RSS
wtorek, 16 maja 2017
Strefa komfortu, tak się zawsze podśmiewałam z tego pojęcia. Komfort kojarzy mi się z czymś błogim, przyjemnym. Komfort to dla mnie książka, czytana przez całe popołudnie gdzieś na leżaku w ogrodzie zieleni pełnym. Strefa komfortu jest potrzebna i nie uważam, że trzeba z niej wychodzić gdziekolwiek. Wszyscy dziś nadużywamy tego pojęcia. Strefa komfortu jest - w ujęciu literatury motywacyjno-rozwojowej, czymś brzydkim i bardzo ograniczającym. Jest wygodna, ale... pozorna, nie rozwija nas, nie pomaga nam, sprawia, że mamy zamknięte oczy, karmi nasz lęk przed nieznanym - bla, bla, bla. Dużo tego. I ja tak sobie myślę, że to pudełko, w którym siedzimy i się boimy wcale strefą komfortu nie jest!