Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

„Uniesienie” Stephana Kinga, recenzja

dobrycoach

Witajcie w Castle Rock! Znamy się tu dobrze, prawda? I sporo się tu wydarzyło. Ulubione miasteczko Mistrza wraca w wielkim, choć zupełnie nietypowym stylu. I ja niezmiennie od 1994 roku kocham Kinga ze wszystkimi jego przemianami. Oczywiście, za chwilę poleje się fala oburzenia, że Ojciec Literatury Amerykańskiej (sorki, ale wszystkie przydomki piszę z dużej litery z własnego wyboru i jeśli kogoś to drażni, niech nie czyta) się skończył. Bo przestał straszyć. Faktycznie, od 2011 roku i powieści „Pod kopułą” styl ewoluował mocno. I to jest też niesamowite dla mnie. Odwaga w tym, by podążać za tym, co się dzieje na świecie. A dzieje się dużo. Czasem fajnie, czasem nie. I King nie pozostaje obojętny wobec tego, co widzi.

„Uniesienie” to powieść, w której autor dał upust (kolejny raz) swojej niechęci do trumpizmu wszelkiej maści. Powieść o tematach trudnych. Jedyny pisarz feminista, jakiego znam, znowu uderza w problemy współczesnych kobiet (brawo!). Oto mamy problem znienawidzonych przez mieszkańców słynnego miasteczka dwóch pięknych pań. Dlaczego nowe mieszkanki stają się obiektem hejtu? Proste – są lesbijkami. W dodatku lesbijkami po ślubie. Uściślając: lesbijkami po ślubie prowadzącymi wegetariańską restaurację w Castle Rock. Do tego pięknymi, wykształconymi lesbijkami. No, tego nie da się przełknąć w mieścinie, gdzie słucha się country i zjada tanie burgery w sieciówce Patsy’s.

No i jest nasz bohater. Rozwodnik, dobrze zarabiający, lubiany, zdrowy. Ma tylko jeden problem. Zupełnie niewidoczny, ale jednak zaważający na jego przyszłości. Utrata wagi. Mężczyzna nadal wygląda, jakby miał te swoje 108 kilo na grzbiecie, ale waga pokazuje dużo, dużo mniej. W całą sprawę zostają wtajemniczeni najbliżsi przyjaciele, ale szczegółów zdradzać nie będę.

„Uniesienie” to przyjemna lektura. I pierwsza książka z happy endem (spoiler alert!). To książka o tym, jak buduje się przyjaźń, powieść o przygotowaniu do śmierci, o tym, jakie wartości się tak naprawdę liczą, o tolerancji, zrozumieniu drugiego człowieka i odwadze. Popłakałam się przy niej ze wzruszenia. Trochę mnie to niepokoi, bo z reguły takie bywają ostatnie dzieła wielkich twórców – są próbą oswojenia śmierci. I bardzo bym chciała się mylić. Nie oszukujmy się jednak, Mistrz swoje lata ma i choć trzyma się genialnie, gdzieś tam najwidoczniej zaczął porządkować wiele spraw. „Uniesienie” to piękna opowieść o porządkowaniu życia. Jest w niej smutek, ale jest i wiele dobra – przede wszystkim dobra. Dlatego hejterzy mogą się krzywić – żadnych widm, wilkołaków i psychopatów. A ja powiem tak: i to jest właśnie kolejna osłona mistrzostwa Kinga. Kocham Cię, Mistrzu.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję, jak zawsze, Taniej Książce. Więcej nowości znajdziecie na stronie Księgarni.

kingun

 

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci