Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

Bee.pl – sklep, którego szukałam

dobrycoach

Z ogromną przyjemnością podjęłam współpracę recenzencką z nowym sklepem internetowym Bee.pl. Szukałam długo miejsca, gdzie dostanę wszystko, co lubię. Yerbę w wielu smakach, ziołowe herbaty i kosmetyki naturalne, które coraz częściej wybieram zamiast koncernowych pachnideł, nasyconych chemią. Wyobraźcie sobie moją radość! W jednym miejscu wszystko – od zdrowej żywności, po suplementy, ekologiczne środki czystości i urocze gadżety, jak kubki, czy torby wielorazowe. I nie za miliony monet, a dla mnie to ma ogromne znaczenie.

Zanim przejdę do samych produktów, którymi jestem zachwycona, parę słów o sklepie. Strona bardzo przyjemna (no jakże nie miałaby być przyjemna pszczoła, prawda?) – wygodny, intuicyjny layout, możliwość filtrowania pozycji w danych podkategoriach, założenia konta – drobiazgi,  ale dla mnie ważne, bo – jak wiecie – jestem estetką i drobiazgi często decydują o moim odbiorze całości. Zatem pierwsze wrażenie świetne. Wybór produktów bardzo duży. W zasadzie mogę raz w miesiącu robić większe zakupy – od oleju lnianego, po pestki i suszone owoce. Kupić zapachowe świece i kadzidełka, wszystkie potrzebne kosmetyki oraz produkty superfoods, jak spirulina, zielony jęczmień, czy chlorella. Uwierzcie – sprawdziłam, nie ma lepszych wariantów cenowych na eko produkty. I mam nadzieję, że Bee.pl uzyska wielu klientów, którzy często chcieliby zdrowiej żyć, ale ceny marketowe i galeryjne odstraszały ich do tej pory skutecznie.

Kolejna rzecz dla mnie ważna – paczka. Wszystko dokładnie owinięte papierem, by nie zbiło się, nie rozlało. Plus urocze gadżety gratisowe. Dostałam maluśki słoiczek z balsamem do ust miodowym oraz uroczą pszczółkę z miodowym balsamem. Plus kilka torebek herbatek ziołowych. Niby drobiazg, a jednak ujął mnie za serducho.

Teraz zaś o samych produktach. Dostałam zestaw prezentowy Mate Green, w którego skład wchodzi Yerba Mate Energia z guaraną (400 g), naczynko do picia (dużo lepsze, niż bambusowe, które pękło mi po kilku latach użytkowania) oraz bombilka. Drugim zestawem był Orgin Yerba Mate – też z naczynkiem i bombilką oraz Yerbą Pajaro Elaborada, mocną, gorzką, esencyjną, taką, jaką lubię najbardziej. Yerbę Wam polecam. Idealnie zastępuje kawę, utrzymuje w dobrej energii i koncentracji, hamuje łaknienie na słodycze (przynajmniej na nas tak działa), zaspokaja pragnienie. Korzystajcie, bo do końca grudnia w Bee.pl ogromne rabaty dla wszystkich yerbomaniaków – nawet do 35%. Ja już szykuję listę kolejnych pyszności. Do wyboru macie ich mnóstwo!

W mojej paczce znalazły się także dwie herbaty Pukka – After Dinner z koprem włoskim, anyżem, cykorią i kardamonem oraz Womankind, którą pijam w pracy – z żurawiną, wanilią i różą. Pokochałam je całym sercem. To niesamowite mieszanki ziół. W zasadzie nie pijam już innych herbat i chyba nawet nie zamierzam. Marzy mi się cała półka Pukka. W Bee.pl znajdziecie wszystkie możliwe ich rodzaje.

No i coś dla ciała. Kosmetyki naturalne, jakie znajdziecie w sklepie, to wspaniała oferta dla nawet najbardziej wymagających klientów. Trzy produkty od Organic Shop, które totalnie zaczarowały moje serce, a które w sklepach stacjonarnych kosztują dużo więcej. Peeling organiczny z kenijskiego mango i cukru trzcinowego jest tak przyjemny, że nie muszę stosować po nim żadnego balsamu na skórę. Pachnie, jest tłusty i gęsty, tak jak powinien być dobry produkt tego typu. Świetnie złuszcza. Jestem uzależniona od zapachu mango, więc dla mnie chwila w wannie z moim peelingiem jest prawdziwą ucztą zmysłów. Ale to jeszcze nie wszystko! Ogromną niespodzianką okazała się ekspresowa maska do włosów z fig i migdałów, także od Organic Shop. Zostawiłam ją na głowie dłużej, niż zalecano na opakowaniu, bo tak kiedyś doradził mi jeden fryzjer. Faktycznie, moje długie i bardzo gęste włosy rozczesały się bez problemu, były błyszczące i obłędnie pięknie pachniały. Zaletą maski jest także jej wydajność. Za pierwszym razem nałożyłam jej dosyć dużo (czytaj: tyle, co długość kciuka) i przez to włosy były tłustawe. Za drugim razem dosłownie zanurzyłam czubki palców w słoiczku i przeczesałam nimi włosy. Efekt: mega! Przestały się też elektryzować. Ostatnim produktem, jaki znalazłam w paczce, był organiczny żel pod prysznic z orzechów macadamia i awokado. Zgadnijcie, od jakiej firmy ;) Osoby nieprzywykłe do ekologicznych kosmetyków będą zdziwione tym, że żel praktycznie w ogóle się nie pieni. To bardzo dobrze! Zapach piękny, konsystencja lekka. Organic Shop to obecnie jedna z moich dwóch ulubionych marek (drugiej wymienić nie mogę) i widzę, że polubiła ją cała moja rodzina.

Chyba tyle w tej obszernej recenzji. Zachęcam Was do zakupów w Bee.pl. A ja z pewnością przetestuję jeszcze niejeden produkt, dzieląc się z Wami opinią!

46076575_802632496744156_9108335680043352064_n46033562_286597005318399_4975753731636199424_n46083604_484860662000762_7995296795070562304_n46093439_2174019989531226_3713453110945906688_n46130681_526831037795911_5412832152255463424_n46068184_684800761904499_5215064580610326528_n46194836_403680020169410_1390524940872056832_n46093479_295868611262356_8561940922877607936_n46151942_114598422815192_189445217810644992_n46196164_300697693873780_932919776328548352_n46279436_563204500785902_2517901135348498432_n46084878_189168708590165_4356632293247287296_n46058295_920082854851769_1450649530918764544_n46118484_370276583517100_6485342025016147968_n46123717_548838928896695_9054826104136663040_n46079472_395515010987782_3911206878566154240_n46075103_895636253960061_6977918604285050880_n46226871_335195370411794_7302688676700487680_n

Jennifer Egan, „Manhattan Beach” – recenzja

dobrycoach

Ta książka jest tak dobra, że nawet nie wiem, od czego zacząć. A to mi się rzadko zdarza. Znajdziemy tu wszystko, co znamy z „Kronik Times Square”, „Upadku gigantów”, „Ojca chrzestnego” pomieszane ze stylem Balzaca, odrobiną Zoli, „Peaky Blinders” i „Chłopców z Ferajny”. Jest rok 1943. Druga wojna pochłania coraz więcej ofiar. Anna, bohaterka „Manhattan Beach” żyje na pograniczu kilku światów, z których każdy pogrążył mnie całkowicie, choć na zbyt krótko, bo tylko na 592 strony.

Pierwszym z nich jest świat ojca, któremu Anna towarzyszy od najmłodszych lat podczas spotkań z biznesmenami, szemranymi panami w nieprzyzwoicie drogich autach. Ojca, który pewnego dnia znika, zostawiając swoją rodzinę w drugim ze światów – ciasnym mieszkaniu pełnym żalu za straconymi szansami. Żyje tam Anna, Agnes – jej matka, była tancerka rewiowa oraz Lydia, upośledzona intelektualnie i fizycznie siostra, jedyny powiernik najcięższych sekretów bohaterki.

Trzecim światem jest tężejąca i rozrastająca się kobiecość Anny, jej dorastanie do wyzwolenia. Przeczytałam tę powieść w czasie, gdy moja ojczyzna świętuje stulecie nadania praw wyborczych kobietom. Czytałam o kobiecie, która chciała zostać nurkiem i która spotkała się z szykanami ze strony mężczyzn, choć była od nich sprytniejsza i bardziej wytrwała. O kobiecie, której udało się wykazać, że jest równa mężczyznom w swoim fachu. O kobiecie, którą ignorowano w pracy ze względu na płeć i która stawała się ofiarą plotek i niezdrowego zainteresowania mężczyzn ze względu na tę samą płeć, gdy opuszczała zakład pracy. O kobiecie samotnej, żyjącej z piętnem tajemnic swojej rodziny. I poszukującej miłości.

Wspaniały i panoramiczny obraz Nowego Jorku – od najbardziej ekskluzywnych dzielnic po najgorsze zaułki, gdzie Irlandczycy i Polaczki biją się po którymś kuflu taniego piwa, a prostytutki to jedyne odważne kobiety, jakie można spotkać.

To powieść o narodzinach nowego świata, ale także o honorze i wierze we własną siłę, bo tej bohaterom nie brakuje. Anna to uparta feministka. Dexter, choć z pozoru bezwzględny bandyta, trzyma się wartości szlachetnych, których nie odsłania przed światem zewnętrznym. No i Ed. Niby drugoplanowy, niby mało ważny, marionetka w rękach wyżej postawionych w mafijnej hierarchii rekinów. A jednak zaskakuje najbardziej. Przeczytałam z ogromną przyjemnością. Doskonale napisana, z wielką klasą i w wielkim stylu. Powieść, którą trzeba przeczytać.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję ukochanej Księgarni Tania Książka. Więcej nowości i bestsellerów znajdziecie na stronie Księgarni. Zapraszam!

manb

Natalie Baszile, „Królowa cukru” – recenzja

dobrycoach

Czekałam na tę powieść chyba najbardziej w tym roku. Nawet bardziej, niż zwykłam czekać na Kinga (serio). Uwielbiam klimaty amerykańskiej prowincji. Ludzi, ich codzienne rytuały, tak dalekie od tego, co widzimy w kinie. Uwielbiam mrok i energię, jaką kipią małe miasteczka. Potęgę marzeń i lęków, jaka włada sercami mieszkańców malutkich mieścin. „Królowa cukru” to jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałam w tym roku, a może i w całym życiu. Bardzo mocno przypomina mi „Smażone, zielone pomidory”, „This is us” i „Sekretne życie pszczół”. Pokochałam i będę wracać, ilekroć przestanę mieć siłę i wiarę w siebie i swoje powołanie.

Charley jest Afroamerykanką, wdową, matką nastoletniej wrażliwej dziewczynki i mieszkanką Los Angeles. W momencie, gdy jej – przygnieciony wciąż śmiercią i rozsypany na drobne kawałeczki świat, zmalał już do rozmiaru brudnego szlafroka, którego z siebie nie zrzuca tygodniami, dowiaduje się, że została spadkobierczynią plantacji trzciny gdzieś w dalekiej Luizjanie. To stamtąd pochodził ojciec bohaterki. Tajemniczy, silny, w milczeniu dźwigający brzemię kolory skóry, pochodzenia i statusu społecznego. Ukochany przyjaciel, zupełnie inny, niż wyniosła matka, bywalczyni salonów kalifornijskich. Kobieta zostawia więc wszystko, wbrew podszeptom rozsądku i wyjeżdża, by uprawiać cukier. Nieświadoma, jak ciężka praca ją czeka, bez żadnej wiedzy i przygotowania, stawia wszystko na jedną kartę.

Plantacja, której staje się właścicielką, to jej prywatny bastion walki. Z naturą, z uprzedzeniami, z kompleksami, z własną słabością i z chęcią pokazania, że jest godna swej rodziny. Ale to także arena, na której odważna gladiatorka pokaże światu, że siła nie ma koloru skóry, ani płci.

Wspaniale napisana, przemądra powieść, która pokazuje, jak wiele barw ma życie. Pokochałam bohaterów – nieśmiałego Hollywooda, pana Dentona, nawet okropną babkę Miss Honey, wciąż rzucającą cytatami z Biblii. Emocje budził we mnie Ralph Angel, tak okrutnie przypominając mi mojego najmłodszego brata. Płakałam i śmiałam się nad tą książką. Zaczarowała moje serce. Mam nadzieję, że weźmie się za nią jakiś dobry reżyser i zrobi z niej kultowy film.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję ukochanej Taniej Książce. Więcej nowości znajdziecie na stronie księgarni.

cukier

:) Jesienna wyprzedaż w Taniej Książce :) Książki po 10 zł, 15 zł i 20 zł!

dobrycoach

Halo, halo! Tania Książka rozpieszcza nas na jesień. Wiecie, za ile kupicie książki w promocji, która trwa do jutra? Za dychę, za piętnaście i za dwadzieścia złotych? Jak zapewne się domyślacie, odpaliłam już moją rakietę motywacji książkoholika, zamawiając wszystko, co się da, bo w końcu gdzie kupię perełki za takie grosze?

Patrzcie, co znalazłam!

- biografię Mary McGrory, która za relację z afery Watergate, jako pierwsza kobieta w historii, zdobyła nagrodę Pulitzer Prize for Commentary;

- "Ostatnią arię Mozarta", czyli łotrzykowską powieść w najlepszym stylu i zabawną historię najzacniejszego kompozytora wszechczasów;

- "Mieć mniej" Tishy Morris, niezbędnik każdego chomika i gadżeciarza;

- "Kalosze pełne kijanek", świetny poradnik dla mądrego rodzica.

Bardzo polecam Wam wziąć głęboki oddech, zaparzyć ulubioną kawę i zrobić sobie malutką przerwę w pracy, czyniąc ten poniedziałek znośniejszym. Kupujcie, bo warto. Oczywiście, na stronie jeszcze więcej propozycji. Ja chwalę się tym, co sama wybrałam :)

TK_KSIAZKI101520_promo

„Plaża w słoiku po kiszonych ogórkach”, Joanna Fabicka, recenzja

dobrycoach

Gdybym miała w życiu przeczytać tylko trzy książki, to oprócz „Wytwórni wód gazowanych” i „Między niebem a Lou”, w mojej trójce znalazłaby się najnowsza powieść pani Fabickiej. To jedna z tych powieści, które na sercu robią operację bardziej wartościową, niż jakikolwiek mówca motywacyjny lub psychoterapeuta. Tak, „Plaża w słoiku po kiszonych ogórkach” to genialna książka. Brutalnie szczera, przezabawna, gdzie trzeba – tam smutna, napisana językiem ciętym, z żartem, pełna gier językowych, prawdziwa. Będę do niej wracać za każdym razem, gdy dopadnie mnie dół i zwątpienie we własne możliwości. Będę w niej zakreślać kolejne cytaty, zaśmiewając się do łez z tego, jak życie lubi nam płatać figle i jak pięknie może być, gdy odpuścimy. Będę ją polecać uczniom, klientom na warsztatach rozwojowych. Pokochałam panią Fabicką całym sercem.

Powiem Wam, dlaczego sięgnęłam po tę powieść. Tytuł. Tylko to. Nie znałam nazwiska autorki i z niczym jej nie kojarzyłam. Mam natomiast bzika na punkcie przecudnych tytułów. I uważam, że sztuką jest taki tytuł wymyśleć, żeby idealnie trafiał w sens, przyciągał uwagę i budził chęć przeczytania. W zasadzie to mam fetysz tytułów. Te wszystkie pod krawędzią, nad przepaścią, pod powierzchniami i nad dachami i w głębinach są tak nudne, że omijam (choćby książka miałaby być najciekawsza na świecie) je w ofertach nowości wydawniczych. Tak oto pani Fabicka trafiła do mnie w przesyłce z ukochanej Taniej Książki przedwczoraj.

Pokochałam od pierwszych słów! I miłość moja rosła z kolejnymi stronami, przybierając rozmiar co najmniej Australii, do której bohaterka tak bardzo chce wyjechać.

Oto Grażyna. Matka dwojga krnąbrnych nastolatków. Jedno wygląda, jak satanista, a drugie ma wieczną depresję. Żona Norbercika, znanego i nagradzanego właściciela gazety warszawskiej. Synowa Wandzi. Wandzia pochowała trzech mężów, manipuluje synem, próbuje Grażynę do grobu doprowadzić i nieustannie opowiada bzdury na wszelkie możliwe tematy. Właścicielka wspomnień o życiu z ery przedrodzinnej i ciała czterdziestoletniego, które – nie wiadomo, kiedy – stało się sflaczałe, grube i nieatrakcyjne. Grażyna wszystko poświęciła rodzinie. Jedyną jej odskocznią jest słuchanie Bee Geesów, miłość do jednego z braci Gibb i praca w miejscowym domu kultury.

Tak się składa, że nowy burmistrz Zawarszawka postanawia ukulturalnić miasteczko. Tym oto sposobem Grażyna staje się menedżerką zespołu, w skład którego wchodzą trzy karły z sesji dętej, jedna zapomniana przez życie fanka Tercetu Ezgzotycznego z wnuczką, polski Presley, podstarzały perkusista z szemranej praskiej ulicy i recydywista z bransoletką policyjną na kostce. Komunikat od dyrektora Trutki i kurator Żyłko jest jasny: albo zespół zagra na a najlepiej wygra festiwal piosenki dedykowanej Tony’emu Manero (młodsi czytelnicy, sorki, musicie wygooglować, kto to był), albo Grażyna może się pożegnać z robotą. A ta zdaje się być jedyną ostoją normalności i formą ucieczki od pazernych i roszczeniowych domowników.

Tak oto rodzi się przyjaźń najdziwniejsza i najcudniejsza z możliwych. Przygotowanie do występu, podczas którego utwór wykona „Don’t stop me know” zespołu Queen, pozwoli Grażynie na nowo odkryć siebie. Wspaniale napisana, pełna komicznych zwrotów akcji, momentami smutna, zmuszająca do zatrzymania się, utrzymana w stylu najlepszych komedii czeskich i brytyjskich, warta jest lektury. I powinien przeczytać ją każdy. Niezależnie od wieku i płci.

Więcej nowości znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka!

ogorek

 

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci