Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

O urodzajach w miłości

dobrycoach

Miałam się zająć dziś zupełnie innym tekstem, ale tak mi jakoś ta miłość po głowie chodzi. Ludzie mawiają mi często, że fajnie mam. Że mam świetną rodzinę, męża kosmicznie dobrego i że widać, że jesteśmy szczęśliwi. Ano, jesteśmy. Ale to się nie dzieje samo z siebie. Wiele razy było każde z nas blisko spakowania walizek, albo kopnięcia drugiego w tyłek raz na zawsze. Ile razem żeśmy przeszli, to książki można pisać. Za chwilę stuknie nam 9 lat. Czaicie to? Ja nadal nie bardzo. I jesteśmy – w wersji dwa plus jeden, najlepszej z możliwych. W czasie, gdy coraz częściej słyszymy o rozpadających się związkach, rozwodach, zdradach i innych koszmarach, jesteśmy. Nie wiem, czy nasze sposoby są jedynymi słusznymi. Dla nas są na pewno. Podzielę się dziś nimi z Wami, bo może ktoś z Was właśnie takiego tekstu potrzebuje (a o teksty o miłości w wiadomościach prosicie mnie najczęściej, serio!).

Lojalność. Nie wyobrażam sobie omawiać z kimkolwiek jakichkolwiek problemów w moim związku poza partnerem. To dosyć zaniedbana zasada w dzisiejszych czasach. Koleżanki rzucają tekstami o częstotliwości pożycia seksualnego równie często, jak uwagami o tym, że jest zimno, albo grypa panuje w Warszawie. OK. Lojalność nie oznacza, że nie podzielę się luźną uwagą na temat w stylu „Znam to..”, „To normalne…”, „Bywa w każdej relacji tak i siak”. Natomiast wszelkie problemy zostawiam tylko nam. Jeśli czuję, że dzieje się coś niedobrego, dzwonię do mojej siostry, Aśki. Najczęściej w sytuacji, gdy przeżywam kryzys wieku średniego, czyli średnio raz na trzy lata. Lojalność to podstawa. I – z tego, co widzę – najlepsze związki, które znamy, opierają się właśnie na niej.

Uczucie. Gadajcie, co chcecie, nie wierzę, że miłość może się skończyć. Albo się kogoś kocha, albo się go nigdy nie kochało, tylko się próbowało przypudrować sobie życie na wygodniejsze. Owszem, miłość się zmienia. Każdy z naszym stażem to wie, heloł. Godzinne wybieranie majtek z koronką w sieciówce zamienia się na robienie ulubionego żurku w niedzielę. Bez uczucia pozostaje nicość lub wyrachowanie. Tkwienie w związku z osobą, której się nie kocha, albo która nie kocha nas, to najgorsza forma samobójstwa, jaką możemy sobie zafundować. I oszustwa. Znam, znam takie osoby. „Nie kocham go, ale łaskawie z nim jestem”. „Nie kocham jej, ale kredyt jest na nią”. „Nie kocham go, ale są dzieci”. „Nie kocham go, ale wygodnie żyje się razem”. I tak się starzeją obok siebie jeden z drugą, w bardzo wygodnym kłamstwie. Albo na Facebooku status dżipies, a w realu wakacje osobno, mieszkania osobno, życie osobno. Przyzwolenie na kochanki, kochanków i zdrady to już mnie w ogóle zadziwia. Unikamy takich ludzi, takich związków, bo są toksyczne. Podświadomie boimy się oboje, że nas przytrują. Niestety, wierzymy w bardzo starą definicję miłości, opartą na lojalności i wierności, a także na uczciwości.

Emocje. Wyrzucamy je z siebie i dzielimy się nimi, nawet jeśli są bardzo przykre i smutne. Jeśli się na siebie wkurzamy, to mówimy o tym sobie, albo krzyczymy (zdecydowanie częściej). Ale umiemy powiedzieć „przepraszam”, jeśli nasze emocje zrobiły drugiemu krzywdę. Tu staroświecka zasada, że mężczyzna jest zawsze winny i powinien pierwszy przeprosić, zupełnie się nie sprawdza, choć przesycone nią były wszystkie powieści dla pensjonariuszek, którymi karmiły nas stare ciotki i zgorzkniałe babki. Jeśli doszło do kłótni to – niestety – winni są boje. Pan zawinił. Pani zawiniła. Warto się z tym pogodzić. Coś do tej kłótni doprowadziło. I to „coś” leżało po obu brzegach rzeki. Nie spadnie nam z głowy korona, jeśli wyciągniemy pierwsi rękę, nawet jeśli jest to komunikat „zrobiłeś/aś mi przykrość i jest mi smutno”. Niestety, nie wierzę w jakość związków, w których jedna sfochana jaśniepanienka lub nadęty książę oczekują wiecznej atencji i kajania się przed nimi.

Obdarowywanie. Kolejna istotna sprawa. Obdarowujmy się na co dzień. Drobiazgami. Czasem. Propozycją herbaty wieczorem. Chwytaniem się za rękę podczas spaceru. Buziakiem. Ulubioną przekąską, dorwaną w sklepie. Uważnością. Patrzeniem w oczy. Miłym słowem. Bez tego związek umiera.

Codzienne radości. Znamy trochę par, w których nuda zdominowała życie. Czasem są to ludzie z naprawdę ogromnymi sumami na kontach, wielkimi chatami i autami. Ludzie, którym nie brakuje kasy i możliwości. I oni tak se siedzą w tych kurortach, jedno i drugie w telefonie, żujące gumę z nudy, bo oto ma wszystko, więc czym tu się cieszyć. Codzienne radości budują szczęście. Wspólnie pieczone ciasteczka, sprzątanie w sobotę, uwieńczone piwem i seansem filmowym w czystym salonie. Spotkania z bliskimi, Scrabble, uporanie się z jakimś problemem mniejszym lub większym. Jeśli ludzie dążą do tych codziennych radości, utrzymują optymalny poziom szczęścia w życiu we dwoje. Jeśli żartują, jeśli śmieją się razem, jeśli chcą siebie zaskakiwać drobiazgami. Jeśli patrzą w tym samym kierunku, dążąc do tego, by było coraz lepiej, ale dobra materialne nadal nie są najważniejsze.

Tak się dziś pomądrzyłam. Sami tego chcieliście. Na koniec powiem tak. Jestem lękliwą i smutną optymistką z tendencjami do zaburzeń obsesyjno – kompulsywnych oraz ofiarą własnego perfekcjonizmu. Trudno czasem ze mną wytrzymać bliskim, bo w dodatku lubię się mądrzyć i bywam narcyzem. A jednak od 9 lat udaje mi się tworzyć jeden z najlepszych związków, jakie znam. Wszystko się da. Weźcie sobie coś z tych moich uwag, albo wymyślcie swoje kodeksy. Powodzenia!

jabkomio

„Śmierć Komandora” – Haruki Murakami, recenzja

dobrycoach

Mam ogromny sentyment do powieści Murakamiego, choć zwykle każe czekać na każde nowe dzieło kilka lat. „Śmierć Komandora” zabrała mnie w świat, który kocham i który doskonale znają fani japońskiej kultury. Jest to więc mrok, jest samotność, jest przenikliwe spojrzenie przez człowieka na człowieka (niestety, w literaturze amerykańskiej i europejskiej prawie już tego nie uświadczymy), jest grzebanie w emocjach i wybebeszanie ich korzeni. Tylko Murakami to potrafi (przepraszam wszystkich wspaniałych pisarzy). Murakami, który jest głębią, jest Japonią i jest nami wszystkimi – tymi, którzy zasypiamy ze strachem i w poczuciu bycia samym na świecie. Jest nami - kochającymi każdy wyświechtany okruch codzienności pełnej rutyny. Jest nami – chcącymi podejrzeć śmierć. Jest nami – pożądającymi dobra i lękającymi się tego, że jest kruche. Nikt nie pisze tak, jak on. Smutno, mądrze.

Nie zna Japonii ten, kto nie przeczytał choćby jednego opowiadania Harukiego. Wybaczcie brutalne słowa. Nie jest znawcą literatury ten, kto nie wie nic o tym jednym z najważniejszych pisarzy współczesnego świata. Jeśli kochasz książki – proszę – pędź jutro do biblioteki, czy księgarni i kup cokolwiek japońskiego Mistrza. Po prostu musisz go znać.

W „Śmierci Komandora” pojawiają się ulubione motywy pisarza. Zamknięcie pod ziemią (tym razem nie jest to studnia, a rytualna jaskinia), pozostawienie głównego bohatera przez żonę, która przestała go kochać, dawno zmarła w tragicznych okolicznościach wyidealizowana kobieta (tu dwunastoletnia siostra bohatera), tajemniczy człowiek z nietypową prośbą i mnóstwo sztuki. Plus trochę straszny malutki mężczyzna nie z tego świata. Brakuje mi jeszcze tylko kota, by obraz ukochanych motywów Murakamiego dopełnił się. Oto nasz bohater, porzucony i zdradzony przez ukochaną, rozpoczyna nowe życie w domu tajemniczego malarza. Dom przesiąknięty sztuką oraz własne emocje powodują, że na nowo zaczyna odkrywać swój talent. Pozornie niezwiązane ze sobą drobne odsłony codzienności nadają jego życiu nową jakość i rytm.

Tanatos walczy z Erosem – och, Freud miałby pole do popisu! Seks i śmierć, symbole anioła (wyidealizowane nastolatki), motywy pochowania żywcem – życie i mrok wieczności splatają się na łamach powieści w sposób fascynujący. Nie będę zdradzać więcej. Sięgnijcie sami. Na stronie Księgarni Tania Książka, skąd – jak zawsze – otrzymałam egzemplarz recenzencki, znajdziecie więcej powieści psychologicznych.

komandor

Przykazanie pierwsze – nie wmawiaj!

dobrycoach

Jak część z Was z pewnością, jeśli czytacie mnie regularnie, wie – jestem uczulona na branżę szkoleniową, a coachingowej to już w ogóle nie lubię. Możecie powiedzieć – ok, sama jest trenerem, zajmowała się przez lata aktywnie coachingiem. Tak. Co nie zmienia faktu, że mam na obie te branże serdeczne uczulenie. A szczególnie na to, jak traktują mnie ci potencjalni zdobywcy monet, czyli prowadzący. Nie wiem, czy bardziej jestem na nich wściekła, czy obrażona. Z resztą, na rynku wydawniczym sprawa wcale nie wygląda lepiej. A zatem.

Wmawiają mi panie w różowych tipsach, że nie jestem sobą i że nadszedł czas, bym wreszcie sobą zaczęła być. Nie wiem, skąd one to wiedzą. Z algorytmów Facebookowych? Z moich zdjęć, czy częstotliwości wrzucanych postów z linkami do muzyki? Zatem podobno nie jestem sobą. Muszę być silna i zajebista. Tak. Nie chcę? No to mam problem. Zajebistość życiowa mnie nie kręci? Coś jest ze mną nie tak. Na pewno blokuje mnie mąż, żona, dziecko, matka, czy zły szef. A że na pewno jest coś ze mną nie tak, to jasne, bo przecież w innym wypadku te wszystkie branże nie rosłyby, jak grzyby po deszczu. Potrzebuję porady od specjalistów wszelkiej maści. A zatem – na pewno, jak miliony osób, nie umiem zarządzać sobą w czasie odpowiednio. Nie wiem, co jeść i potrzebuję miliona saszetek i torebeczek od wymuskanych pań z MLM. Nie umiem posegregować ubrań, a także zarządzać wnętrzem mieszkania. Potrzebuję umiejętności projektanta stron, grafika i księgowej. Bo tak. Bo tak mi mówią słodkie panie na grupach fejsbukowych. Że potrzebuję wszystkiego. Całej palety umiejętności. Języka obcego też, nieważne, że znam całkiem dobrze, powinnam znać lepiej. Panowie w muszkach wmawiają mi, że mogę więcej zarabiać, jeśli tylko wydam na ich porady kilka tysięcy złotych. A zatem wychodzi na to, że jestem zwykłym życiowym frajerem, który nieustannie potrzebuje wsparcia, dokształcenia i kolejnych szkoleń, których oferty mnożą się jedna na drugiej. Mucha, blond loki, transmisje z auta lub zza biurka. Gdy już opanuję wszystko, powinnam odpocząć. Tak, wiem, tego też nie umiem. Nie powinnam się jednak martwić, bo oto wkraczają specjaliści od mądrości o tym, że wiatr zachodni spienione goni fale, a ja powinnam oddychać głęboko i odpuszczać złość i ciemną energię. Bo przecież inaczej przerzuci mi się na ciało, a do lekarza to się dziś nie chodzi, tylko do specjalisty ds. zdrowia. I on będzie musiał pijawkami, ziołami z jadu żaby i dźwiękami mis tybetańskich mnie do zdrowia przywracać.

A zatem jestem zepsuta. Nic we mnie nie działa prawidłowo. Powinnam więc odłożyć miliony monet i całą moją resztę życia poświęcić na doedukowywanie się. Oczywiście, eksperci już zadbają o to, bym zawsze czuła się przy nich jak frajerka. Zawsze będą mieć lepsze samochody, muchy i lody na patyku. Abym tylko kupowała. Bo jestem zepsuta. Jeśli nie mam czasu na szkolenia, to chociaż książkę powinnam poczytać. Sekrety życia Indian, skandynawską filozofię szczęścia, japońską technikę sprzątania i francuską technikę usypiania dzieci poznać. A że przy okazji zniknę. Cóż. Nikt nie zauważy…

Nie dawajcie sobie wmawiać, że Wasze życie jest do bani. Że Wy jesteście do bani i że potrzebujecie szkoleń i coachów od wszystkiego. Wasze życie jest wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie musicie składać dżinsów i rolować każdej pary skarpet, nie musicie kupować złotych plannerów, nie musicie słuchać blond dziuni, która wmawia Wam, że macie być super silni, ani tego palanta w muszce, który pragnie wznieść Wasze biznesy na wyżyny. Nie musicie czytać miliarda poradników. A zamiast szukać odpowiedzi w nich, zagłębcie się w psychologię. Jest w niej naprawdę dużo o tym, co nam do życia wystarcza. Jedno jest pewne: nie cały ten majdan, reklamowany w transmisjach na żywo i kolejnych wyzwaniach tygodniowych, do jakich Was się zachęca.

blog

Schizofrenia w świetle najnowszych badań

dobrycoach

Temat schizofrenii – choć coraz chętniej poruszany przez media w Polsce (brawo!), jest jednocześnie tematem wciąż pełnym stereotypów i rozbudowanych mitów. Określenia typu „psychol’, „schizol”, czy „mieć schizę” na stałe zagościły w naszym słowniku i naprawdę trzeba jeszcze lat edukacji, której brakuje, aby pozbyć się ich, jak pozbyliśmy się „Murzyna”, czy pozbywamy się „pedała”. Chorzy na schizofrenię są wśród nas. Według Fundacji Pro Domo w Polsce mamy 1 mln chorych. Pamiętajmy o tym, że tu liczą się tylko ci, którzy zostali zdiagnozowani, więc są to dane zapewne zaniżone.

Dla mnie jest to temat ważny szczególnie. Trzy lata temu dowiedziałam się, że bardzo bliska mi osoba choruje. Dowiedziałam się w najokrutniejszych okolicznościach z możliwych. Nie będę o tym mówić, ponieważ byłoby to nieetyczne w moim odczuciu, bliscy wiedzą i to wystarczy. Wiedzcie jedno – nic nie zapowiadało tragedii. A może zapowiadało, a ja brałam te objawy za coś zupełnie innego? Wyciszenie, zawieszenia, pobudliwość nocą, dziwne opowieści. Myślałam różne rzeczy. Może to narkotyki, może depresja. Nie reagowałam, bo nie wiedziałam, co się dzieje. Spędzałam z tą osobą czas. Tyle, ile tylko mogłam. Ale nasze rozmowy się zmieniły, nasze spotkania. Pojawiła się podejrzliwość, pojawiły się ucieczki w samotność, zawieszenia, brak koncentracji. Myślałam, że może mało śpi. Potem myślałam, że bierze. Byłam na zmianę wściekła i smutna. I odczuwałam silny lęk, że stanie się coś złego, choć miałam wrażenie, że to wszystko mi się wydaje, że przecież ta osoba normalnie pracuje, żyje, spotyka się z innymi. Dopiero moja terapeutka pomogła pozbyć mi się poczucia winy, mówiąc „Pani Agato, nie jest pani psychiatrą! Skąd mogła pani wiedzieć!” Dopiero po czasie wszystko zaczęło składać się w całość. Do dziś mam w oczach łzy, gdy o tym pomyślę. Już kilka lat wcześniej – przed atakiem – pojawiły się znaki, które wskazywały na chorobę. Po okresie żalu i smutku, który całkowicie mnie zmienił (choć dla większości ludzi wydaję się od alt być dokładnie taka sama) fizycznie i psychicznie, nadszedł czas na pytanie: dlaczego?

Wiem, że wielu z Was zadaje sobie to samo pytanie. Dlaczego ktoś choruje? Co się takiego dzieje? Odpowiedzi jest wiele. Genetyka, środowiska, rozwój w okresie prenatalnym – polecam tu zainteresowanym wszystkie pozycje prof. Antoniego Kępińskiego. Jako fanka neuronauki lubię odwołania do mózgu. I dlatego dziś o schizofrenii opowiem Wam w sposób szczególny, odwołując się do najnowszych badań. Wybaczcie słownictwo – może być trudne w odbiorze, jeśli nie studiujesz psychologii. A może zachęci Cię do „grzebania” w temacie?

Artykuł „Anatomiczne zmiany mózgu w schizofrenii” autorstwa E. Dziwoty, A. Łaby – Stanek, O. Małolepszy, N. Skoczenia i M. Olajossego (2015) to pogląd na najnowsze badania, dotyczące anatomicznych zmian w mózgu, które są odpowiedzialne za deficyty poznawcze oraz zaburzenia psychopatologiczne, jakie towarzyszą schizofrenii. W pracy opisano wyniki badań, których przeprowadzenie umożliwiły najnowocześniejsze techniki neuroobrazowania.

Mózg schizofreników wykazuje pewne specyficzne zmiany w strukturach OUN (centralny ośrodek nerwowy). Są to zmniejszone struktury w prawej części hipokampa, zmniejszenie objętości górnego i środkowego zakrętu lewej półkuli i zakrętu skroniowego dolnego w obu półkulach. Kora czołowo – skroniowa, boczno – potyliczna część kory wzrokowej, a także kora językowa i skroniowo – potyliczna u chorych na schizofrenię są cieńsze. Zawierają też małą ilość komórek Purkinjego. Zaobserwowano również zmiany w móżdżku, który pełni jedną z nadrzędnych ról w obszarze regulacji emocjonalnej i wyższych procesach poznawczych. Jest on mniejszy. Przedstawiony przegląd badań nad strukturami mózgowia u chorych pozwala stwierdzić, że trwałe zmiany anatomiczne stoją za wieloma objawami psychopatologicznymi, jakie towarzyszą chorobie.

Schizofrenia to jedna z wciąż najbardziej tajemniczych chorób.  Dopiero najnowsze badania zaczynają odsłaniać jej przyczyny. Po raz pierwszy opisana została w 1893 (Emil Kraepelin), jako dementia praceox – patomechanizmy biologiczne. W 1894 roku podczas sekcji zwłok przeprowadzonej na zmarłym zauważono zmiany w korze mózgowej chorego. W 1927 roku pneumoencefalografia wykazała ubytki w tkance mózgowej schizofreników, przy jednoczesnym poszerzeniu zakrętów i komór bocznych. To odkrycie naukowców Jacobiego i Winklera mogło uzyskać potwierdzenie dopiero wiele lat później, gdy zaczęto stosować TK oraz MRI.

Schizofrenicy cierpią na pewne deficyty poznawcze, które skutkują zaburzeniami w obszarze pamięci sensorycznej i operacyjnej. Jednocześnie mają problemy z przetwarzaniem informacji w czasie i deficyty uwagi. Odpowiada za to hipokamp – obustronnie zmniejszony ze szczególnymi zmianami w jego przedniej części. Zmniejszone są także zakręt przyhipokampowy oraz ciało migdałowate (O’Donnell 2007). Istnieje zależność między prawidłowym rozwojem hipokampa w życiu płodowym a zachorowaniem na schizofrenię. Nieprawidłowy wzrost tej strefy skutkować może zaburzeniami poznawczymi i zachowaniami schizofrenicznymi, które nasilają się wraz z wiekiem (Kwon 1998).

Według najnowszych badań u chorych maleje głównie objętość lewego hipokamppa – części CA 2-3 i CA 4/DG. Kawano i współpracownicy (2015) w przeprowadzonych badaniach pośmiertnych za pomocą metod ilościowych i półilościowych wykazali, że zaburzone jest położenie grup neuronów w korze śródwęchowej. Podobne zmiany dotyczą neuronów piramidowych w hipokampie.

Pierwsze badania morfometryczne u zmarłych dowiodły, że zmiany w strukturze hipokampa następują u osób przewlekle chorych, jednak najnowsze obserwacje dowodzą, że dzieje się to już u osób, które doświadczyły pierwszego epizodu psychotycznego. Obalona została zatem długoletnia hipoteza o tym, że zmiany w obszarze hipokampa następują wskutek postępu choroby (O’Donnell 2007). Stwierdzono także, że zmniejszone struktury w hipokampie występują także u osób z grupy podwyższonego ryzyka. Redukcja objętości waha się między 0,4 a 6,39 cm3. Maleje liczba neuronów w hipokampie, zaś rośnie liczba komórek gleju. Ten spadek odpowiada za redukcję objętości całego hipokampa. Jednocześnie nie zmienia się gęstość komórek piramidowych (Gattaz i Hafner 2004).

Badani za pomocą testów pamięci (Gattaz i Hafner 2004) mieli trudność w przypominaniu sobie konkretnych informacji, jednocześnie zaś wykazywali większą aktywność w korze przedczołowej. Stąd wniosek, że za redukcją objętości hipokampa idą deficyty poznawcze spoza obszaru pamięci sensorycznej. Inne badanie z wykorzystaniem Fmri wykazało normalną aktywność w pracy nad przypominaniem sobie informacji, mimo zmian w hipokampie. A zatem dowiedziono, że nie wszystkie funkcje tej struktury mogą być osłabione przy chorobie. Dodatkowo w eksperymencie (Gattaz i Hafner 2004) wykazano, że nieprawidłowości w funkcjonowaniu hipokampa zachodzą na wielu płaszczyznach przede wszystkim u osób z objawami pozytywnymi. Potwierdziły to badania molekularne pośmiertne z 2010 roku (Tamming i wsp.). Zmiany w zakręcie zębatym powodują utratę funkcji pamięciowych i zatarcie granic między teraźniejszością a przeszłością. W zakręcie zębatym dochodzi bowiem do produkcji glutaminy, co nadaktywuje Amon 3 (CA 3). Wskutek tych zmian chorzy nie mają możliwości pełnego odtwarzania szczegółów zdarzeń, co z kolei nasilać może lęki i uniemożliwia odróżnianie bodźców realnych od wyimaginowanych (Tamming 2010).

Analiza obrazów MRI wskazuje, że zmiany neuroanatomiczne dotyczą także płata skroniowego i przegrody przezroczystej. Górny i środkowy zakręt w lewej półkuli są zmniejszone, podobnie jak zakręt skroniowy dolny w obu półkulach (Onitsuka i wsp. 2004). Postawiono hipotezę, iż w czasie adolescencji u chorych dochodzi do stopniowej redukcji zakrętu czołowego środkowego, co ponosi odpowiedzialność za zaburzenia kognitywne. Jednocześnie obustronne zmiany w obszarze czołowym powodują typową dla negatywnych objawów choroby apatię, niskie IQ oraz obniżony napęd psychomotoryczny (Cobia i wsp. 2012).

Móżdżek, stanowiący zaledwie 10% objętości mózgu, posiada aż 50% neuronów. Bierze udział w procesach poznawczych oraz regulacji emocjonalnej. Jeśli dochodzi do zaburzeń w ich obszarze, wynika to ze zmian w móżdżku i drogach korowo-wzgórzowo-móżdżkowych. U schizofreników są one dużo mniejsze, niż u zdrowych (Laidi i wsp. 2015). Gęstość kory jest mniejsza, podobnie jak liczba komórek Purkinjego. Jednocześnie nie ulega zmianie wielkość istoty białej. Inne badania wykazują, że u patofizjologicznych podstaw schizofrenii leżą właśnie zmiany w istocie białej. W badaniu przeprowadzonym na 77 chorych i grupie kontrolnej 60 zdrowych wykazano, że u chorych zmniejszona jest wartość FA (fractional anisotropy), która jest najważniejszym budulcem istoty białej.

Hipoteza o zmniejszonej zawartości FA potwierdzona została w badaniach Wydziału Neuropsychiatrii w Tokio, przeprowadzonego za pomocą techniki DTI. W zestawieniu wyników badań na 41 chorych i 16 zdrowych z grupy kontrolnej wykazano, iż w chorych doszło do znacznego zmniejszenia wartości FA w istocie białej. Jednocześnie u 7 badanych w ciągu roku od badania nastąpił dopiero pierwszy epizod psychozy, zaś 34 pozostawały w okresie stabilności. Wówczas poddano ich ponownemu badaniu. Okazało się, że u osób, które utrzymywały stabilność (w ciągu roku przerwy między pierwszym badaniem a drugim nie doszło do ataku psychotycznego) zauważono poprawę w wartości FA. Może to stanowić dowód, że zmiany w istocie białej mózgowia powodują biologiczne skłonności do rozwoju psychozy (Walther i wsp. 2013).

Schizofrenicy cierpią także na zmniejszoną objętość istoty szarej w okolicy przedczołowej mózgu. Towarzyszy temu hipoteza, iż zmniejszanie postępuje wraz z czasem trwania choroby i jednocześnie jest uzależnione od upośledzenia funkcji wykonawczych, jakie występują przy schizofrenii. W badaniu z Testem sortowania kart z Wisconsin (Wisconsin Card Sorting Test – WCST) na 33 chorych (18 chorych krócej, niż 10 lat i 15 chorych 10 lat lub dłużej) i 24 zdrowych z grupy kontrolnej za pomocą MRI obrazowano pracę i struktury mózgowia. W grupie badanej wykazana została większa redukcja objętości istoty szarej w porównaniu z grupą kontrolną. Jednocześnie pacjenci ze „stażem” choroby dłuższym mieli ten spadek objętości dużo większy, niż pacjenci, którzy chorowali krócej. Hipoteza o nasileniu zmian anatomicznych w istocie szarej wraz z czasem trwania choroby została potwierdzona (Wheeler i wsp. 2015).

Schizofrenicy mają także zmniejszoną objętość płata czołowego. To powoduje apatię, upośledzenie w uczeniu się, problemy z pamięcią werbalną oraz niższe IQ. Te objawy negatywne choroby związane są z przerwaniem obwodu na linii kora przedczołowa – wzgórze – zwoje podstawne (Roth i wsp. 2004). Ograniczona aktywność w płacie czołowym utrudnia chorym porozumiewanie się niewerbalne, powoduje problemy z mimiką oraz odczytywaniem i stosowaniem gestów, a także orientacją w przestrzeni. Jednocześnie najczęściej objawy te następują u osób w najcięższym stadium choroby (Walther i wsp. 2013).

Patologii ulegają też połączenia płata czołowego z płatem ciemieniowym i skroniowym. Rośnie bowiem liczba połączeń nerwowych w zakrętach skroniowym górnym i środkowym a także czołowym dolnym, ale sprzężenie między nimi staje się słabsze. Stąd u pacjentów objawy negatywne (Wang i wsp. 2014).

Najnowsze badania wskazują także zmiany we wzgórzu. Jądro grzebietowo – przyśrodkowe, służące za najważniejszy przekaźnik z układu limbicznego jest osłabione – gęstość neuronów spada, co zmniejsza aktywność kory przedczołowej i wpływa na zniekształcenia w funkcjonowaniu pamięci operacyjnej (Andrews i wsp. 2006).

Autorzy artykułu zwracają uwagę na to, że leki neuroleptyczne wpływają na zmiany morfologiczne mózgu. Leki klasyczne zwiększają jądra podstawy, zaś leki atypowe hamują utratę objętości istoty szarej. Lieberman i wsp. w trakcie dwuletnich badań zaobserwowali, że szczególnie proces regresji objętości zmniejsza się u pacjentów na haloperidolu, podczas gdy u pacjentów na olanzapinie do takiego zahamowania nie dochodzi (2011).

Przegląd badań zaprezentowany przez E. Dziwotę, A. Łaby – Stanek, O. Małolepszego, N. Skoczenia i M. Olajossego dowodzi, iż zmiany anatomiczne w mózgu u osób chorych tłumaczą wiele na temat przyczyn i objawów tego najintensywniej badanego obecnie zaburzenia psychopatologicznego.

schizofrenia

2018 – Ty draniu!

dobrycoach

Dobra, szaleństwo sylwestrowe minęło. Czas na małe podsumowanie tego, co się zadziało w tym paskudnym 2018. Już widzę, jak fanatycy pozytywnego myślenia w tym momencie zaczynają mnie besztać za negatywne myślenie. Sorki, ale udowadnianie na siłę, że to był fajny rok, byłoby z mojej strony oszustwem. Bywał fajny, może nawet pod wieloma względami był fajniejszy, niż 2017 i 2001 lub 1992. Moja pamięć krótkotrwała działa całkiem dobrze – wyrzucam z niej przeszłość, żeby mi zaśmiecała korytarzy w mózgu. Za rok 2018 pamiętać nie będę. I dobrze. Dziś jeszcze pamiętam. Na Facebooku, YouTubie i w mediach wszelakich grzmią podsumowania i podsumowania podsumowań. A w nich sama zajebistość. I jak tu się, zwykły, szary obywatelu, masz czuć fajnie, skoro coś Ci nie wyszło? A może nawet więcej nie wyszło, niż wyszło? Zatem u mnie dziś trochę przewrotnie będzie. I ku przestrodze.

Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, w związku z minionym już rokiem, to własna głupota. Wymyśliłam sobie, że stanę się w tempie ekspresowym super laską, a że jestem zawzięta, jak nikt, kogo znam, to sobie zrobiłam post Dąbrowskiej. Całe 42 dni. Bez kawy, chleba, o marchewce, buraku i kiszonce. Fajnie. Zrzuciłam ponad 22 kilo. I wyglądałam naprawdę extra. Wyszłam z postu zgodnie z tabelką i uznałam, że jestem już mistrzem i ekspertem, doradzając wszystkim wokoło, że „to pikuś, te 42 dni, bo otwierają duszę i serce, zmieniają jelita i zwoje mózgowe, więc rób koniecznie”. Chodziłam po ulicach, jak ta pani z reklamy Mentosa w latach 90 tych. Tylko ja nie poczułam, jak mi się coś łamie, dopóki nie pierdyknęło z całą mocą. A jak już pierdyknęło, to… okazało się, że wypadły mi dwa zęby podczas jedzenia, włosy zaczęły lecieć garściami (mogłabym robić z nich swetry, serio), a na wadze pojawiło się +35 kilo. Tadam. Tym oto sposobem przeszłam jedyną w swoim rodzaju metamorfozę – od grubasa, przez fajną kobietkę, po grubasa XXL. W międzyczasie okazało się, że mam Hashimoto, a wzrok poleciał mi tak, że powinnam nosić denka, jak Stępień z „13 Posterunku” (nie pytajcie, dlaczego jeszcze nie noszę tych cholernych okularów, bo usłyszycie najgłupsze w życiu tłumaczenie, że spoko, nie jest tak źle).

Kolejna rzecz, którą mam w głowie to przepracowanie. I nie chodzi o szkołę i uczniów, ale o milion rzeczy, których się podejmowałam, żeby komuś było miło i dobrze. O mnóstwo zleceń dodatkowych, chałtur, byleby hajs się zgadzał. Kosztem snu, bo przecież ja sama zawsze stawiam siebie gdzieś na ostatnim miejscu. Jak mi już w końcu bania nabrzmiała, to przestraszyłam się, że mam depresję. W zasadzie to albo krzyczałam, albo płakałam – non stop. Dalsze problemy zdrowotne możecie sobie dopisać. Sporo ich się zrobiło.

No i oczywiście – najlepsze. Uśmiech numer 5 dla świata. A dla siebie wyrzuty – czego jeszcze nie zrobiłam, czego za mało, za dużo, nie na czas. Nawet fakt, że bardzo trudny drugi rok psychologii zaliczyłam ze średnią prawie 4,8 i utrzymałam stypendium w ogóle mnie nie cieszył. Czaicie to? W 2018 przestałam kompletnie siebie szanować i zatyrałam się, mimo sprzeciwów najbliższych mi ludzi. Warczałam na nich, a ja naprawdę jak już warczę, to jest niefajnie.

Aż przyszła jesień i stwierdziłam, że pierdzielę to wszystko. To zamieszanie, tę gonitwę. I sobie zwolniłam tempo. I przypomniałam sobie, jak fajnie jest nie dążyć do tego, by mieć więcej. Fajnie jest dążyć, by być zdrowszym i  być więcej. W relacjach, w życiu. Był moment, gdy myślałam tylko zadaniami i checklistami. Weź nie popełniaj mojego błędu. Jak ktoś Ci powie, że możesz być bardziej wydajny, żyć szybciej i efektywniej, to kopnij go w tyłek. Nie musisz być ani bardziej wydajny, ani szybszy, ani efektywniejszy. Bądź, jaki chcesz być. Gdy trzeba – zapieprzaj. Gdy nie trzeba – odpuść. Jak ktoś Ci powie, że uczyni Twoje życie lepszym, bo jest mentorem, kołczinią złotoustą z popeliny utkaną, to też go kopnij w tyłek. Bo jedyne, co uczyni Twoje życie lepszym, to bliscy, miłość, sen, dobre jedzenie, muzyka, książki i podróże. I o to zadbaj. Niech Ci tego nie zabraknie w nowym roku. Plus jeszcze wino. Dobre wino zawsze na propsie.

rok219

 

 

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci