Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

Marek Górlikowski, "Noblista z Nowolipek" – recenzja

dobrycoach

Byłam bardzo ciekawa tej książki. Józef Rotblat to postać mocno pomijana w naszej historii, co smuci. Jako Noblistów większość z nas potrafi wymienić co najmniej trzech. Na ilu listach znalazłby się człowiek, który dokonał więcej, niż ikona kultury noblistów, Skłodowska – Curie? Przypuszczam, że na zaledwie kilku.

„Noblista z Nowolipek” to książka, która ukazała się nakładem Znaku, a którą otrzymałam do recenzji od ukochanej Taniej Książki. Józef Rotblat to postać tragiczna. Za bardzo zapomniana przez nas, Polaków. „Friendly Alien”, jak nazywali go Brytyjczycy, zamknięty w sobie naukowiec, mieszkający w Liverpoolu. Gdy wybuchła wojna, zostawił w Warszawie wszystko. Żonę, której nigdy nie odnajdzie, rodzinę, która będzie wymagała od niego nadludzkiej pomocy i obarczała go odpowiedzialnością za wojenne nieszczęścia, których Józef – jako jedyny z rodziny, uniknął. Pracownię radiologiczną na Śniadeckich, przyjaciół z Wolnej Wszechnicy Polskiej. Wykorzystywany przez rządy i środowiska naukowe, stał się ofiarą własnej wiedzy i umiejętności. 50 lat po wybuchu nad Hiroszimą, wyznał, że nie wiedział nic o teście Trinity, o teście w Alamogordo, gdzie FBI testowało siłę bomby. Pracował na nią, nie wiedząc o tym, w jakim celu zostanie użyta. I nigdy nie pozbył się uczucia klęski, wiedząc, że jego dzieło wykorzystano na cywilach, że jego ciężka i obwarunkowana wieloma restrykcjami praca stała się narzędziem śmierci największym w historii ludzkości.

Tragiczna postać. Płakałam, czytając ten reportaż. I dlatego, że Rotblat został przez historię wyrzucony na margines i dlatego, że jego roszczeniowa rodzina bardzo mi się nie spodobała. I dlatego, że do końca życia nie wiedział, gdzie jest jego ukochana Tola. I dlatego, że stał się marionetką w rękach obcych rządów, ofiarą własnej wiedzy. Ale i dlatego, że do końca pozostał człowiekiem szlachetnym i skromnym. Mimo wszystkich tragedii, które go dosięgnęły, mimo piętna ojca zbrodni, Rotblat do końca życia walczył o to, by nauka nie była wykorzystywana przeciwko człowieczeństwu.

Wspaniala napisana i wyczerpująca książka. Jak dla mnie – idealny materiał na scenariusz filmowy. Polecam! Czyta się ją, jak fascynujący thriller. Bogata w źródła, wielowątkowa, wyczerpująca. I bohater, którego należy znać.

Więcej nowości od Taniej Książki znajdziecie na stronie Księgarni! Zapraszam!

rot1rot2rot3

 

Felicja Yap „Wczoraj” – recenzja

dobrycoach

 

Powiem Wam, że zaskoczyło mnie „Wczoraj”, nowość kryminalna na naszym rynku, którą dostałam do recenzji od Taniej Książki. Sporo czytałam o ludziach z amnezją, drugie tyle widziałam filmów. Spodziewałam się historii, w której ktoś – w wyniku urazu – nie pamięta tego, co się zdarzyło w jego życiu, a co ma kluczowe znaczenie dla jego życia. Nie spodziewałam się jednak, że pani Yap zacznie się bawić w science – fiction. Odważny i smaczny eksperyment, choć na początku dziwnie się czułam podczas lektury (nie przepadam za futurystycznymi wizjami w powieściach, chyba, że dotykają one problemów postapokaliptycznych). Bardzo szybko nie tylko przyzwyczaiłam się do świata, w którym żyją bohaterowie, ale i nawet zaczęłam się w nim znośnie czuć.

I spodobało mi się. Oto świat, w którym pamięć trwała nie istnieje. Ludzie dzielą się na monosów i duosów. Pierwsi pamiętają maksymalnie jeden dzień wstecz, drudzy całe dwa dni. Mają więc lepszą pozycję społeczną. Są policjantami, urzędnikami, powieściopisarzami. Oczywiście, małżeństwa mieszane są wskazane. Robią duosom dobry PR. Główna bohaterka jest właśnie żoną duosa. Znanego pisarza. Każdy człowiek ma obowiązek zapisywać wszystkie wydarzenia z danego dnia w specjalnie przygotowanym przez firmę Apple dzienniku. Dzięki temu może w każdej chwili odświeżyć to, co stało się jakiś czas temu.

Gdy w pobliżu domu bohaterki policja znajduje ciało kochanki jej męża, kobieta zaczyna walkę o odzyskanie dostępu do wiedzy sprzed wielu lat. To stanowi bowiem klucz do rozwiązania zagadki: czy mąż jest mordercą?

Mamy tu intrygę, mamy perwersję, psychopatię, dobrego policjanta, chęć zemsty i nieoczekiwane zakończenie. Dlatego czyta się tę powieść przyjemnie, choć główna bohaterka mnie przede wszystkim wkurzała (płaczliwa, smutna, w depresji, trochę mimoza życiowa, trochę naiwna). Policjanta polubiłam i mam nadzieję, że w jakiejś kolejnej książce się pojawi u pani Yep. Tym bardziej, że sam ma na sumieniu tajemnicę, która może zaważyć na jego całej karierze.

Jest trochę niedociągnięć, jest kilka wątków spłyconych, nie do końca podoba mi się opis psychopatycznych wspomnień i wizji jednej z postaci. Za dużo uwagi autorka poświęciła na wymienianie kolejnych projektantów mody oraz opisy bielizny i nagiego ciała (mogła bardziej skupić się na psychologii postaci). Mimo tych mankamentów książka niewątpliwie stanowi oryginalną pozycję na półce kryminałów. Dlatego warto łyknąć ją w weekend!

Więcej nowości na stronie Księgarni!

wczoraj1

 

Dariusz Kaliński „Bilans krzywd. Jak naprawdę wyglądała niemiecka okupacja Polski?” – recenzja.

dobrycoach

Zacznę od małej prywaty. Pana Dariusza poznałam dzięki mojej ukochanej Zuzi Pęksie, która dowiedziawszy się, że potrzebne mi będą konsultacje historycznego tła mojej powieści, podsunęła mi kontakt do pana Kalińskiego z rekomendacją, że pod względem wiedzy gość po prostu wymiata.

Zadzwoniłam przygotowana, z listą pytań, które chciałam zadać. Pan Dariusz poświęcił mi mnóstwo czasu na rozmowę. Nie nadążałam notować. Rozwiał moje wątpliwości i zasugerował skupienie się na doszlifowaniu szczegółów historycznych, które realnie mogłyby mieć wpływ na życie moich bohaterów, gdyby istnieli naprawdę. Dodatkowo zaś polecił mi mnóstwo książek i artykułów, ba – nawet część z nich dostałam od pana Dariusza na e-maila, co wspaniale ułatwiło mi pracę. Przyznam, że takie rozmowy są dla mnie na wagę złota – niezależnie od tego, czy piszę książkę, czy nie. Żal było mi kończyć tę rozmowę. Gdy pan Dariusz podzielił się ze mną informacją, że w sierpniu wychodzi jego nowa książka, wiedziałam, że muszę ją mieć.

„Bilans krzywd. Jak naprawdę wyglądała niemiecka okupacja Polski?” to pozycja obowiązkowa w biblioteczce każdego historyka, ucznia (szczególnie zaś maturzysty, który zamierza zdawać historię), studenta historii oraz wszystkich, którzy interesują się drugą wojną światową hobbystycznie. Tak, wiem, że dziś interesowanie się tematyką niemieckich zbrodni na polskich ziemiach bywa niebezpieczne, bo łatwo jest dostać łatkę od kolegów, ale politykę zostawmy. Książka, którą pochłonęłam w zaledwie dwa dni, to przede wszystkim zapis relacji, świadectwa tych, którzy byli świadkami, czy ofiarami zbrodni. Dostajemy więc pamiętniki, fragmenty książek i dzienników, z których wyczytać możemy więcej, niż z niejednego podręcznika. Wszystko to zaś opatrzone rzetelnym komentarzem autorskim – liczby, daty, miejsca, nazwiska. Autor żongluje wiedzą, kompletuje ją w pewne części, jak morderstwa osób niepełnosprawnych intelektualnie, czy wysiedlenia Polaków. Całość jest uporządkowana (mówiłam Wam już, że lubię porządek?), dzięki czemu można zajrzeć do interesującej nas części w każdej chwili, np. przygotowując referat.

Jestem pod wrażeniem – historię kocham, ale jako laik na nią patrzę. Pan Dariusz przygotował nam całe kompendium tego, co robili Niemcy na ziemiach polskich. Nie ma tu lania wody i domysłów. Są świadkowie, fakty, pisma, zdjęcia, listy, dokumenty. Prawdziwi bohaterowie i sytuacje, nie urban legends, w jakie wojna obrosła. Dowiedziałam się mnóstwo ciekawostek, o jakich nie miałam pojęcia, jak chociażby przymusowa zmiana płońskich banków i placówek finansowych w Raiffeisen Bank, czy też działalność Zofii Kossak – Szczuckiej na rzecz ratowania żydowskich dzieci (wiedziałam tylko z filologii polskiej, że przed wojną głosiła ona mocno antysemickie poglądy).

Pan Dariusz oddał głos ludziom, którzy doświadczyli okupacji, sam zamieniając się w komentatora, niesamowicie przygotowanego merytorycznie. Dlatego jego książkę czyta się, jak reportaż. Pochłania (przegapiłabym mój przystanek, czytając o akcji wysiedleńczej na Zamojszczyźnie) – nie odłożysz jej, dopóki nie doczytasz ostatniej strony.

Bardzo życzę nam wszystkim więcej takich książek na rynku.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Księgarni Tania Książka. Więcej nowości znajdziecie na stronie Księgarni!

1niemcy2niemcy3niemcy

 

Laura Lippman, „Coraz głębiej” – recenzja

dobrycoach

Weekend upłynął mi pod znakiem walki z przeziębieniem (jak to się dzieje, że co roku pierwszy tydzień września to u mnie katar, kaszel i zatoki?). Na szczęście mogłam go spędzić pod kołdrą, z książką przy nosie. Ogromnie się cieszę, że padło na „Coraz głębiej”.

Moi stali czytelnicy zapewne wiedzą, dlaczego wybrałam do recenzji właśnie tę nowość. Mistrz King polecił, więc Agatka musiała ją dostać. Nie żałuję wyboru. Oj, dałam się wciągnąć. Nie jest to typowy kryminał, gdzie trup za trupem pojawiają się od pierwszych stron. Z resztą, okropnie nie lubię tej zasady, że w dobrym kryminale ktoś powinien zginąć na początku, a potem powinno być już gorzej. Uwielbiam zabawę z czytelnikiem. Grę wstępną. Pieszczoty słowem i zagadkami. Sama staram się tak pisać (a to już ocenicie, jak moja powieść się ukaże). Napisanie kryminału, w którym na dzień dobry zostajemy oblani wiadrem krwi jest dziś strasznie tendencyjne. Napisanie kryminału, w którym pod pozorami normalnego życia kryją się brudne tajemnice z przeszłości, to sztuka. Napisanie go tak, by trzymał w napięciu i wciągał, ale nie bił po oczach trupami.

Pani Lippman się udało. Mamy w jej powieści dwie akcje – jedna dzieje się w latach odległych, gdy bohaterka jest najpierw dziewczynką, a potem nastolatką, zaś druga dzieje się współcześnie. W erze Facebooka, Tindera i mody na wina ekologiczne. Świetnie te akcje się ze sobą splatają, tańczą wokół czytelnika, kusząc go i w naprawdę malutkich dawkach odsłaniając brutalną tajemnicę sprzed lat.

Lu – córka znanego prokuratora, siostra popularnego brata, osierocona przez matkę tydzień po przyjściu na świat. Obserwatorka, trochę podglądaczka, ambitna introwertyczka. Jako dorosła pani prokurator będzie musiała zmierzyć się z tajemnicami, które wywarły wpływ na jej rodzinę, a które przypominają o sobie po latach. Lu wie jedno – w życiu nie ma przypadków. Drugo i trzecioplanowe postaci z wczesnych lat 80 tych mogą okazać się kluczowe do poznania tego, kim są najbliżsi bohaterki. I co ukrywają.

Świetnie i lekko mi się czytało. Tym bardziej, że uwielbiam w literaturze odniesienia do kulturowych staroci – dawnych seriali, komiksów, wydarzeń, książek, mody. Dlatego „Coraz głębiej” nie jest jedynie kryminałem.

No i polubiłam Lu. W jakiś sposób jest bardzo podobna do mnie, gdy byłam nastolatką.

Polecam. P.S. Nie sugerujcie się okładką, niczym z horroru. Ta książka nie straszy. I to chyba jedyny jej minus.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Taniej Książce.

Więcej nowości na stronie księgarni!

coraz

"Inne światy" - antologia najlepszych polskich prozaików, recenzja

dobrycoach

Znacie prace Jakuba Różalskiego? Nie? To czas najwyższy, żebyście je poznali. Nie ma obecnie chyba innego artysty, który tak cudownie, magicznie i ostro zderza słowiańskość naszą potężną z wizjami technologicznej przyszłości. Uwielbiam patrzeć na jego dzieła. One pachną lasem, łąkami, zbożem. Niemal słyszę, jak kobiety przy sianokosach śpiewają. Czuję powiew wiatru. Zwyczajne, sielskie życie, polskość piękna. I ogromny strach. Bo za tym sielankowym pierwszym planem zawsze jest mroczne tło. Coś, co nam zagraża.

Postapokaliptyczne wizje świata pełnego robotów, mechanicznych potworów, zderzone zostają ze zwykłym życiem ludzi wsi. Jest w tym magia niesamowita. Tylko Beksiński taką magię potrafił stworzyć. I jest groza. Jest taki lęk, jak podczas czytania Kinga. Świadomość, że za ramieniem zawsze coś na nas czyha.

Przypatruję się twórczości Różalskiego z nieustannym zachwytem, dopowiadając historie do tego, co widzę. Na taką antologię, jak „Inne światy” (Wydawnictwo SQN) czekałam. Dziesięciu autorów, najlepszych polskich prozaików, sięgnęło po te dzieła i na ich podstawie stworzyło dziesięć unikalnych historii. Cóż to była za uczta, móc je czytać, jednocześnie podpatrując na ilustracje!

Mamy tu pająki, które wprawiają w obłęd. Mamy wilcze skóry. Mamy zabawę historią. Mamy wojnę. Mamy samotność bohaterów i mamy przemoc. Jest fantasy, jest historia. Są przenikające się światy. Czytając, trochę czułam się tak, jakbym oglądała „Black Mirror”. Wspaniała uczta!

No i jak pięknie wydana antologia! Cudowna, cudowna, cudowna! Nie mam innego słowa w sercu!

Szukasz czegoś na długie jesienne wieczory? Nawet się nie zastanawiaj. „Inne światy” to książka warta dźwigania w torebce, czy plecaku i warta każdych pieniędzy. Będę do niej wracać wiele razy, bo każde z opowiadań jest po prostu majstersztykiem. A przyjemność podglądania obrazów Różalskiego okiem Sylwii Chutnik, czy genialnego Jakuba Małeckiego, to po prostu bajka.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję ukochanej Księgarni Tania Książka. Więcej bestsellerów znajdziecie na stronie Księgarni. Zapraszam!

 rozal

A gratis wrzucam Wam kilka obrazów Jakuba Różalskiego. Prawda, że genialne?

jakubrozalski1920bloodyivansmallrozal2rozal3rozal4

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci