RSS
piątek, 28 marca 2014
Na jednym ze szkoleń, dawno, dawno temu, zanim jeszcze przyszło mi do głowy, że kiedyś będę mieć własną firmę, usłyszałam - w nawiązaniu do konstruktywnej informacji zwrotnej, że ludzie dzielą się na trzy kategorie. Są ludzie - kubły, ludzie - kubki i ludzie - naparstki. Jak to się ma do życia?
poniedziałek, 24 marca 2014
Alfred Nobel miał ciężką młodość. Wymagający ojciec, któremu udało się, dzięki ciężkiej pracy i determinacji pozbyć statusu bankruta, a nawet zdobyć sławę na carskich salonach, bardzo surowo oceniał poczynania syna. Apatyczny młodzieniec lubował się w poezji i nie ciągnęło go na salony. Silniejszy psychicznie ojciec zmusił go zatem do podjęcia studiów na kierunku inżynieria chemiczna. Nie wiem, czy początkowo Alfred miał do rodziciela pretensje, czy nie, wiem natomiast, że udało mu się zwiedzić kawał świata, poznać wielu znakomitych ludzi nauki (jak Ericsson) i zakochać z eksperymentach z nitrogliceryną. Te zaś doprowadziły Nobla do największych odkryć w dziedzinie przemysłu wydobywczego i w zakresie materiałów wybuchowych. To jednak nie wszystko. Kolejne odkrycia, patenty, laboratoria na całym świecie. 355 patentów aż do śmierci. Pomoc w założeniu kilku tysięcy firm, które istnieją do dziś, jako międzynarodowe korporacje. I ostatnia wola w 1986 roku - cały majątek ma być przeznaczony na utworzenie specjalnego funduszu, który będzie co roku nagradzał najwybitniejsze umysły, które przyczyniły się do rozwoju ludzkości. Wielki człowiek, do śmierci aktywnie poszerzający swoje horyzonty. Ubóstwiający naukę, pełen pokory wobec niej i wobec natury, a jednocześnie zawzięty na to, by odkrywać wciąż nowe jej tajemnice. I by wykorzystywać je dla dobra ludzkości. Nobel nie spoczywał na laurach, a przecież mógł powiedzieć w pewnym momencie "STOP, dalej będę już tylko leżał i liczył profity". Zdobywanie coraz większego rozgłosu, stawanie się coraz większym autorytetem grozi muchami w nosie, rozleniwieniem i brakiem chęci, by zdobyć coś więcej, by czegoś się jeszcze nauczyć. W środowisku naukowców i światłych umysłów świata używa się wręcz określenia "Pułapka Nobla".
niedziela, 23 marca 2014
Wczoraj odpoczywałam od komputera – i dobrze. Właśnie, podczas sesji Skype z jedną z moich ulubionych uczennic, korzystających z kursu Vademecum Biznesu, wpadłam na ciekawy pomysł. Co zrobić, żeby bardziej efektywnie wykorzystywać swój czas? Wprowadzić mierzenie!
piątek, 21 marca 2014
Dzisiejszy dzień zaczęłam trochę inaczej. Nie umiem przyzwyczaić się do tego ogromnego planu i w związku z tym pracuję więcej, jednak jestem bardziej sfrustrowana. Kurczę, Masterson to jest koleś! Nie wiem, jakim cudem udaje mu się pogodzić tak wiele rzeczy na raz i nie odczuwać spadku energii. Mi przy czwartym dniu już przepaliły się czujniki mocy.
czwartek, 20 marca 2014
Przede wszystkim jestem dziś chora jeszcze bardziej, niż byłam. Prycham, jak lokomotywa, ciągam nosem, kaszlę. To nie jest wesołe. Będę się czuła bardziej komfortowo, jeśli odwołam dzisiejszy sampling, który przygotowałam dla pewnej firmy. Mam nadzieję, że okażą wyrozumiałość, przekładając to chociaż o kilka dni.
środa, 19 marca 2014
Idzie Wiosna. Wprawdzie powolutku i nieśmiało, wciąż walcząc z ostatnimi podrygami zimy, jednak już jest blisko. A wiadomo, że piękne słońce sprzyja rozwojowi i sprawia, że jesteśmy bardziej otwarci na inspirowanie się światem otaczającym. Dlatego pragnę zaprosić Was do udziału w nowym, ciekawym i bardzo kreatywnym przedsięwzięciu. Planujemy gry miejskie, gry planszowe, bieganie z aparatami, mazanie się farbami i fikołki na Polach Mokotowskich. Chcesz zastrzyk dobrej energii na Wiosnę? Szukasz inspiracji, żeby coś w swoim życiu zmienić? Zgubiłeś wenę do tworzenia? Hej! Tak się zdarza. A teraz przestań dołować i zadzwoń do mnie. Właśnie tworzymy grupy i zapewniam Cię, że dla Ciebie też znajdzie się odpowiednie miejsce i czas :)
Dziś drugi dzień eksperymentu. Przede wszystkim muszę przyznać, że czuję się okropnie. Całą noc miałam gorączkę. W dodatku bolą mnie wszystkie mięśnie, wirus jakiś, przeziębienie. Trochę psuje to plany na poranny jogging. A jednak pozostałych części planu trzymam się. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że uda mi się w tak krótkim czasie tyle zrobić. Przede wszystkim wczoraj przygotowałam szkolenie, które jutro będę prowadzić w jednym ze znanych SPA. Usiadłam do pracy i udało mi się wszystko dopiąć. Po drugie: nie zaglądam na głupie strony www, co też daje oszczędność czasu. Po trzecie: dziś drugi dzień mojego pisania tomu opowiadań. Zaczynałam wczoraj z 4 stronami. Dziś mam już 11.
wtorek, 18 marca 2014
Dziś pierwszy dzień mojego eksperymentu. Przyznam, że pogoda oraz własne samopoczucie nie sprzyjały porannej pobudce. Budzik zadzwonił o 6.30 rano. Za oknem deszcz, ani śladu po pięknej pogodzie piątkowej. W dodatku jestem przeziębiona i mam jeszcze jeden, mały sekret, o którym na razie nie chcę pisać. Miałam rano biegać, po wielu miesiącach przerwy. Nie dałam rady. Jednak z łóżka się zwlekłam. Poszłam do sklepu, zrobiłam śniadanie, wzięłam prysznic. I z dziesięciominutowym opóźnieniem zaczęłam pisać dokładnie o 7.40. Przez godzinę pogrążona byłam w świecie opowiadania. Masterson radzi, aby nie przerywać pracy po godzinie, jeśli dobrze idzie. Jednak chciałam przerwać. Wiedziałam, że muszę spróbować ten dzisiejszy dzień przejść zgodnie z planem, który sobie zapisałam i powiesiłam nad łóżkiem. Zatem teraz piszę dziennik. Za chwilę zabieram się za dalsze działania. Przyznam, że nie lubię takich planów narzuconych. A jednak chcę się podjąć, gdyż tyle „mam na głowie”, że schemat działania jest mi potrzebny. Zaś Masterson jest dla mnie autorytetem.
poniedziałek, 17 marca 2014
UWAGA, EKSPERYMENT! Słuchajcie - zainspirowana ostatnią książką Michaela Mastersona, postanowiłam wprowadzić w życie 30 dniowy plan działania, określony przy pomocy wskazówek Mistrza. Mój plan działania ma za zadanie przybliżyć mnie do wyznaczonych przeze mnie celów. Codziennie będę sporządzała wpis do własnoręcznie sporządzanego Dziennika Dobrego Działania i wrzucała to także na bloga. Chcę przekonać się, jak szybko nawyk dobrej samodyscypliny może przynosić profity. Chcę także zachęcić Was do tego, żebyście brali życie w ręce i aktywnie realizowali się w tym, co kochacie. Jak mi pójdzie? Zobaczymy. Plan wypełniony jest wieloma zadaniami. 18 kwietnia okaże się, czego zdołałam dokonać. Trzymajcie się!
Kilka dni temu odebrałam paczkę z najnowszą pozycją wydawnictwa Illuminatio, a dokładniej kolejną książką serii Inspirio, jaką jest "Obietnica sukcesu" Michaela Mastersona. Pochłonęłam ją w kilka godzin. Nie mogłam się oderwać. Dlaczego? Tak, jak szewc chodzi bez butów, według starego przysłowia, tak i coach często sam potrzebuje coachingu. Szczególnie, gdy znajduje się na początku drogi zwanej "mam własną firmę". Nie ukrywam, że ostatnie tygodnie to dla mnie czas intensywnej pracy własnej - także i zbierania plonów tej pracy, oczywiście. Tak jednak bywa w życiu, że jeśli za dużo ma się na głowie, to coś może przestać cieszyć, coś zaczyna drażnić, denerwować. Zauważyłam, że ostatnio robię kilka rzeczy na raz, aby zdążyć ze wszystkim i być wobec wszystkich w porządku. Przez tę moją poprawność polityczną zaczęłam się gubić. Zażartowałam w rozmowie z moim ukochanym, który wspiera mnie we wszystkim (a jest mu trudniej, bo oprócz firmy naszej ma jeszcze etat w banku), że potrzebuję coacha. I pstryk. Coacha znalazłam w skrzynce pocztowej. Przyjechał do mnie z Białegostoku, dzięki uprzejmości redakcji mojego ukochanego wydawnictwa, które po raz kolejny zaskakuje mądrością pozycji książkowych, jakie wydaje. Przyjechał zatem i naprawił wszystko.
 
1 , 2
O autorze
Zakładki:
Https://www.facebook.com/CoachingSzkolenia?ref=hl
Http://wcr.edu.pl/
Ulubione