Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

„Lincoln w Bardo”, George Saunders – recenzja

dobrycoach

Jedna z najbardziej niesamowitych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Jeśli kochasz „Dziady”, „Ballady i romanse”, Szekspira i Goethego, musisz przeczytać. „Lincoln w Bardo” to wielki hołd oddany literaturze romantyzmu, wierzeniom ludowym i klasyce. I nie chodzi tu tylko o historię, ale i o całą strukturę tej przedziwnej hybrydy, łączącej elementy dramatu, powieści oraz autentycznych wspomnień świadków wydarzeń.

Oto umiera synek prezydenta Lincolna. Trwa wojna secesyjna, naród potrzebuje swojego przywódcy, ale ten pogrążony jest w rozpaczy. I nie wie, że Willie jest tuż obok i że bardzo chce wrócić do domu, do swojego taty. Bo chłopiec nie wie, że umarł, podobnie, jak nie wiedzą tego inne dusze, gromadzące się na cmentarzu. Oto przekrój amerykańskiego społeczeństwa genialny wręcz. Mamy złych panów i skatowane na śmierć czarnoskóre niewolnice, mamy zakochaną parę pijaczków, którzy zasnęli przy drodze i zostali rozjechani, mamy wielkie damy i mężów, mamy mędrców, duchownych i kobiety lekkich obyczajów. Część z nich nie wie, gdzie są, może wszystko im się śni. Liczą na to, że zaraz się obudzą na szpitalnym łożu i trafią stęsknieni za bliskimi do rodzinnych domów. Część z nich domyśla się, że ów przedziwny stan zawieszenia jest jakoś związany ze śmiercią, ale nie dopuszcza do siebie tej myśli. Za chwilę się obudzę, uczeszę córkom włosy, pogram z synem, napiję się brandy z mężem. Część z nich myśli, że to kara. I chcą tak trwać, bo czują, że dając się złapać strasznym aniołom, które Bóg regularnie wysyła na cmentarz, na zawsze odetną się od tego, co znają i kochają. Uciekają więc przed nagonkami, a potem wracają na cmentarz i znów snują opowieści o życiu.

I obserwują małego chłopca, do którego na grób przychodzi ojciec, zrozpaczony prezydent. Widzą, jak ukradkiem mężczyzna otwiera trumnę wystawioną na katafalku i tuli do siebie zwłoki. W oczach dusz nie ma jednak zwłok. Jest powłoka, robak, larwa. Chcąc oszczędzić chłopcu widoków, zabierają go w inną część cmentarza, zagadują za każdym razem, gdy Lincoln pojawia się na cmentarzu. Próbują też czarować, ale tego zdradzać nie będę. Czują. Rozpacz, tęsknotę, empatię, żal. Uwięzieni wśród zimnych nagrobków, próbują zrozumieć, co się dzieje. I bardzo boją się nicości. Boją się Boga, tego, co dalej, gdy już pogodzą się ze śmiercią. To wszystko fascynuje, przytłacza, sprawia, że można naprawdę rozpłakać się podczas lektury, czując z tymi duszami jakąś niesamowitą więź. I to czyni powieść tak wyjątkową, choć nie tylko to..

Bo autor dokonał genialnego zabiegu literackiego. Wszystkie rozdziały dotyczące życia Lincolna po śmierci dziecka zbudowane są z wycinków wspomnień i dokumentów służby, wojskowych, polityków i rodziny. Składają się one w niesamowitą całość. Tym samym autor nadał nowe życie dawnym tekstom, prawdopodobnie przez większość Amerykanów zapomnianym, albo i nieznanym. Stworzył cudowny metatekst o żałobie jednego z najbardziej rozpoznawalnych przywódców w historii świata.

Czytałam zafascynowana. I polecam. Nie wiem, czy ktoś ostatnio tak pięknie pisał o śmierci. Naprawdę, nie wiem. Za egzemplarz recenzencki dziękuję ukochanej Księgarni Tania Książka. A więcej nowości znajdziecie na stronie księgarni.

bardo

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci