RSS
niedziela, 22 września 2013
A żeby wszystkim nam niedziela upływała jeszcze przyjemniej, mam dla Was kilka utworów. Polecam do przesłuchania. Zaopatrzcie się w kubek herbaty z cytryną, koc. I oddajcie się przyjemności słuchania!
Zgodnie z obietnicą, dzisiejszy wpis dotyczy strategii pracy z celem. Mogłabym rozpisywać się o rozmaitych technikach. Powstało tyle publikacji na temat tego, jak pracować z celem. Z perspektywy coacha jedne oceniam, jako ciekawe, przyjemne, inne zaś jako trudne, przyziemne (a przecież praca z celem to magia!), a nawet nudne. Oczywiście, najbardziej zachęcam do tego, by samemu opracowywać własne strategie. Gdyby jednak każdy z nas miał w sobie takie pokłady kreatywności, to zawód coacha byłby najmniej potrzebnym zawodem świata, a ludzie chodziliby zadowolenie, bo łatwo pracowałoby im się z osiąganiem własnych celów. Ogromną radość odczuwam, gdy uda mi się podejrzeć u którejś z bliskich osób, jak pracuje nad postawionymi sobie celami zgodnie z własnoręcznie opracowaną, według tajemniczej mikstury, strategią. Moja siostra Asia szczególnie zasługuje na podziw! Krok, po kroku, konsekwentnie osiąga to, co sobie wytyczy. Oczywiście, błędy są wpisane w nasz los! Kto błędów nie popełnia, ten stoi w miejscu, albo się cofa. Strategia w pracy z celem służy nam jednak do tego, by zoptymalizować działanie posiadanych narzędzi, zwiększając tym samym szanse osiągnięcia celu i zminimalizować ryzyko klęski. Dlatego moja siostra Asia, nawet kiedy coś chwilowo nie wyjdzie, odbija się od ziemi, na której potłukłby sobie zwykły Kowalski tyłek, jak od trampoliny. Dlaczego? Bo pracuje zgodnie z własną strategią. A strategia zakłada także upadki i działania, jakie po upadku należy podjąć.
niedziela, 15 września 2013
Możesz w życiu poruszać się po omacku. Nie korzystać z żadnych planów działań. Będzie, co ma być. Raz kozie śmierć. Albo w tę, albo w tamtą stronę. Martwić się będziesz później. Żyj, jakby jutra miało nie być. Proste hasła, które słyszę na co dzień z usta znajomych, z ust obcych, usłyszanych niechcący w autobusie. Czytam je na tablicach facebookowych, na koszulkach mijanych przechodniów. Czytam i za głowę się łapię.
poniedziałek, 09 września 2013
Każdy z nas, niezależnie od miejsca, wieku, czy koloru skóry, siedzi w swoim prywatnym słoiku. Specjaliści nazywają go tzw. strefą komfortu, które to pojęcie po raz pierwszy usłyszałam u Macieja Bennewicza w książce "Coaching, czyli przebudzacz neuronów".
niedziela, 08 września 2013
Pewnie, że się uda. Jak mogłabym, jako coach, uważać inaczej? Co sobie zaplanowałeś? W jakiej sytuacji znajdujesz się obecnie? Czy przybliża Cię ona do realizacji Twojego celu, czy oddala? Zlokalizuj samego siebie na tzw. mapie rzeczywistości. Jakie masz zasoby? Nie mów, że żadnych. Wiedza, długopis, notes, komputer, aparat fotograficzny, rower, angielski w jednym palcu, znajomość hiszpańskiego, tata z kasą, umiejętność kreatywnego wykorzystywania spinacza do papieru, mówienie od tyłu. Co masz, co potrafisz - to są Twoje zasoby. Jakie masz ubytki? Czego nie masz? ZLOKALIZUJ TO, NAZWIJ.
sobota, 07 września 2013
Czasem trzeba powiedzieć sobie "stop". Widzisz, że nie rozwiniesz się już w danej firmie. Że zarobki maleją, a oczekiwania rosną. Że wypaliłeś się już w tej firmie. Bywa. Postanawiasz odejść. Tylko co dalej? Ogłoszeń na portalach masę. CV wysyłanych codziennie kilkanaście. I co dalej? Czekasz na telefon. Na wiadomość jakąś. A strach coraz bardziej Cię dosięga. Bo przecież musisz mieć, za co zapłacić rachunki i żyć! Dlatego postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. I sama stworzyć ofertę. TRENER SZUKA PRACY.
piątek, 06 września 2013
No, tak. Idzie jesień. Piękna, kolorowa. A jednak, gdy patrzę na ludzi, widzę przygnębione miny, niewyspane oczy. Onet mówi, że to wina pogody. Że jak ludziom marzną stopy, to marzną im słońca w serduchach. Może i tak jest. Mi marzną stopy, więc podświadomie podtrzymuję w sobie wewnętrzne słońce. Ostatnio ostatkiem sił. Za dużo mi się na głowę zwaliło. Wiecie, jak jest? "Jak się wszystko sypie, to na raz". Tak się u nas, w Polsce, mówi. Mi się kilka rzeczy zwaliło na głowę na raz. Najpierw płakałam tydzień, przestałam biegać i w otchłani smutku, zaczęłam sięgać po kiełbasę do lodówki, a przecież cztery miesiące żyję już bez mięsa. Przeżyłam tę swoją rozpacz wewnętrzną, pożałowałam siebie samej sobie sama. I stanęłam na nogi. Dlaczego?
Oddzielić życie prywatne od zawodowego bywa czasem bardzo trudno. Szczególnie, gdy jesteśmy pracownikami korporacyjnego wesołego miasteczka. To, że przekroczyłam magiczną granicę między mentalnym pobytem w domu, a mentalnym pobytem przy pracowniczym biurku przydziałowym, odkryłam całkiem niedawno.
O autorze
Zakładki:
Https://www.facebook.com/CoachingSzkolenia?ref=hl
Http://wcr.edu.pl/
Ulubione