RSS
niedziela, 21 czerwca 2015

Jest niedziela. Na Stegnach piękne, zielone południe. Pola śpi, mogę popisać sobie, wcinając śniadanie. Mam trochę przerwy zawodowej. Nie zrobiłam sobie jednak przerwy od rozwoju. Ba, mam wrażenie, że od kiedy zostałam mamą, mój rozwój przyspieszył na każdym polu. Muszę przyznać nieskromnie, że jestem perfekcyjną panią domu i mamą chyba też. Wszelkie książki i warsztaty przedciążowe i przedporodowe przydały się. Szczególnie te, dotyczące motywacji, zarządzania zespołem zadaniowym i zarządzania sobą w czasie. Te o umiejętnościach pracy w stresie oraz zarządzaniu zmianą, a także te o zarządzaniu konfliktami także. Obce są mi zatem problemy typu nie czytam, nie wychodzę do ludzi, nie sprzątam. Czytam. Trochę wolniej, bo czasem mi się dziecko popłacze bez powodu. I trzeba utulić. Robię kilka rzeczy jednocześnie - czytanie zwykle towarzyszy karmieniu, zawsze te 20 stron do przodu jestem przez kwadrans. Do ludzi wychodzę i ludzie przychodzą do mnie. Macierzyństwo to nie jest zamknięcie się w twierdzy wysokiej na lat osiemnaście. Nie rozumiem też zasady "ona ma małe dziecko, nie będziemy przeszkadzać". Dziecko jest całym moim światem, ale nie w każdym momencie. A ja nie zostałam ascetycznym pustelnikiem. Więc chodzę z małą, ludzie przychodzą do nas. Fajnie jest. Dla Poli to dużo nowych bodźców, emocji i nauki tym samym. Sprzątam. Gotuję (parcie na zdrowe żywienie mobilizuje mnie jeszcze bardziej do gotowania). Ba, nawet maluję paznokcie. Nie wiem, czy mam grzeczne dziecko, czy niegrzeczne. Nie znam wyznaczników i standardów, jakie dziecko powinno spełniać, by znaleźć się w którejś z tych kategorii. Wiem, że dużo z dzieckiem gadam. I że nie daję mu się zwariować. Czasem musi dziecko pokwękać i poczekać, aż skończę coś robić. Robię tak, że dziecko w bujaka ustawiam obok siebie, żeby widziało, że robię teraz coś innego i że nie mogę tego rzucić w tym momencie. Mówię do dziecka, co robię. Zwykle działa. Mała zaczyna patrzeć i słuchać. Opowiadam jej o tym, dlaczego marchewkę skrobię, a na jabłku zostawiam skórkę. Mała patrzy spokojnie. Może tu jest jakaś metoda? Za chwilę wracam do pracy zawodowej. Mam tę przyjemność, że mogę sama sobie ustalać godziny i dni tej pracy, cyrkulować jej intensywność wedle własnego widzi mi się. Owszem, czuję się czasem wykończona. Bo choć przesypiam noce całe (dziecko mi w nocy śpi, nie je, co na miesięczniaka jest super wynikiem), to za dnia mam wciąż wytężoną uwagę na wiele bodźców i zadań. Tak, czasem czuję się wykończona. Czasem. Śni mi się wtedy na jawie wielkie łoże z baldachimem. Tylko dla mnie. W pozostałych momentach jestem szczęśliwa. Postawiłam sobie fajne cele. Zrzucić jeszcze 45 kilo. Napisać drugą książkę. Wrócić do szkoleń i warsztatów. Odbyć trasę autorską z "Ciszą". Wrócić do pisania recenzji. Przede mną nowy projekt, dedykowany dla mam. Wymagać będzie ode mnie odwagi i wytrwałości. Rusza na dniach. Dlaczego ten wpis wrzucam tu, nie na mojego bloga macierzyńskiego? Ano dlatego, że będąc mamą, nie przestałam być coachem. A może nawet, jako coach, zdefiniowałam się na nowo. Na koniec tego podsumowania okołoletniego chcę powiedzieć, że jestem cholernie wdzięczna. Za bliskich i ich wsparcie. Za własną motywację do wprowadzania zmian i ulepszeń do swego raju stegnowego. I za tę malutką istotę, która właśnie zaczyna być głodna. Miłej niedzieli, zmykam!PodsumowanieFraneczek

12:34, dobrycoach
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Zakładki:
Https://www.facebook.com/CoachingSzkolenia?ref=hl
Http://wcr.edu.pl/
Ulubione