RSS
wtorek, 29 lipca 2014
Illuminatio znowu mnie zaskoczyło. Aż się boję, jaką książkę do lektury dostanę kolejnym razem. Bez sztucznego lizusostwa i całkiem szczerze mogę powiedzieć, że to najlepsze jak dla mnie na rynku wydawnictwo. Rozwój, relacje, biznes, medycyna naturalna - znajdziecie tu wszystko, co wiąże się z szeroko rozumianym wellness. "Boski kompas" to bestseller z listy New York Timesa. Squire Rushnell jest reżyserem, osobą medialną. Skąd w tym jego świecie Bóg?
sobota, 26 lipca 2014
Nie złość się. Złość piękności szkodzi. Zły człowiek. Uwaga, zły pies. Nie pokazuj emocji. Bądź od nich lepszy. Ile jeszcze takich rzeczy słyszysz na co dzień? Jako Coach pracuję od kilku lat. Wymaga to ode mnie przyjęcia na co dzień postawy niezłoszczenia się na wszystko i wszystkich. Kiedy jestem zła, czuję ogromne wyrzuty sumienia. Myślę sobie wtedy, że umiłowane zen jeszcze we mnie tli się słabo. Najczęściej jednak jest mi wstyd. W końcu na co dzień zachęcam ludzi do tego, żeby żyli w zgodzie ze sobą i ze światem. Więc tę złość w sobie chowam. Ludzie na mnie liczą. Ludzie czują, że jestem silna, że mogę być dla nich opoką. Zwracają się do mnie na co dzień różni znajomi, z prośbą o radę, wsparcie, spotkanie. I ja mam być zła?! Czasem chciałabym na Facebooku napisać o tym, że jestem zła na coś, na kogoś. Na rząd i jego podejście do nas. Na propagandę katotalibów, jak zwykło się o nich mawiać. Na Putina. Na łamane prawa kobiet w Polsce. Na antysemitów. Nie robię tego. Coach jest kimś, kto wybiera świadome odcięcie się od jakichkolwiek kwestii religijnych i politycznych publicznie. Choć te poglądy posiada. Mogłoby to źle wpłynąć na jego PR. Ale tak naprawdę ludziom dałoby obraz mnie, jako osoby oceniającej innych, a Coach taki być nie może. I słusznie. Co jednak z tą złością?
piątek, 25 lipca 2014
Z nami wszystkimi jest rzeczywiście, jak z tą - często na szkoleniach przedstawianą - górą lodową. Korzystamy z 1% umysłu, 99% zostaje pod powierzchnią. Odnajduję w tym bardzo duże podobieństwo do marzeń i życia codziennego. Stąpamy sobie po mocnym gruncie, z zegarkiem w ręku, planem dnia, ustaleniami i założeniami. Kończymy szkoły, studia, fakultety zdobywamy, zakładamy rodziny, kupujemy te straszne kredyty, bo przecież nie mieszkania, te będą nasze za lat tryliard. I z każdym dniem coraz bardziej ta droga utwardzona, ziemia ubita. Nie słyszymy, że coś pod nią stuka delikatnie, coraz bardziej zmęczone.
poniedziałek, 07 lipca 2014
Kiedyś, kiedyś napisałam tekst na temat procesu grupowego w życiu, tekst o odchodzeniu - "Pozwól mi odejść". Było to jakieś dwa lata temu. Dziś wracam do tematu, troszkę inaczej. Każdy z nas posiada przynajmniej jedną osobę, którą może nazwać swoim przyjacielem. Moim najlepszym przyjacielem jest mój partner. Zaraz po nim znajduje się moja siostra Asia. Jest także mój brat, Piotr, jest kilkoro innych ludzi. Dziś słowo "przyjaciel" bywa mocno nadwyrężane. Bycie przyjacielem obliguje nas do pewnych zachowań, niejednokrotnie z poświęcaniem się związanych. Z jednej strony obserwuję, jak ludzie uniki przed przyjaźnią robią. Z drugiej strony, wręcz przeciwnie - widzę pewną wylewność, która nakazuje wszystkich do jednej wielkiej rodziny przyjaciół zaliczyć.
czwartek, 03 lipca 2014
Fotorelację z 1,5 godzinnej prelekcji zawdzięczam pani Agnieszce Baranowskiej. Zapraszam do oglądania zdjęć :) Wasza Agata Sosnowska.
Jest nam bardzo miło poinformować, że do grona naszych Partnerów dołącza Fundacja Twoja Inicjatywa! Obiecujemy na bieżąco informować Was o planowanych działaniach i projektach - jesteśmy pewnie, że wielu spośród Was znajdzie w Twojej Inicjatywie coś ważnego i mądrego - co będzie mogło przełożyć na własne działania.
Czasem myślę, że Polacy to naród, dla którego słowo "sukces" nie istnieje w żadnym słowniku. A dokładniej - sukces nie jest rozumiany, tolerowany. Smutne. Postanowiłam więc przyjrzeć się bliżej, dlaczego tak jest. Na początek jednak - skąd moja teza? Zauważyłam, że osoba, która odniosła sukces zaczyna albo być kojarzona negatywnie z kimś, kto "chachmęci", knuje, wybija się kosztem innych, sprzedał się, duszę diabłu oddał na pożarcie, jest zepsuty pieniędzmi, czy manipuluje. Przykładem takiej nagonki jest Ewa Chodakowska. Dopóki robiła coś za darmo na mniejszą skalę, budziła jedynie pozytywne emocje. Kiedy nagle zaczęła zarabiać, została twarzą znanej sportowej marki, pojawiła się krytyka - a to, że Ewa lubi ścianki, a to, że ma Instagrama. Burzę wywołują przede wszystkim media, które całkowicie wypaczyły pojęcie sukcesu. Z jednej strony nazywają ludźmi sukcesu ludzi, którzy nagrali jedną piosenkę, czy pokazali napompowane usta na Euro - media same z resztą takie postaci kreują, wraz ze sztabem PR. Z drugiej strony - ochlapują te własne twory błotem. Przekaz podprogowy jest dla mnie bardzo czytelny: sukces jest zły, sukces psuje. Jeśli dodamy do tego naszą kościelną propagandę, która od dzieciństwa gdzieś w uszach naszych dzwoni, że ubóstwo jest cnotą, a każdy biznesmen to człowiek zły (biznesmen kojarzy się Polakom z sukcesem), to nie ma się co dziwić, że Polak sukcesów się boi.
Michael Masterson jest moim guru. Stawiam go na półce (wraz z całą serią "Inspirio") obok Maxwella, obok Bradena. Zanim zdecydowałam się usiąść do napisania recenzji książki "Gotów, pal, cel. Od zera do 100 milionów w tempie ekspresowym", która to właśnie ukazała się w moim ukochanym wydawnictwie Illuminatio, musiałam tę książkę przeczytać... trzykrotnie. Nie, to nie jest żart. Przeczytałam ją trzy razy, zanim zdecydowałam, w którym kierunku pójdzie moja recenzja.