Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

2018 – Ty draniu!

dobrycoach

Dobra, szaleństwo sylwestrowe minęło. Czas na małe podsumowanie tego, co się zadziało w tym paskudnym 2018. Już widzę, jak fanatycy pozytywnego myślenia w tym momencie zaczynają mnie besztać za negatywne myślenie. Sorki, ale udowadnianie na siłę, że to był fajny rok, byłoby z mojej strony oszustwem. Bywał fajny, może nawet pod wieloma względami był fajniejszy, niż 2017 i 2001 lub 1992. Moja pamięć krótkotrwała działa całkiem dobrze – wyrzucam z niej przeszłość, żeby mi zaśmiecała korytarzy w mózgu. Za rok 2018 pamiętać nie będę. I dobrze. Dziś jeszcze pamiętam. Na Facebooku, YouTubie i w mediach wszelakich grzmią podsumowania i podsumowania podsumowań. A w nich sama zajebistość. I jak tu się, zwykły, szary obywatelu, masz czuć fajnie, skoro coś Ci nie wyszło? A może nawet więcej nie wyszło, niż wyszło? Zatem u mnie dziś trochę przewrotnie będzie. I ku przestrodze.

Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, w związku z minionym już rokiem, to własna głupota. Wymyśliłam sobie, że stanę się w tempie ekspresowym super laską, a że jestem zawzięta, jak nikt, kogo znam, to sobie zrobiłam post Dąbrowskiej. Całe 42 dni. Bez kawy, chleba, o marchewce, buraku i kiszonce. Fajnie. Zrzuciłam ponad 22 kilo. I wyglądałam naprawdę extra. Wyszłam z postu zgodnie z tabelką i uznałam, że jestem już mistrzem i ekspertem, doradzając wszystkim wokoło, że „to pikuś, te 42 dni, bo otwierają duszę i serce, zmieniają jelita i zwoje mózgowe, więc rób koniecznie”. Chodziłam po ulicach, jak ta pani z reklamy Mentosa w latach 90 tych. Tylko ja nie poczułam, jak mi się coś łamie, dopóki nie pierdyknęło z całą mocą. A jak już pierdyknęło, to… okazało się, że wypadły mi dwa zęby podczas jedzenia, włosy zaczęły lecieć garściami (mogłabym robić z nich swetry, serio), a na wadze pojawiło się +35 kilo. Tadam. Tym oto sposobem przeszłam jedyną w swoim rodzaju metamorfozę – od grubasa, przez fajną kobietkę, po grubasa XXL. W międzyczasie okazało się, że mam Hashimoto, a wzrok poleciał mi tak, że powinnam nosić denka, jak Stępień z „13 Posterunku” (nie pytajcie, dlaczego jeszcze nie noszę tych cholernych okularów, bo usłyszycie najgłupsze w życiu tłumaczenie, że spoko, nie jest tak źle).

Kolejna rzecz, którą mam w głowie to przepracowanie. I nie chodzi o szkołę i uczniów, ale o milion rzeczy, których się podejmowałam, żeby komuś było miło i dobrze. O mnóstwo zleceń dodatkowych, chałtur, byleby hajs się zgadzał. Kosztem snu, bo przecież ja sama zawsze stawiam siebie gdzieś na ostatnim miejscu. Jak mi już w końcu bania nabrzmiała, to przestraszyłam się, że mam depresję. W zasadzie to albo krzyczałam, albo płakałam – non stop. Dalsze problemy zdrowotne możecie sobie dopisać. Sporo ich się zrobiło.

No i oczywiście – najlepsze. Uśmiech numer 5 dla świata. A dla siebie wyrzuty – czego jeszcze nie zrobiłam, czego za mało, za dużo, nie na czas. Nawet fakt, że bardzo trudny drugi rok psychologii zaliczyłam ze średnią prawie 4,8 i utrzymałam stypendium w ogóle mnie nie cieszył. Czaicie to? W 2018 przestałam kompletnie siebie szanować i zatyrałam się, mimo sprzeciwów najbliższych mi ludzi. Warczałam na nich, a ja naprawdę jak już warczę, to jest niefajnie.

Aż przyszła jesień i stwierdziłam, że pierdzielę to wszystko. To zamieszanie, tę gonitwę. I sobie zwolniłam tempo. I przypomniałam sobie, jak fajnie jest nie dążyć do tego, by mieć więcej. Fajnie jest dążyć, by być zdrowszym i  być więcej. W relacjach, w życiu. Był moment, gdy myślałam tylko zadaniami i checklistami. Weź nie popełniaj mojego błędu. Jak ktoś Ci powie, że możesz być bardziej wydajny, żyć szybciej i efektywniej, to kopnij go w tyłek. Nie musisz być ani bardziej wydajny, ani szybszy, ani efektywniejszy. Bądź, jaki chcesz być. Gdy trzeba – zapieprzaj. Gdy nie trzeba – odpuść. Jak ktoś Ci powie, że uczyni Twoje życie lepszym, bo jest mentorem, kołczinią złotoustą z popeliny utkaną, to też go kopnij w tyłek. Bo jedyne, co uczyni Twoje życie lepszym, to bliscy, miłość, sen, dobre jedzenie, muzyka, książki i podróże. I o to zadbaj. Niech Ci tego nie zabraknie w nowym roku. Plus jeszcze wino. Dobre wino zawsze na propsie.

rok219

 

 

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci