Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

KIEDY CZYTAĆ? PROSTE METODY DLA ZABIEGANYCH

dobrycoach

Czytam dużo. To wiecie, więc nie będę przynudzać. Często pytacie mnie, kiedy znajduję na to czas, skoro mam w domu trzylatkę, sesję na studiach i zmorę w postaci egzaminu ze statystyki, kilkudziesięciu kursantów w szkole językowej pod opieką, zlecenia dla wydawnictw i własną książkę. A jednak czytam. Dobrze, trochę szybciej, niż większość ludzi, jakich znam. Ale jest to tylko kwestia wprawy, jak bieganie. Im częściej to robisz, tym lepszy masz dystans i czas. Kiedy czytać? - to pytanie pojawia się w rozmowach przy piwie, w e-mailach od Was i podczas lekcji polskiego, które prowadzę. Zdradzę Wam dziś swoje "now-how" bibliofila, niech Wam będzie :)

1. Kolejki w sklepach - każdy z nas zna dobrze ten moment, gdy dziesiątki ludzi i koszyków tworzą kolorową dżdżownicę w kolejce do kasy w dyskoncie. A to ktoś długo pakuje produkty, które kupił, a to terminal się zawiesił, a to ktoś wykłóca się o cenę czegoś, a to coś jeszcze. Stoją ludzie, sapią, grzebią w komórkach, szukają dzieci, które właśnie postanowiły opuścić sklep. Stoisz tak czasem 7 minut, czasem 10. I to jest właśnie ten moment, żeby wyciągnąć książkę z plecaka, torebki, kieszeni. I nie denerwować się na coś, na co i tak wpływu nie masz żadnego. Wyluzować. Nie wierzę w argument, że nie będziesz mógł się skupić na treści. Serio, gdybyś nie mógł, nie wyciągałbyś notorycznie telefonu, żeby poklikać w grę, czy przejrzeć Fejsa, a przecież to robisz i jednak udaje Ci się wyłączyć. Wyciągam książkę, ilekroć jestem w kolejce. Po chleb, po bilet, dżinsy. 7 x 3 = 21 minut dziennie. 21 x 7 = 147 minut w tygodniu. W 147 minut jesteś w stanie przeczytać 40-147 stron książki w zależności od Twoich umiejętności. Przeciętna książka ma około 280 stron. Zatem już stojąc w sklepowych kolejkach możesz przeczytać w miesiącu od jednej do dwóch książek w miesiącu. It's a true story, Bro.

2. Pilnowanie dziecka przy kąpieli, na placu zabaw - na co Ci ten srajfon? Czy naprawdę nie możesz na chwilę wyłączyć się z Sieci? Trzyletnie dziecko na placu zabaw i w kąpieli nie potrzebuje rodzica. Potrzebuje piasku, piany, zabawek, kaczuszek, łopatek i ewentualnie towarzystwa rówieśników. Twoim celem jest obserwować, czy jest bezpieczne, nakarmić chrupkiem, dać butelkę z wodą i otrzeć otarte kolano. Średnio maluch na placu zabaw spędza 2-3 h. W kąpieli od 30 minut do 1 h. I Ty w tym czasie możesz czytać. Gdy moja córka zażywa wieczornej kąpieli, biorę krzesło do łazienki, stawiam przy wannie i rozsiadam się z lekturą. Robię przerwy tylko po to, by umyć jej głowę, podać kaczorka, który wypadł z wanny, albo dolać cieplejszej wody. Mam ją na oku, a jednocześnie spędzam czas w sposób, który jest dobry dla mojej głowy. Gdy masz małe dziecko, które jeszcze śpi w dzień, daj sobie wówczas czas na czytanie. Tak, wiem, że nasza rodziców dusza na hasło "drzemka" widzi siebie, jak ogarnia dom, robi trzydaniowy obiad, sesję jogi z tą Jane Fondą na YouTube'ie i pranie, ale dobrze wiemy, że najczęściej kończy się to słynnym: siądę na chwilę i poczytam Fejsa. A potem maluch się budzi, a my dostajemy turbospeeda, żeby jednak może cokolwiek ogarnąć, bo na tym Fejsie siedzieliśmy tyle, co maluch spał. Niestety, przeglądanie Fejsa męczy, jest nudne, a w dodatku może wprawić w kiepski nastrój. Dlatego wybierz książkę. I tak nie zrobisz tych wszystkich czynności, o których zawsze myślisz, że je zrobisz. Wiem! Może się w Tobie wyrzut obudzić, że siedzisz i czytasz, zamiast ogarniać. Ale w takim razie dlaczego nie budzi się w Tobie ten sam wyrzut, gdy siedzisz na Fejsie? Powiem Ci, dlaczego. Otóż Fejs daje złudne poczucie kontroli i ogarniania (przecież przewijasz i przewijasz tę stronę w nieskończoność, tu komentarz dasz, tu dobrą radę, tu lajka). A książka to czysta fantazja, relaks. Dlatego tak mocno wbija Cię w przygnębienie, gdy czytasz, zamiast zająć się obowiązkami. Odpuść. Zostaw ten telefon. 2 h na placu zabaw to jakieś 40-200 stron książki (stosuję widełki, bo każdy ma inne możliwości). 1 h kąpieli daje nam kolejne 30-100 stron. A jeśli jeszcze Twoja pociecha najpierw się wyszaleje, potem zażyje kąpieli, a na koniec padnie, jesteś w stanie łyknąć coś dobrego w jeden dzień.

3. Jazda komunikacją miejską - Ty znów ze srajfonem? No weźże go schowaj. Zastąp go książką. Codziennie spędzam jakieś 2,5 h na dojazdach do pracy. To daje mi nieograniczone możliwości czytelnicze. W 2,5 h wczoraj przeczytałam 174 strony książki (specjalnie zmierzyłam sobie i czas i liczbę stron). Jeśli nawet czytasz mniej, to nieważne. Niech to nawet będzie 30 stron, uwierz mi, Bóg książek, który gdzieś tam w chmurach siedzi (i dobrym książkofilom zsyła kody rabatowe do księgarni) będzie szczęśliwy.

Naucz się chodzić wszędzie z książką. OK, nie zawsze rozmiar odpowiada Twojej torebce, plecakowi, czy kieszeni w bluzie. Jeśli nie dasz rady wziąć ze sobą egzemplarza drukowanego, wyposaż się w czytnik e-booków. To idealne rozwiązanie zarówno dla tych, co czytają szybko (i mają ten problem, że może im się książka w trakcie dnia skończyć, a przecież wiemy, że to dramat), dla tych, którzy mają problem ze wzrokiem (jak ja!), dla tych, którzy wieczorami słyszą: "Zgaś tę lampkę już, bo mnie światło razi", dla tych, którym ciężko byłoby dodawać sobie kilogram bagażu, dla tych, którzy nie chcą martwych drzew dźwigać ze sobą, dla tych, którzy mają torby wypchane dziecięcymi gadżetami i dla tych, którzy lubią na wykładzie pod ławką ukryć się z pasją do czytania. Ja od grudnia 2016 używam ukochanego PocketBooka Touch Lux 3. Używam często, bateria wytrzymuje bardzo długo. Czy wiecie, że od czasu zakupu (dostałam na Gwiazdkę od ukochanego męża) ładowałam go zaledwie 8 razy? W ciągu 18 miesięcy.

Tak, wiem, że książka pachnie, że ma fakturę, że ma duszę. Wiem. Na Boga, jestem książkofilem i moje mieszkanie wygląda, jak antykwariat. Ale ja czytam. Czytanie jest moim celem. Nie obściskiwanie tego papieru, nie wąchanie go (choć lubię, ale tylko nowe, taki fetysz). Moim celem jest CZYTANIE. A jeśli mam sobie zapewnić większą wygodę w korzystaniu z dobrodziejstw literatury, to dlaczego nie? Poza tym czytnik zabierzesz wszędzie. Do Polskiego Busa w nocną podróż. Do torebki kopertówki (sprawdzałam). Nawet w pracy możesz czytać ukradkiem (szef z daleka nie zobaczy, że to wcale nie służbowy tablet). Czasem wybieram papier, czasem czytnik. Grube wydania wolę czytać w formie elektronicznej. Po co mam nadwyrężać kręgosłup?

Jedno jest ważne. Czytać. Nie szukać wymówek, że nie ma się czasu. Bo czas masz, zapewniam Cię. Tylko najwidoczniej ten ajfonik za bardzo przyrósł Ci do ręki.

pocket

"Rozmówca" Chris Carter, recenzja

dobrycoach

Przyznaję, że to było moje pierwsze spotkanie ze słynnym twórcą kryminałów. Czy udane? "Rozmówca" zdobył u mnie i plusy i minusy na prywatnej liście książkofila. Z pewnością plusem jest sam pomysł. Trochę najnowsza powieść Chrisa Cartera kojarzy mi się ze słynną serią "Piła" i kultowym: "Let's play the game", wypowiadanym przez mrocznego Pana Łamigłówkę. Możliwe, że twórca "Rozmówcy" inspirował się tymi filmami. 

Wyobraź sobie zwykły dzień. Wychodzisz spod prysznica, kończysz pracę, jesz popcorn, oglądając ulubiony serial. I nagle dzwoni do Ciebie telefon. Siostra, przyjaciółka, żona. Odbierasz. I w tym samym momencie zaczynasz grę, o której jeszcze nic nie wiesz. Video połączenie, w którym bierzesz udział, już po kilku sekundach zaczyna przypominać najbardziej koszmarny film. Z jednej strony ekranu jesteś Ty, oderwany od codziennej rutyny. Z drugiej bliska Ci osoba. Związana, wystraszona, bliska obłędu. I tajemniczy człowiek w obrzydliwej masce. Człowiek, który zada Ci tylko dwa pytania. Odpowiesz prawidłowo, wygrasz, a bliska Ci osoba zostanie uwolniona. Popełnisz jeden błąd, a na Twoich oczach człowiek w masce dokona brutalnej egzekucji.

Pomysł na powieść fenomenalny. Świeży, działający na wyobraźnię. Bardzo przyciągnął moją uwagę, a wiecie, że gusta starej wyjadaczki kryminałów i thrillerów coraz trudniej jest zaspokoić w dzisiejszym świecie książek, przesyconym tego typu literaturą. Dodatkowo, Carter poruszył ważny społecznie wątek – nieświadomego sprzedawania informacji o sobie na portalach społecznościowych. Niby na tym Facebooku wrzucasz tylko fotki z modnych knajp, oznaczasz się w pracy, czy szkole, czasem coś skomentujesz. Czujesz się bezpieczny, bo jesteś wśród swoich. Stałe grono znajomych zdjęć i nazwisk. Tymczasem każda Twoja aktywność w Sieci, śledzona przez wprawne oko, układa się w niepowtarzalny szlak. Co robisz, z kim jesteś, gdzie jesteś. Niby o tym pamiętamy, prawda? Ale najczęściej jesteśmy nieostrożni. I to dotyczy nas wszystkich. Czasem jeden komentarz, puszczony żartem, może sprowokować zbrodniarza.

I to jest ważny wątek. Za mało jest dziś wykorzystywany potencjał mediów społecznościowych w literaturze kryminalnej i thrillerze. Carter trafił w dziesiątkę. Ciekawy pomysł, motyw zbrodni. Czułam się trochę tak, jakbym czytała pierwsze powieści Koontza, te z początku lat 90. Dałam się zaskoczyć. Bohaterowie idealnie wyprofilowani. Gdybym na podstawie „Rozmówcy” miała kręcić film, głównym bohaterem uczyniłabym pana J. Strasznie go polubiłam i bardzo zaskoczyła mnie jego postać, bo przecież nie jest głównym bohaterem. W tej roli genialnie sprawdziłby się Bruce Willis. Oj, tak!

„Rozmówca” to gotowy materiał na film. Akcja, dynamika, wydarzenia zachodzą po sobie z prędkością ponaddźwiękową. Tę powieść się pochłania w chwilę. I to jest właśnie minus. Zabrakło mi w tej historii jednej, dla mnie ogromnie ważnej rzeczy – psychologii. Są opisy, jest akcja, są gry słowne. Ale bohaterowie nie mają praktycznie żadnej głębi. Bardzo mi to przeszkadzało. Gdyby czytelnik miał możliwość poznać, co siedzi im w głowach, zanurzyć się w tym, co myślą i czują, ta powieść byłaby fantastyczna. Zabrakło mi tego. Miałam ruch, miałam konwersacje, miałam grę komunikacyjną, świetnie zaprojektowaną. Ale nie było w tym duszy. Poza zdawkowymi informacjami, że komuś zabiło szybciej serce, albo się wystraszył, nic. Panie Carter, tego się nie robi książkofilom. Wystarczyłoby wydłużyć powieść o kilka rozdziałów. Bohaterowie byli tak ciekawi, morderca z motywem oscarowym wręcz, że chciało się aż wejść im do głów. Ok, nie każdy pisze, jak King, jak Irving. Wiem. Ale jakieś minimum po prostu wypadało nam podać. Bo bez tej psychologii „Rozmówca” jest powieścią – czytadłem. Ciekawym, wciągającym, ale nie rewelacyjnym.

Z resztą, sami macie okazję wyrobić sobie swoje zdanie, bo książka dostępna jest w mojej ukochanej Księgarni Tania Książka, której dziękuję po stokroć, za egzemplarz recenzencki. Więcej nowości znajdziecie na stronie księgarni. Ja zaś z wielką ciekawością sięgnę po inne powieści Cartera, bo wyobraźni mu najwyraźniej nie brakuje.

carter

3 za 33, czyli Wielka Akcja Urodzinowa Taniej Książki!

dobrycoach

Od 20.04 Księgarnia Tania Książka świętuje swoje 12 urodzinki. Impreza niebywała, bo potrwa aż do… 22 maja.  W związku z tym Księgarnia przygotowała dla nas mnóstwo niespodzianek. Warto śledzić na bieżąco profile TK na Facebooku, na Instagramie i na YouTubie.

Dlaczego piszę o tym dzisiaj? Bo właśnie dziś – 9 maja, rusza wielka akcja promocyjna, która pozwoli dokonać książkowych zakupów w super cenie! Promocja 3 za 33 zł to szansa dla Ciebie na wyposażenie domowej biblioteczki w 3 książki w cenie 11 zł za sztukę. Bibliofile, sami wiecie, że „w zwykłych okolicznościach” jest to niemal niemożliwe – wszyscy znamy ceny rynkowe książek. Akcja potrwa do 15 maja do godziny 23.59. Co ważne – nie musicie ograniczać się jedynie do 3 książek. Możecie kupić ich więcej, a cena nadal będzie promocyjna. Uwaga! Cena książek zmieni się, gdy wylądują one w Waszych koszykach. Do dyspozycji macie ponad 600 tytułów z listy.

Warto też odwiedzić Targi Książki w Warszawie, gdzie odbędzie się uroczyste zakończenie świętowania urodzin Księgarni i gdzie każdy odwiedzający będzie mógł skorzystać z wielu atrakcji. A przecież, jak dobrze wiecie, Tania Książka, to nie tylko cudowna literatura, ale i mnóstwo fantastycznych gadżetów – zakładek, kubków, wlepek i koszulek. Wiem, co mówię, bo gromadzę je, jak bibliochomik J

Ruszcie klawiaturą i czerpcie z obfitości urodzinowych. Zakupy książkowe są lepsze, niż tort urodzinowy, a przecież każdy z nas dba o formę na lato, prawda? Na zdrowie!

TK_3Z33_18_300x600

BARKA WYNURZENIE, czyli najlepsza wizytówka warszawskiego lata

dobrycoach

W niedzielę zerwałam się z uczelni zaraz po wykładzie z psychopatologii. Któż chciałby zagłębiać się w statystykę, gdy na dworze plus trzydzieści, a dziecko domaga się rodzinnej niedzieli? Spacerując brzegiem Wisły, rozglądaliśmy się dyskretnie za miejscówką, w której Pola da nam na chwilę odsapnąć, my będziemy mogli coś zjeść, a może i wypić, bo w końcu każdy wie, że zimne piwko nad wodą, to nie grzech. Nie liczyliśmy na żadne krafty, serio. Zwykły, zimny koncerniak usatysfakcjonowałby nas w tamtym momencie, gdy nogi zaczęły już włazić w tyłki, a pot lał się po plecach. Idziemy więc i obserwujemy - jednym okiem dziecko, drugim nabrzeże, tętniące życiem, szczęściem i warszawską niedzielą. Tu nie, bo kuchni nie ma. Tu nie, bo jakieś podejrzane to jedzenie. Tu nie, bo żarcie jest, ale piwa brak. I nagle Kamil radośnie drze mi się do ucha: "Raduugaaaaa!!!", jakby właśnie rozpoczął walkę u boku dzikiego Ragnara i porywał się z włócznią na Anglosasów. Nie muszę chyba mówić, jak szybko zaczęło mi walić serducho. Raduga to jedna z moich ulubionych marek piwnych. Piwa Radugi są jak najlepsze książki. Wciągają w inny świat, zakręcają zmysły i podniebienia. Są ptasim mleczkiem dla każdego kraftomaniaka.

Patrzę, gdzie powędrował wskazujący palec zwycięskiego Wiikinga Kamila i widzę barkę. Przyznam, że przez wiele lat byłam do wszelkich barek uprzedzona. Kojarzyły mi się z panią Wiesią z dancingu, wujkiem Lolkiem z wąsem spoconym i hitami z Ciechocinka. O, głupia ja! Za dużo książek i czeskich filmów. Bo barka warszawska trzyma taki poziom, że kilkugwiazdkowe restauracje mogą się chować. Przekonaliśmy się o tym już w ubiegłym roku (gdy też zwiałam z wykładów, przypadek?). Barka "Wynurzenie" przyciąga mnie i nazwą (jest w niej jakaś moc, przyznajcie!) i wielkim napisem, informującym, że dostanę tu ulubione piwo. Śledźcie koniecznie na Facebooku!!!

Tak więc idziemy, balansując z wózkiem, dzieckiem i miliardem rzeczy, które każdemu rodzicowi trzylatka są potrzebne podczas spaceru. W brzuchu burczy i marzę, żeby usiąść. I żeby się nie zawieść, żeby ta niedziela nie została zepsuta przez słabe jedzenie, niemiłą obsługę, albo browar, który leżakował w wiadrze z mopem. Wkraczam na barkę i... momentalnie serducho zaczyna się cieszyć. Wita nas fantastyczna obsługa, ogromna, klimatycznie urządzona przestrzeń, wygodne kanapy z widokiem na Wisłę, hamaki i druga sala z barem i trzema kranami, z których płynie Raduga. Pola od razu mości się na kanapie, dając odpocząć trzyletnim nóżkom. Kamil przynosi zimne trunki, fantastycznie pozytywny brodacz z obsługi doradza nam, co zjeść. Bajka. Odpoczywam. Tak naprawdę odpoczywam. Z bananem na gębie. Decydujemy się na pulpeciki po indyjsku z frytkami. Sosy, balans dodatków plus moje ulubione warzywa, czyli rzodkiew i rzepa, warte są wydanych 24 złotych. Plusem jest to, że jedzenie dostajemy w tekturze, a widelce są drewniane, nie plastikowe. Wielki szacun za to! Jak na osobę, która przez rok nie jadła mięsa, wielki comeback w mięsne krainy najlepszy z możliwych. Dawno nie jadłam nic tak dobrego. 

Tak naprawdę każdy z nas ma frajdę. Starzy zalegają z piwem, Monia buja się w hamaku, Pola znajduje sobie przestrzeń do zabawy, robiąc sobie zjeżdżalnię z podjazdu dla wózków na schodach. Co jeszcze świetne - nikt nie patrzy krzywym okiem na plączącą się po sali dziewczynkę. Ba! Dzieciaki mają do dyspozycji pudło zabawek i... domek dla lalek. Niby nic, ale rodzice będą Was za to błogosławić po wsze czasy.

Ekipo z Barki Wynurzenie - jesteście niesamowici. Będę do Was wracać i polecać Was każdemu. Wszystko tu składa się w arcypozytywną całość. Klimat tworzycie jednak Wy - barmani, menedżerowie, kucharze, kelnerzy - jesteście marką tak autentyczną, że chce się przybić pionę, chce się wyciągnąć dobrą powieść i posiedzieć u Was nawet cały dzień. Dziękujemy!!!!

31968168_1946839638660470_7815170745759170560_n31950247_1946839898660444_2525021302067036160_n31950488_1946315262046241_5472788942224883712_n32116559_1946839288660505_1988486582927097856_n32080915_1946839135327187_1950898407837007872_n31948657_1946315018712932_8745993160708063232_n31960303_1946315485379552_953143664928882688_n31958791_1946839851993782_5374098414898249728_n31964157_1946839181993849_416732576422559744_n31946684_1946315048712929_3136767113377611776_n31522063_1946839738660460_890463543571251200_n31543741_1946839235327177_8305482889420603392_n31950211_1946839391993828_1973433796296441856_n31948823_1946839455327155_4021990414595653632_n32105400_1946839568660477_7465860690503270400_n

"Nora" Katarzyny Puzyńskiej - recenzja

dobrycoach

Powroty do Lipowa to dla mnie jedna z najprzyjemniejszych uczt czytelniczych. Śledzę profil Katarzyny Puzyńskiej na Facebooku, śledzę postępy nad kolejnymi powieściami. Świat wykreowany przez autorkę w fantastycznej pod każdym względem sadze, jest dla mnie, jak lato, na które czekasz cały rok, a gdy wreszcie nadejdzie, nie możesz przestań tańczyć z radości. Czekałam na „Norę” z tęskonotą za Danielem, Weroniką i Klementyną, jedną z najciekawszych postaci w polskiej literaturze. I gdy wreszcie przyszła, wciągnęła mnie od pierwszych stron, zagarnęła na wyłączność na dwa dni. Postawiła blokadę między mną a światem zewnętrznym, zakręciła mną i nie pozwoliła się odłożyć na półkę, póki nie wybrzmiały ostatnie zdania.

„Nora” to najlepsza powieść o Lipowie. Chylę czoła przed talentem pani Puzyńskiej. Z sagami bywa tak, że w pewnym momencie mogą stać się nudne, pomysły stają się kalkami innych pomysłów, trupy nie mają już skąd się brać, więc pojawia się ufo… Wiecie, o co mi chodzi, prawda? Można tu za przykład postawić słynnego pana Remigiusza M. Trochę się bałam, że z „Norą” będzie podobnie. Ileż trupów w końcu mogą pomieścić maleńkie miejscowości? I czy powieść na tym nie straci? Czy nadal będę jej wierzyć, myśleć, że tak faktycznie mogło się stać? Oj, bałam się. I już po pierwszych pięciu stronach wiedziałam, że lęk ten był całkowicie bezpodstawny.

Nowa powieść Puzyńskiej to majstersztyk. Najlepsza. Mamy naszych ulubionych (mniej lub bardziej) bohaterów. I historię, która wpływa na rzeczywistość. Trupy, które wyłażą z szaf, zjawy z przeszłości, niedokończone historie, szemrane interesy, mordercę, który bawi się Policją, bawi się mieszkańcami Lipowa i okolic, jak reżyser teatralny. Mamy tak nieoczekiwane zwroty akcji i tak przedziwną pajęczynę, splatającą wydarzenia sprzed lat z tym, co teraz, że szczęka opada. Czytałam „Norę” zachłannie i z bijącym szybko sercem. Kogo wybierze Daniel? Weronikę, czy Ewelinę? Czy Klementyna przełamie się i wyjdzie ze swojej twardej skorupy? Co widział chłopiec na rowerze pewnej nocy, wiele lat temu? Jakie tajemnice ma Weronika? Jejciu, kocham Lipowo i kocham bohaterów. Jak zawsze autorka serwuje nam najlepsze literackie kąski – fantazyjne mordy, które mogą nas wystraszyć, bo wiemy, że mogłoby do nich dojść naprawdę; błyskotliwe dialogi, wątki, które wciągają, mrok, niesamowitą dynamikę i rewelacyjnie nakreśloną psychologię bohaterów. Taką, jaką znam tylko z powieści Kinga. Nie ma tu postaci drugoplanowych, jakie zwykłam nazywać papierowymi. Nie ma ludzi bez twarzy. Każdy, nawet drugoplanowa Zośka, przedstawiony jest wnikliwie i wiarygodnie. W problemy bohaterów jesteśmy w stanie uwierzyć, utożsamić się z nimi. To ogromny walor powieści kryminalnych. I coś, co czyni je czymś więcej, niż zwykłymi czytadłami. Puzyńska jest najlepsza na polskim rynku w kategorii kryminałów. I proszę się z tym nie kłócić. Nie mogę się doczekać zlotu fanów i ogniska nad jeziorem Bachotek. Kocham Lipowo i jestem dumna, że ta drobnej postury kobieta tak mocno trzyma polski rynek prozy kryminalnej w garści. Czekam na kolejne odsłony Lipowa. Dopinguję bohaterom i kocham ich całym sercem. I życzę im oraz nam wszystkim, jeszcze więcej trupów. Bo w tym Puzyńska nie ma sobie równych.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję ukochanej Księgarni Tania Książka. Więcej nowości i bestsellerów znajdziecie na stronie Księgarni!

nora

 

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci