RSS
środa, 25 listopada 2015

Moja praca pozwala mi na robienie zakupów o dowolnej porze. Ostatnio jednak zauważam, że im bliżej grudnia, tym trudniej mi w markecie znaleźć czas, kiedy wszystkie kasy i lady nie są okupowane rzeszami klientów z obładowanymi po czubek koszami i wózkami. Szczytem wszystkiego była sytuacja, gdy wyskoczyłam po bułki, rzucając do partnera, że wracam za kwadrans i... nie było mnie 1,5 h. Dodam, że supermarket mam naprzeciwko mojego bloku, rzut beretem. Wprawdzie zrobiłam te drobne zakupy, które były moim celem, ale wróciłam wkurzona. Dziecko płacze, bo chce jeść (a tata cycka nie da przecież), ukochany martwi się, bo dzwonił, a ja nie wzięłam telefonu.

piątek, 20 listopada 2015
Jestem fanką dobrych seriali. Chyba tylko "Lostów" i "Doktora House'a" nie znam. Niestety, dziś seriale to głównie napędzająca kasę maszyna, której działanie polega na tym, by bohater przez dwanaście odcinków niewiele robił, a widz czekał na kolejne dwanaście odcinków przez pół roku. Nie o tym jednak. "Shameless" obejrzeliśmy, zaciekawieni po tym, jak jego fragment pokazał Człowiek Warga na swym jutubowym kanale. Jesień to czas na koc i seriale. Obejrzeliśmy wszystko, co się dało. Zobaczyliśmy trailer i daliśmy się wciągnąć.
poniedziałek, 09 listopada 2015
Pierwsza część filmu "Igrzyska śmierci", którą zobaczyłam jakieś dwa lata temu, bardzo mnie zawiodła. Uznałam, że to film dla dzieci, nie tylko słaby, ale i zbyt tkliwy, co mocno kojarzyło mi się z serią dla nastolatek amerykańskich "Zmierzch". Kilku znajomych, których opinie bardzo sobie cenię, powiedziało mi, że książka jest nie tylko o niebo lepsza, bogatsza w treść i przesłanie, ale i zupełnie inna, niż łzawy amerykański dreszczowiec przygodowy. Chciałam po nią sięgnąć. Okazja nadarzyła się za sprawą mojej ulubionej księgarni Tania Książka - gdyż trylogię dostałam do recenzji.

"Igrzyskom śmierci" dałam się pochłonąć niemal od razu. Wpadłam po uszy w mroczny klimat Dwunastego Dystryktu. Wraz z Katniss - główną bohaterką, polowałam, uciekałam, bałam się, walczyłam i zmierzałam z własnymi demonami. Kiedy czytałam ostatnie strony, jakaś część mnie, która mocno przywiązała się do bohaterów, płakała. Ostatni raz taką więź z bohaterami czułam, gdy wiele lat temu czytałam ostatni tom Harry'ego Pottera. Trylogię Suzanne Collins pochłonęłam szybko. To powieść, która wciąga całkowicie. Jest w niej wszystko, co najbardziej przerażającego kryje w sobie współczesny świat. To nie jest jakaś tam bajka o Dobrze i Złu. To wizja świata trochę postapokalipstycznego, ale naszego.

Autorka w bardzo brutalny i wyostrzony sposób pokazuje nam wszystko, co naprawdę nas otacza. Podział na biednych i bogatych. Problem krajów Trzeciego Świata, ale nie tylko. Biedni umierają z głodu, dzieci sprzedają swe ciała, aby przeżyć. I bogaci - w książce mieszkańcy miasta Kapitol - zepsuci, wydający pieniądze na nieustanne operacje plastyczne, uzależnieni od telewizyjnych reality show. Widzowie Igrzysk Głodowych - imprezy, która jest współczesną wersją rzymskich walk ludzi z lwami i niedźwiedziami. Mieszkańcy Kapitolu krzyczą: Wina! Walki! A tysiące podwładnych prezydenta Snowa, niczym podwładni Nerona wiele wieków wcześniej, organizują widowiska. Żeby bogaci się nie nudzili. Żeby mogli wypełnić czas między botoksem, a upijaniem się. Kto wchodzi na arenę? Przecież nie aktorzy! Żądze znudzonych bogaczy zaspokoi tylko upajanie się prawdziwym lękiem i grozą, jaką przeżywać będą rzuceni na arenę ludzie. Dzieci z biednych dystryktów. Dzieci, których celem jest walka na śmierć i życie. Dzieci, z których tylko jedno ma szansę przeżyć.

Ta powieść przeraża. Pokazuje, do czego zdolne są współczesne media. To alegoria światów, gdzie jeden człowiek za miskę ryżu dziennie ręcznie szyje buty, które drugi człowiek kupi następnie na Piątej Alei za tysiące dolarów. To wejście za kulisy polityki i władzy - gdzie nie ma dobrych i złych, bo wszyscy chcą jedynie mieć i być na szczycie, więc zdolni są do wszystkiego. Collins przedstawia nam świat manipulacji - wszyscy są ofiarami kolejnych rządów, prezydentów. Masa - zamiast społeczeństw. Bo masą łatwo się rządzi. Masa nie myśli, masa wykonuje rozkazy, masa daje się odpowiednio zaprogramować. Jest łatwa w obsłudze, zatem rząd może robić bezkarnie to, na co ma ochotę. Kraść, zabijać. Do wszystkiego media dorobią odpowiednią ideologię za odpowiednie stawki, prawda?

Katniss, zwana Kosogłosem, to dziewczyna, która przeżyła piekło. Doświadczyła głodu, śmierci bliskich, biedy. Ona jedna ma szansę zniszczyć system. Towarzyszymy jej, gdy walczy na arenie, towarzyszymy, gdy zmierza się z nową władzą, gdy staje na szczycie rebelii. Mamy szansę od środka zobaczyć, jakimi brudami obrośnięci są politycy i wojskowi. Ile w tym bagnie niemoralności, brutalności i bezwzględności. Ten widok przyprawia o skurcz gdzieś w żołądku. Zaczynam po raz kolejny cieszyć się z tego, że nie mam telewizora, nie głosuję w wyborach, nie czytam prasy i nie oglądam reklam TV. Trylogia "Igrzyska śmierci" to nie jest przygodowe science fiction o superbohaterce z Dwunastego Dystryktu. To jest nasz świat. Przestaję dziwić się, dlaczego pierwsza część filmu tak płytko i beznadziejnie liznęła treść książki. Bo ta książka to proza rewolucyjna, rebeliancka, nawołująca do anarchii, do buntu przeciwko każdemu systemowi, który dzieli ludzi na lepszych i gorszych, który każe jednym zabijać drugich w imię ideologii wykreowanych przez rzesze dziennikarzy na zlecenia rządów. Ta powieść otwiera oczy. Sprawia, że na nowo zaczynam zastanawiać się nad światem, w którym żyję. Naprawdę mylą się ci, którzy uznali, że "Igrzyska śmierci" to bajka dla nastolatków. Film pewnie tak. Powieść - zdecydowanie wykracza poza tę kategorię. 

Jedną ze scen, które najbardziej utkwiły mi w pamięci jest ta, gdy bohaterka, wraz ze swym przyjacielem, znajdują się na balu w Kapitolu. Miejscowi namawiają ich do tego, by jedli jak najwięcej. Stoły aż uginają się od dobrego jedzenia. Nasi bohaterowie całe życie głodowali. Zastanawiają się nad tym, ile osób z ich Dystryktu można by wykarmić zawartością mis i tac. Nie mają siły już jeść. Miejscowi wskazują na fiolki, zawierające lek na wymioty. - Dzięki niemu zwrócicie to, co już zjedliście i będziecie mogli jeść więcej nowych rzeczy - mówią. Ten fragment spowodował we mnie wściekłość. Czy nie tak właśnie wygląda nasz świat? Im więcej mamy, tym więcej w naszym życiu próżności, nudy, braku człowieczeństwa. Pracowałam kiedyś z chłopakiem, który tak bardzo upajał się tym, ile zarabia, że po każdej wypłacie podpalał stuzłotówki - nawalony, po imprezie. Kiedy ktoś mi to powtórzył przy okazji rozmów kuluarowych w korytarzu, miałam ochotę dać mu w mordę. Zepsucie mieszkańców Kapitolu to zepsucie, jakie znamy z własnego życia. Nie mówcie, że nie. 

Igrzyska śmierci to nasz świat. Zestawienie skrajnie różnych obrazów - Dobra i Zła. Powieść poruszająca do głębi, zmuszająca do refleksji. Wyciskająca łzy. I na koniec coś, co najbardziej lubię w takich powieściach - nie spodziewajcie się tu słodkiego zakończenia, rodem z filmów amerykańskich. Pani Collins jest konsekwentna aż do końca. Żeby jednak nie było tak mroczno i źle (bo tak trochę wypada ta moja recenzja) - dodam, że jest w tej książce i przyjaźń i miłość. Jest oddanie, honor, poświęcenie, lojalność. To, co w życiu najcenniejsze. To, co liczy się najbardziej, gdy mamy odpowiedzieć na pytanie o to, co po sobie zostawimy naszym dzieciom we wspomnieniach.

Polecam!

Media Rodzina

Poznań 2012

820 str.

Książkę otrzymałam, dzięki Taniej Książce.

taniaksiazka1

trylogiaigrzyskasmiercibiext273658651

11:47, dobrycoach
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Zakładki:
Https://www.facebook.com/CoachingSzkolenia?ref=hl
Http://wcr.edu.pl/
Ulubione