada za regulację, ale i organizację wszelkich procesów fizjologicznych i psychicznych, które związane są z samoobroną, dominacją i kontrolowaniem zachowań społecznych. Oatley i Jenkins podkreślają, iż złość daje nam gotowe recepty na działanie, ponieważ posiadamy ograniczone zasoby poznawcze oraz ograniczone zdolności do przetwarzania informacji[1]. Złość wiele mówi o tym, jakie dana osoba ma relacje z otaczającym ją środowiskiem. To ona odpowiada za regulacje zachowań interpersonalnych człowieka.

            Niestety, wciąż pozostaje emocją zaliczaną do tzw. negatywnych (mimo, iż nowoczesne teorie psychologiczne mówią, że nie ma czegoś takiego, jak negatywne i pozytywne emocje, ponieważ każda z nich mówi coś ważnego na temat człowieka i jego relacji ze światem). Od wczesnego dzieciństwa następuje socjalizacja okazywania złości. Dzieci zachęca się do tego, by tę złość tłumiły, wyciszały, albo zapominały o niej (co robią rodzice, np. odwracając uwagę dziecka od złości komunikatem: „Jak przestaniesz krzyczeć, to kupię ci lizaka”). Konstruktywne okazywanie złości ma wiele dobrych skutków. Słabe umiejętności jej regulowania mają wiele negatywnych konsekwencji. Mogą nawet prowadzić do psychopatologii[2].

            Za złością zawsze stoi coś ważnego – komunikat, którego odczytanie pozwala na lepsze relacje zarówno ze sobą, jak i ze światem otaczającym. Za złością stoją inne emocje, jak odrzucenie, wstyd, poczucie zagrożenia, frustracja, smutek, czy zażenowanie. Wystarczy zobaczyć, jak zachowują się dzieci, które rodziców widują jedynie w weekendy. Opowieści niań o grzecznych maluchach, które nagle dostają szału przy rodzicach, zdają się potwierdzać, że złość to ujście z dziecka innych emocji, jak na przykład żalu za wiecznie zapracowanym tatą, czy mamą, którzy nie mają czasu na nic, a dziecku ten czas wydzielają jedynie w wolne weekendy. Złość pojawia się już około 7 miesiąca życia dziecka. E.A. Lemerise i K.A. Dodge w artykule „Rozwój złości i wrogich interakcji” piszą, iż u matek z depresją występuje więcej rozzłoszczonych i smutnych wyrazów twarzy u dzieci, niż u matek zdrowych, co pokazało badanie Pickens i Field, przeprowadzone na trzymiesięcznych dzieciach[3]. Ekspresja matek niedepresycjnych okazała się mniej negatywna.

            Pozostaje kwestią sporną, czy u niemowlaków złość jest emocją, czy ogólną reakcją dyskomfortu. Stosuje się do badania złości Maksymalnie Dyskryminacyjny System Kodowania Ruchów Mięśni Twarzy oraz System Identyfikowania Ekspresji Afektu przez Oceny Całościowe (tzw. AFFEX)[4]. Badanie Izarda na dzieciach w przedziale 2,5-9,5 miesiąca (badanie podłużne) za pomocą MAX i AFFEX wykazało niewielkie zmiany u dzieci w zakresie częstości występowania odrębnych emocji. Nie może zatem być tak, że emocje negatywne wyodrębniają się z wiekiem z początkowego stanu niezróżnicowanego dyskomfortu[5].

Należy jednak pamiętać, że emocje u niemowląt są trudniejsze do odczytania ze względu na tzw. szum (sygnały mniej czytelne, niż u dorosłych) i niejednoznaczność etykiet (dyskomfort). Dzieci są powszechnie uznawane za mniej dojrzałe, by doświadczać złości. Tymczasem pomiar AFFEX na dzieciach w wieku 6,12,18 miesięcy (badanie podłużne) pokazał, że strach i złość są u dzieci odrębnymi emocjami. Mają też odrębne strategie regulacji, zachowania regulacyjne redukują ekspresję złości, ale nie strachu. Złość wyzwala zachowania, które ją redukują. Złość to ważne źródło energii dla zachowań przystosowawczych u niemowląt[6].

            Dlatego warto pamiętać, że złość daje nam ważne komunikaty. Uciszanie złości, karcenie za złość, zamiast chęci i gotowości do przyjrzenia się, co się pod tą złością kryje, pozwoli wykształcić określone zachowania u „złoszczących się”, zgodne z oczekiwaniem otoczenia. Dziecko z czasem nauczy się, że jak się złości, to mama się złości, to nie dostaje lodów, to dostaje klapsa, jest wyzywane, karane itp. I będzie tak tłumić w sobie wszelkie emocje, obwiniać się za nie i nie dawać sobie na nie prawa, żyjąc w poczuciu np. winy, lęku przed odrzuceniem, czy niezrozumienia swoich potrzeb.

Bibliografia:

  1. Lemerise E.A., Dodge K.A., Rozwój złości i wrogich interakcji [w:] Lewis M., Haviland – Jones J.M., „Psychologia emocji”, Wydawnictwo GWP, Gdańsk 2005
  2. Siek S., Wybrane metody badania osobowości, Wydawnictwo ATK, Warszawa 1993

 

 

[1] Lemerise E.A., Dodge K.A., Rozwój złości i wrogich interakcji [w:] Lewis M., Haviland – Jones J.M., „Psychologia emocji”, Wydawnictwo GWP, Gdańsk 2005, s. 745.

[2] Ibidem, s. 746.

[3] Siek S., Wybrane metody badania osobowości, Wydawnictwo ATK, Warszawa 1993, s. 215.

[4] Lemerise E.A., Dodge K.A., Rozwój złości i wrogich interakcji [w:] Lewis M., Haviland – Jones J.M., „Psychologia emocji”, Wydawnictwo GWP, Gdańsk 2005, s. 748.

[5] Ibidem, s. 747.

[6] Siek S., Wybrane metody badania osobowości, Wydawnictwo ATK, Warszawa 1993, s. 217.

psychologb

Kaskader polskiego rapu. Taco

dobrycoach

Taco Hemingwaya pokochałam od pierwszej płyty. Uwielbiam jego soczysty rap. Fotografowanie rzeczywistości przez bardzo smutny i bardzo brudny filtr. Oto moje pokolenie, uzależnione od telefonów, rozmów o niczym, alkoholu i prochów. Uzależnione od idealnej wizji siebie, prezentowanej w mediach społecznościowych, kreujące się na lepsze, ładniejsze, mądrzejsze pokolenie ludzi wymiętych przez zewsząd docierające informacji o tym, co trzeba i czego nie wolno. Ludzi uzależnionych od wizerunku i niedbających o ducha. Taco jest przykrym fotografem. Nie umkną przed jego okiem i tnącym, jak żyletka, słowem, ani emocje, ani zachowania, ani wartości, ani poglądy. Dostrzeże wszystko i poda słuchaczowi na tacy, jak fascynującą, choć niezbyt smaczną potrawę, której zjedzenie zmienia raz na zawsze postrzeganie rzeczywistości. Słuchałam Taco i widziałam w jego tekstach mój świat. Kiwałam głową, bo tak bardzo to wszystko mi znane.

W 2016 przyszła płyta "Marmur". Formą zbliżona mocno do "Kwiatów polskich" Tuwima opowieść o Filipie Szcześniaku (prawdziwe imię i nazwisko Taco), który trafia do tajemniczego hotelu Marmur. Najlepszy projekt gatunku od czasów "Kinematografii" Paktofoniki w 2000 roku. Geniusz "Marmuru" przywala mnie za każdym razem, gdy słucham. To jest powieść. Rapem pisana, rymem pisana, ale powieść z wieloma wątkami autobiograficznymi. W końcu bohater jest alter ego Taco. Jest w niej coś z "Czarodziejskiej Góry" Manna, jest coś z "Lśnienia":

A więc znalazłeś się w Hotelu Marmur
Zażywaj słońca i jodowanego powietrza
Ciesz się szumem drzew, bulgotaniem morza
I niestworzonym krzykiem lokalnego ptactwa, cicho tam!
Dorywa cię wieczorna melancholia?
Udaj się do sali bankietowej i poznaj współtowarzyszy turnusu
Nie rób głupstw, Filip, masz tu wypocząć!
Bogata oferta alkoholowo-gastronomiczna
Niecodzienna architektura
Brak rozkojarzającej technologii
Obowiązkowa psychoterapia, kursy tańca
Nie robienie głupstw
Wykwintne wieczory z wykwintnymi gośćmi
Witaj w Hotelu Marmur

Muzycznie uczta. Jest tłusto, ale melancholijnie. Tak, że jednocześnie robi się na duszy dobrze i bardzo smutno. Idealna płyta do słuchania w podróży, do słuchania, gdy siądziesz z kubkiem herbaty lub drinkiem w ciszy i po prostu zagłębisz się w historię. Z resztą, Taco nigdy nie był raperem do słuchania w tle. Go się słucha, jakby czytało się powieść ukochanego pisarza. Tak, żeby nie uronić ani słowa.

Panowie jedzą befsztyki, z których krew kipi
Na obrusie leżą pliki, dama krzyczy leć w piki
Jeden stracił swój majątek, kolor, portfel - jest nikim
Łysy wygrał parą piątek, zastosował blef dziki
Chciałbym się wyciszyć, na to widok jest nikły
"Brać złodzieja, brać złodzieja" ten nasz łysy lew krzyczy
Drugi pokerzysta dzida, jakby szybki bieg ćwiczył
Ja spoglądam, wielkie okna, tak jak inni chcę ciszy
Chcę tylko ciszy
Chmury płaczą jak nastolatki na Titanicu, panowie patrzą jakby każdy mógł zabić dla kwitu, dyrygent łzawy, bo te chamy nie dają napiwków, a panny staników
Ale mimo to gra tu dla VIPów
Znany piosenkarz wymachuje swym szmalem z ZAiKSów
Ja zdaje sobie sprawę, widzę tu masę artystów
Tańczą jak chochoł, łycha chochlą beż żadnych namysłów
Emocje gołe, wchodzą boso na plażę nudystów

Bogata uczta dla ducha. A "Deszcz na betonie" to jeden z moich ulubionych utworów o miłości. To opowieść o samotnym człowieku, który nagle znalazł się w świecie, który dusi przesytem wszystkiego. "Marmur" utwierdził mnie w przekonaniu, że Taco to typ genialnego, samotnego barda. Jego twórczość ogromnie przypomina mi twórczość Wojaczka, Bursy i Stachury, o czym za chwilę... Bo żyłam tak w miłości do niego do czasu, aż nie pojawił się na rynku "Szprycer", a następnie duet z Quebonafide. I mój ideał runął z wielkim hukiem na bruk krytyki. Słuchałam, słuchałam i za bardzo bit kojarzył mi się z disco. A disco to komercja. Nie kupiłam przekazu tego albumu. I na trochę się na Taco obraziłam. Sprzedał się. Zaczął robić szajs, żeby zrobić hajs. Słabo. Aż kiedyś przyszło mi do głowy pytanie: A co? Miał wsadzić głowę do piekarnika i puścić gaz, czy powiesić się? Czy wówczas dopełniłby obrazu kaskadera literatury? Liryka "prawdziwego"? Takiego, który cierpi, widząc, co dzieje się dookoła, ale który jednocześnie kocha i ten świat i to cierpienie, bo z niego idzie wena? W końcu tak zrobili wszyscy wielcy, których poezję zaczytywałam do bólu przez całą młodość. Wojaczek pisał, pił i szukał we Wrocławiu idealnego miejsca na to, żeby się powiesić. Czy gdyby miał do dyspozycji studio nagrań i Internet, zakończyłby na sznurze? A może egzystencjalny ból i poszukiwania tożsamości przekułby na eksperymenty, jak Taco? Bo Taco odważył się na eksperyment, inaczej tej płyty nie da się nazwać, eksperyment, za który część go pokochała, a część nie. Bardzo czekałam na to, co będzie dalej. Myślę, że gdyby Taco zamknął się w obszarze nurtu Taconafide, nie słuchałabym go już nigdy. Nie dostrzegam w niej głębi.

Ale oto pojawiła się "Cafe Belga". I moja miłość wróciła ze zdwojoną siłą. Nie mogę przestać słychać tych utworów. Czuję tu Wojaczka, Bursę i Stachurę. Przesycenie życiem i jednocześnie łaknienie tego życia. To rap realistycznych fotografii społeczeństwa, wąsatych Januszy, dziewcząt gotowych oddać ciało za chwilowy dotyk sławy i luksusu, to kolaż zdjęć tworzonych na pętli ZTM i w najdroższych hotelach. Jest tu zapach życia, miks wszystkiego. Ale to nie wszystko. Taco, który na co dzień nie udziela wywiadów i jest chyba jednym z najmniej medialnych raperów, zrobił coś, czego oczekiwali od niego ci, którzy słuchając duetu z Quebo, zadawali sobie pytanie: "Why?", robi coś wyjątkowego. "Cafe Belga" to odpowiedź na to, jakie wiadro pomyj się wylało się na niego po poprzedniej płycie. To szczera do bólu opowieść o chłopaku, który od 11 roku życia, gdy chłopak siostry zabrał go na koncert, słucha rapu. O chłopaku, który dziś - mając wszystko - tęskni za latami, gdy po Warszawie jeździł ZTM-em. To opowieść o chłopaku, dla którego nie ma znaczenia, czy występuje w najdroższym klubie, czy w małym miasteczku. To opowieść o jego dialogu z rodzicami, z przyjaciółmi. To intymna odsłona tego, co dzieje się za kurtyną. To rozliczenie dziennikarzy, rozliczenie swojej przeszłości. Ujawnienie swoich lęków przed tym, co będzie. To obraz zwykłego chłopaka, którego wrażliwość i pióro wyniosły w przestrzenie, które nie do końca mu odpowiadają. Chłopaka, który nie chce reklamować wódki, choć ojciec mówi, że powinien korzystać ze swoich pięciu minut. Chłopaka, który marzy o miłości, czyta, ogląda, słucha i któremu sztuka daje ukojenie. Wspaniała płyta. Słucham, jak zaklęta.

Ale to nie koniec. Jestem po odsłuchaniu nowej epki Taco - "Flagey". I mój mózg został rozsypany na milion kawałków. Teksty, tło muzyczne... To mój ulubiony projekt Taco. Zaledwie pięć kawałków, które tak doskonale mówią o tym, kim jest nasze społeczeństwo, że komentarz mój jest całkowicie zbędny. Tłuste, soczyste bity, doskonałe metafory. Włączcie sobie utwór "Anja":

Boli mnie społeczeństwo oraz jego postulaty
I mam wrażenie, że ten męski kodeks podupadły
Dziewczyny chcą miłości, ziomuś, a nie ozdób z Prady
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, są uwięzieni we sen
Chcieli "I love you" i "Te amo", potem chcieli "Je t'aime"
Pragną mieć miłość idealną jak widzieli we "Friends"
Choć znowu małe szanse na to, by przejrzeli ten tekst
To dla nich kleję ten wers, to dla nich kleję ten wers
Bo szkoda jest mi w sumie wszystkich, którzy wierzą we flex
Nie wierz uśmiechom ludzi, które wciąż się leją ze zdjęć
Mam nadzieję, że pomogę, jak się zwierzę z depresji

Taco jest geniuszem. Jest bardem, który spisuje świat. Świat nie zawsze piękny, najczęściej fałszywy, brutalny, świat, w którym wartościami są pieniądz i ciało. Ale jest i bardem - wrażliwcem. Ponad całym syfem, który opisuje, jest coś pięknego. Przekaz, że możesz olać maski. Że możesz wybrać dla siebie zawsze tę drogę, którą inni uznali za złą. Twórczość Taco uderza w kult jednostki wrażliwej, wyobcowanej, która czasem staje się marionetką w czyichś rękach, czasem fatamorganą czyichś oczekiwań, ale przecież takie jest życie. Taco oswaja nas ze wszystkimi jego odcieniami. 

P.S. Wszystkie płyty Taco możecie ściągnąć z jego strony. Za free. 

taco

 

 

Zakupowe przesilenie w Taniej Książce tylko dziś!

dobrycoach

Spieszcie się, spieszcie, bo dziś punkt 8.00 ruszyło Zakupowe Przesilenie w Taniej Książce. Czasu jest niewiele, bo zaledwie do 23.59!!!! Wyprzedaż do 60%. W Waszej ukochanej księgarni znajdziecie dziś aż 20 000 książek w mega obniżonych cenach. Tania Książka rozpieszcza nas na lato, jak nie wiem. Co znajdziecie w promocji? Między innymi cudowne „Kosmiczne dziewczyny” Libby Jackson, książkę, która robi furorę na całym świecie, „Kobietę w oknie”, „Farbę” Wojtka Miłoszewskiego i Stephena Hawkinga. Sama za chwilę zamierzam ruszyć na podbój wirtualnych półek, choć ryzyko rozwodu coraz większe :) - Oni poszaleli, co tydzień jakaś akcja promocyjna. Puszczą nas z torbami! – stwierdził mój mąż. A potem sam usiadł i ukradkiem podglądał, jakie książki znajdują się w ofercie. Tak było tydzień temu. Jestem pewna, że gdy tylko zamknę dziś za sobą drzwi i pobiegnę szkolić, sytuacja się powtórzy. Korzystajcie i Wy. W końcu na książki i dobre wino nigdy nie powinno nam być szkoda pieniędzy!

TK_ZAKUPOWEPRZESILENIE18_1920x1080

Kupuj więcej, płać mniej!

dobrycoach

Już dziś w Księgarni Tania Książka kolejna promocja czerwcowa. Coś nas rozpieszcza na lato nasza ulubiona księgarnia, prawda? Podobno największym marzeniem każdego bibliofila jest to, aby zawartość portfela nigdy się nie zmniejszała podczas wizyty w księgarni. No i coś podobnego już od dzisiaj do 19 czerwca oferuje nam Tania Książka. W promocji „Kup więcej, płać mniej” Twój rabat na książki zwiększa się, im więcej książek znajdzie się w koszyku.

Film promocyjny możecie zobaczyć na YouTube! Zapraszam!!!!

A zatem:

1 książka w koszyku - 40% rabatu

 2 książki w koszyku - 45% rabatu

 3 książki w koszyku lub więcej - 50% rabatu

 Na promocyjnej liście znaleźli się i mój ulubiony Szymon Hołownia i Houellebecq i Milan Kundera i mnóstwo fantastycznych bajek dla starszych i młodszych dzieci. Dlatego nie czekaj i już teraz zajrzyj do Taniej Książki! Zafunduj sobie na wakacje lekturę!

TK_KUPUJWIECEJ_2018_INSTA

"Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy" M. Krzemińska, recenzja [cykl: Pola czyta]

dobrycoach

Przygody Królika Franka, jego rodziny i przyjaciół, to super sympatyczna seria mądrych bajek dla dzieci w wieku przedszkolnym. My zaczęliśmy naszą przygodę z Frankiem od pozycji „Tajemnica dobrej zabawy”. I chyba nie jest to nasze ostatnie spotkanie z rodziną królików. Bajka o Franku uczy w fajny, niemoralizatorski sposób, dlaczego warto dzielić się z innymi, czemu dobra zabawa nie zawsze oznacza wygraną, dlaczego czasem rywalizacja jest dobra, a czasem nie.

To super preludium do wprowadzenia dzieci przedszkolnych w tematykę współpracy zespołowej, zanim dzieciaki pójdą do przedszkola. Franek daje okazję do rozmowy na ważne tematy. Przy okazji książeczka jest napisana w sposób, jaki bardzo lubię i jakie widzę, że lubi mój maluch. Jest w niej ciekawa, mądrze napisana ścieżka dialogowa i narracja pełna nowych dla dziecka słówek, dynamiczna, w sam raz na długość (zbyt wiele zdań na stronie szybko nudzi moją córkę).

Co jest jednak w „Tajemnicy dobrej zabawy” najlepsze? To książeczka o emocjach. Nas się uczy od zawsze, że są emocje dobre i złe (jak radość i gniew) i że nad tymi „złymi” trzeba panować, a te dobre intensyfikować. Bajka o Franku pokazuje, jak rozmawiać z dzieckiem o emocjach, jak je nazywać. Nie ma tu klasyfikowania na dobre i złe, krzywdzących dla nas podziałów. Emocja to po prostu emocja, musi wybrzmieć, znaleźć ujście. Warto uczyć się, co emocje w nas robią. Czego nas uczą.

Przygoda Franka, który niezbyt dobrze radzi sobie z tym, że przegrywa w gry, to okazja do rozmowy z małym człowiekiem  na temat złości, akceptacji, tolerancji, ustępowania innym i walki z ego. Trochę może za poważnie to teraz brzmi, a nie chciałam tego. Bajka o Franku nie jest jakimś super przemądrzałym moralitetem. To po prostu bajka o króliku, który zawsze lubił wygrywać i nie podobało mu się, gdy pojawiał się ktoś lepszy od niego. Bajka o mądrych rodzicach królika i o jego przyjaciołach. Klimatem bardzo przypomina mi jedną z ulubionych kreskówek mojej córki, czyli „Charliego i Lolę”. Prosty sposób i ważne tematy. Mojej córce bardzo się Franek spodobał.

Tak naprawdę jedyny zarzut, jaki miałam do tej książeczki, to ilustracje. Owszem, są bardzo ładne. Królik jest uroczy, obrazki zawierają dużo szczegółów. Tyle, że ilustracje są bardzo pastelowe, jasne, przez co uwagi mojej pociechy nie były w stanie przyciągnąć na dłużej. Poza tym z przyjemnością poznamy inne przygody Franka, bo to fajny kolega jest i sporo mówi nam o tym, jakie problemy mogą nas spotkać, gdy nasze pociechy trafią do przedszkola.

P.S. Literki w książce takie, że z trzylatkiem śmiało można ćwiczyć co łatwiejsze wyrazy. Czterolatek już może sam czytać.

Książkę dostałam do recenzji od ukochanej Taniej Książki. A więcej książek dla dzieci znajdziecie na stronie Księgarni! Zachęcam!!!

P.S.2. Tym razem bez fotek Poli. Franek został u dziadka Włodka w Siedlcach :)

franek

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci