Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

Wszystkie karty z możliwych

dobrycoach

Niby dzień, jak każdy inny, niby spuścizna po komunie, ale jednak Warszawa jakaś taka uroczysta. Panowie z bukietami, uczniowie od rana zasypują nasze stoły czekoladkami, ciastem i kwiatami. I dobrze. I super. Ja tam lubię świętować. I kocham czuć się wyjątkowa. Bycie kobietą to piękny przywilej natury. Ale i obowiązek.

            Pierwszym obowiązkiem kobiety jest miłość do siebie. Bezwarunkowa. Każda z nas spadła kiedyś z wysokiego konia, a może i regularnie spada. Czy przyjaciółce w takiej sytuacji powiedziałabyś: „Ty kretynko, znowu Ci nie wyszło!”? Nie. No to dodam (któryś już raz), że najlepszą swoją przyjaciółką jesteś Ty. Nie wyszło, trudno, na huk drążyć temat. Nie wyjdzie jeszcze milion razy i wyjdzie trzy miliony. Życie. Bezwarunkowa miłość do siebie. Tak. Trudno o nią, wiem. Nasze ciała i dusze są narażone na pokaleczenia dużo bardziej, niż ciała i dusze mężczyzn. Stereotyp, Sosna? Wiecie, że nie lubię rozdzielać ludzi według płciowych licytacji, kto ma więcej, a kto mniej może, ale fakt jest taki, że facet nie musi pamiętać o wklepaniu kremu z retinolem przed snem, choćby nie wiem, jak byłby zmęczony. Bo jeżeli nie wklepie, to wszyscy rano będą widzieć, że ma suchą skórę na twarzy. Facet nie musi rano poświęcać miliona nanosekund na wybór cienia do powiek i szminki, bo chodzi sobie bez makijażu i nikt nie pyta, czy dobrze się czuje. My musimy. Bo od nas wymaga się dobrego wizerunku i – sorki – nie dziękujmy mediom współczesnym, ale całej historii cywilizacji, która wyniosła nas na poczet zwiewnych nimf. Kleopatrze, Goethemu, Mickiewiczowi, malarzom romantycznym i Szekspirowi. Dorobek cywilizacji zobowiązuje. Golimy nogi, pachy, chodzimy do fryzjera. Walczymy z nadwagą, z małymi cyckami i rozlanymi pośladkami. No i przyjmijmy sobie, że tak już zawsze będzie, bo ta walka o piękno i utrzymanie go jest niejako wyssana przez nas z cywilizacyjnym mlekiem spuścizny po naszych przodkach damskich i męskich. Będziemy walczyć z włoskami nad górną wargą, wągrami i cellulitem. No i walczmy. Bo jesteśmy kobietami i takie nasze prawo. Kochając przy tym siebie. Współczesne media kreują te nasze odwieczne potrzeby, jako naszą słabość. Stoi zatem sobie taka Basia i komentuje: „Jolka goli pipkę, wiecie? Poddała się patriarchatowi na maksa. Maluje też rzęsy i raz użyła lakieru z brokatem!” Gośka zaciąga się szlugiem i dodaje: „Co za baba! Zniewolona!”. I potem biedna Jolka już nie wie, czy golić te nogi, czy podziękować, jak Mirek skomplementuje, czy sprawę o molestowanie mu zakładać od razu. A gdzie równowaga? Kochajmy siebie bezwarunkowo, to i równowaga będzie. Czasem Mirkowi podziękujemy, a czasem zabijemy go wzrokiem, nawet nie odwołując się do „Avada Kedavra!”. Czasem ogolimy nogi i założymy mini, a czasem w poplamionym dresie siądziemy sobie w fotelu z miską popcornu, puszczając ciepłe bąki przy seansie „Gillmore Girls”. Dajmy sobie do tego wszystkiego prawo! Kochajmy się bezwarunkowo. I nie dajmy sobie wmawiać, że coś z nami jest nie tak. Panie Piękne, w miłości do pachnącego balsamu i szelestu reklamówek z ciuchami nie ma nic złego. Rozpieszczajmy się. Bojkotujmy hasła typu „W świecie pełnym Kardaszianek, bądź jak Curie”. A w dupie z tym. Wszystkie chcemy być i piękne i mądre. I bądźmy takie. Nie wstydźmy się tego, że lubimy posłuchać Backstreet Boys (gimby nie znajom), popijając wino, z maseczką z glinki na gębie. Nie wstydźmy się tego, że mamy okres, więc nasza twarz wygląda, jak las tropikalny, w którym mokro, parno i niebezpiecznie. Nie wstydźmy się tego, że potrzebujemy miłości i wsparcia, że nie samej bywa ciężko. Nasze cechy nie są oznaką słabości. Są nami! I nie ma w tym nic słabego. Losy świata dowodzą, że jaja mamy ze stali. Nosząc maseczkę z węgla aktywnego na zapryszczonym nosie, byłabym w stanie jednocześnie przebiec maraton, gdyby ktoś z moich bliskich znalazł się w potrzebie. Kiedyś jeden chłopak złapał mnie za tyłek na jakimś apelu. Rozbiłam mu krzesło na głowie. Jestem bardziej zorganizowana, niż niejeden facet, którego znam. W chwili najbardziej niebezpiecznej przyczajam się, jak jaguar, skupiam się i myślę jasno. To też wyssałam z mlekiem cywilizacji. Jeśli mam ochotę, jestem słaba i daję się nosić na rękach ukochanemu. Jeśli mam ochotę, jestem wampem z czerwoną szminką na ustach. Jeśli mam ochotę, cały dzień spędzam w kuchni, gotując makarony i piękąc ciasta, przy wtórze Radia Złote Przeboje. Czasem wrzeszczę, czasem przytulam. Daję sobie prawo do wszystkiego, bo jestem cholernie wspaniałą istotą. Kobietą. A to oznacza, że w ręku mam wachlarz, w którym znajdują się i dwójka kier i Joker. Wszystkie karty z możliwych. Kocham je i akceptuję. Każdego dnia. A dziś szczególnie.

            Z dedykacją dla wszystkich Kobiet. Kochajcie siebie. Bezwarunkowo.

                                                                                                          Wasza Agata.

Poker13

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci