RSS
sobota, 25 czerwca 2016
W dobie Internetu książki kucharskie powoli odchodzą do lamusa. Kiedyś piętrzyły się u babek i mam "Kuchnie polskie". Każda mama miała swój przepiśnik, pełen śladów po mące i jajkach, a książki pełne były zakładek. Internet wyparł dusze z przepisów. Można zrobić zakładkę ulubionych przepisów, ale jest ich tak dużo, że wydaje nam się to bez sensu. Myślimy, że nasze życie będzie tak długie, że zdołamy przeczytać wszystkie możliwe przepisy na kaczkę i zrobić ją nie na 100, ale na 10000 sposobów. Za każdym razem sięgamy po nowy przepis i tym samym odbieramy sobie przyjemność budowania tradycji w naszej kuchni - potraw, które będą wspominać nasze wnuki i dzieci przyjaciół. Oczywiście, nie każdy tak ma. Ale większość tak. A przynajmniej większość, którą znam. Wyczytałem fajny przepis, mówi kolega, mając na myśli Sieć. A znalazłam gdzieś w Necie, mówi koleżanka, zapytana o super sałatkę owocową. Nikt nie pokaże Ci książki, zeszytu z przepisami. Mi kiedyś ciocia pozwoliła przepisać recepturę na ciasto drożdżowe ze swojego zeszytu. Wiecie, że znam ją do dzisiaj? Receptur z Internetu miałabym milion. I nie znałabym żadnej na pamięć. Żadna nie stałaby się moją.
wtorek, 21 czerwca 2016
Moje dziecko nie jest kąpane codziennie. Czasem pada spać, zmęczone po całym dniu zasuwania po trawie, z nosem nad miską kaszy mannej. Niosę do łóżeczka ostrożnie i tylko przykrywam kołdrą. Rano w pościeli jest pełno piachu i liści. Trudno. Moje dziecko nie ma stałego harmonogramu dnia. Tak, wiem. Niektóre koleżanki tak sobie dzieci wyćwiczyły, że te im jedzą na zawołanie, śpią o stałej porze i piją określoną ilość wody dziennie. No, niestety. Moje dziecko je, kiedy chce. I co chce. Nie zawsze ma ochotę na marchewkę ze szpinakiem. Sorry, ja też polubiłam takie żarcie po trzydziestce, więc heloł, dlaczego mam dziecku wpychać na siłę? Najczęściej wcina kurczaka, indyka i kiełbasę. Wszystko z dużą zawartością białka, w końcu starzy pracują na mięśnie, więc dziecku też się obrywa. Moje dziecko pije mleko. Często zapija mlekiem kiełbasę, jak robiła to jego ciocia, a moja siostra, Natalia w dzieciństwie. Moje dziecko nie ma zmienianego ubranka trzy razy dziennie. Nie ma też ubranek za miliony. Zwykłe ciuchy z lumpa, za grosze. Jak patrzę na to, w czym dziecko się bawi i jak się bawi, to myślę, że nie zniosłabym niszczenia ciuchów za stówkę każdy. Podczas gdy inne dzieci siedzą grzecznie w czystych wózkach, moje maluje wózek serkiem homogenizowanym z SM Garwolin. Nie zawsze chce mi się ten wózek codziennie myć i wykruszać z niego ciastka. Są ważniejsze rzeczy.
poniedziałek, 13 czerwca 2016
Z tą maturą różnie bywa. Za dziesięć lat nie będziecie już nic pamiętać z dzisiejszego lęku. Wiem, że pewna część z Was szykuje się na letnie poprawki. Po pierwsze: tak się zdarza, życie, nie ma co tu rozpaczać. Wielu moich znakomitych kolegów, którzy dziś mają własne firmy, są nauczycielami, lekarzami, dziennikarzami, pisało poprawki. Owszem, wakacje trochę może i pod pręgierzem psychicznym, ale potraktujcie to, jako sprawdzian dla własnej siły psychicznej. A po drugie: może po prostu zabrakło Was dobrego zaplecza merytorycznego?
Wpadł mi ostatnio w ręce artykuł o 108 letnim Japończyku, który nadal jest czynny zawodowo, zdrowy i szczęśliwy. Zapytany o sekret długowieczności, powiedział: Wchodzić po schodach, a nie jeździć windą. I jeść zdrowo. Już starożytni Grecy do jedzenia przykładali ogromną wagę, wysnuwając hipotezy o tym, że jedzenie świńskiego mięsa powoduje gnicie jelit. Jedzenie jest ważne. Warto jeść tak, żeby być zdrowym, prawda? Nie chcielibyście dożyć pięknej setki? Ja tak!
wtorek, 07 czerwca 2016
Irving należy do grona moich ukochanych pisarzy. Wczoraj na blogu pisałam o przeciętności. I tak sobie myślę, że Irving stawia przeciętności pomnik w każdej swojej książce. Sprawia, że ta przeciętność jest dla czytelnika piękna, wyjątkowa i niepowtarzalna. Jego bohaterowie nie zdobywają szczytów w Himalajach, nie zostają prezydentami i nie nagrywają teledysków do MTV. Żyją swoim życiem najlepiej, jak mogą i - zdarza się, że bywają w nim szczęśliwi.
poniedziałek, 06 czerwca 2016
Od czasu, gdy dostałam pierwszą pracę, jako trener, skończyłam szkołę trenerów biznesu, porobiłam tytuły i dyplomy, obudził się we mnie - rosnący z każdym rokiem - zew nadzwyczajności. Nie mówię o zadzieraniu nosa, chyba to mi nie grozi, ale o poczuciu, że bycie nadzwyczajną, albo starania o to, by być nadzwyczajną, powinny być sensem i celem każdego mojego działania. Jeśli nie będę nadzwyczajna, albo nie będę przynajmniej próbować starać się być nadzwyczajna, to będę... No, właśnie? Kim będę?