Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

Prawo do jesieni po mojemu

dobrycoach

Jesień zwykle rzuca nas na kolana w tempie błyskawicznym, a niekiedy i do łóżek przywiązuje na jakiś czas. Jak poradzić sobie z tym druzgocącym momentem, gdy z temperatury sięgającej trzydziestu stopni, nagle robi się straszliwie zimno? Gdy nagle zaczynamy czuć przygnębienie, nostalgię za wakacjami i spadek energii?

Przede wszystkim warto sobie powiedzieć, że nasz stan nie jest niczym nienormalnym. Naprawdę trudno zachować uśmiech numer pięć, gdy wieje, drzewa powoli tracą soczystą zieleń, trzeba wyciągnąć palta z pawlacza, a rolki i kocyk grillowy schować na prawie cały rok w najciemniejszy kąt piwnicy. Poza tym zaczyna brakować nam słońca. Autobusy i tramwaje na nowo się zapełniają tłumem, od którego w wakacje zdążyliśmy się już odzwyczaić. Zaczyna się logistyczna walka z czasem, o to, by doprowadzić dzieciaki na czas do przedszkola i szkoły, zdążyć do pracy, albo pogodzić czas pracy z czasem opieki nad bliskimi, którzy zaczynają chorować. Weź tu czuj się dobrze, Człowieku! 

Ostatnio koleżanka powiedziała mi w luźnej rozmowie: "Wiesz, ja jestem jakaś nienormalna, ale nie lubię jesieni. Czuję, że mam depresję". Skłoniło mnie to do mocnych przemyśleń na temat normalności i nienormalności. Zajrzałam na Facebooka i zobaczyłam setki zdjęć z dynią, kocykiem, książką, kubkami pełnymi kakao z pianką i podkręcanymi fotkami z parków. Radość, entuzjazm, podsycany przez twórców wszelkich ofert sprzedaży. Piękne botki w promocji, zestawy książek i płyty z muzyką jazzową. No i oferty od fotografów, którzy mamią nas wizjami cudnych zdjęć, na których będziemy się obrzucać czerwonymi liśćmi w parku i rzucać patyk psu, ubrani w kardigany i fancy czapki z wełny. Przy takich komunikatach trudno jest pogodzić nam się z myślą, że nasza jesienna niechęć do wszystkiego jest zupełnie naturalnym stanem. A jest.

OK, lubię jesień. I nie lubię jednocześnie. Pierwszym krokiem do pogodzenia się z nią jest akceptacja tego faktu. Mam prawo czuć się jesienią gorzej i nie mam obowiązku tryskać energią. Może mi się nie chcieć biegać, mogę mieć częściej ochotę na pizzę i koc, mogę chcieć dłużej spać, albo być bardziej podatna na łzy i melancholię. Nie daję się oszukać coachom, specjalistom od szczęścia, trenerom personalnym i wielkim guru, że coś złego jest w moim zwolnionym tempie i mniejszej chęci do aktywności. Nie diagnozuję też sama siebie pod kątem depresji, często zwanej w tych okolicznościach przyrody depresją jesienną. Depresja to stan dużo cięższy i złożony, niż jesienne dołki. Wmawianie sobie, że „objawy się zgadzają” wpędza w większego doła. Depresja nie rozróżnia pór roku, uwierzcie.

Kiedy już zaakceptowałam swoją niechęć, brak energii, fluka pod nosem i zmęczenie, jest mi łatwiej. Nie czuję się nienormalna. Przyjęłam, że mój stan jest zupełnie naturalny. Jesień to czas slow motion, rozleniwienia, bo tak też dzieje się w naturze. W jednej z przeczytanych książek trafiłam na fajną scenę, gdy pewien człowiek powiedział innemu, że zauważył, że jesienią jego pies biega nawet wolniej. Zatem akceptuję. Teraz mogę zastanowić się nad tym, co zrobić, by było mi dobrze, ciut lepiej, a nawet całkiem fajnie.

Co mi pomaga? Przede wszystkim zmieniam swoje aktywności bez żalu. Całodzienne weekendowe wycieczki zamieniam na gry planszowe i kanapę. Nadrabiam seriale. Kupuję fajne kosmetyki – maseczki, peelingi, balsamy. Latem o moją skórę dba słońce i witamina D. I ciepły wiatr. Jesienią lubię sobie posiedzieć w wannie. To czas na kupowanie raz w miesiącu ciekawego magazynu, jak „Zwierciadło”, czy „Charaktery”. To czas na kupno nowych gier planszowych, na odkurzenie stolika do gry w piłkarzyki. To czas, gdy lody i owoce zamieniam na jajecznicę i leczo. Gdy więcej poświęcam uwagi na porządek w domu i gdy nie szkoda mi czasu na spędzenie pół dnia w kuchni. Latem każdą wolną chwilę wykorzystujemy z rodziną na plener. Kurz zalega na półkach, pranie w koszu. Celebrujemy przestrzeń otwartą. Jesienią moszczę gniazdko w domu. Zapraszam przyjaciół. Kupuję pachnące świeczki, krafty lekkie zamieniam na stouty. Odświeżam koce i poduchy, robię listę książek i filmów, zaczynam myśleć o prezentach. To czas, gdy chodzę po muzeach i teatrach, gdy lubię wyjść do kina albo na koncert. Albo lubię posnuć się po domu w pidżamie, nie robiąc nic. Czas, gdy skupienie na celebracji aktywności i słońca zamieniam na skupienie na bliskich, na analizowanie emocji, dogłębny wgląd w siebie. To czas, gdy lubię sięgać po książki o śmierci, o stagnacji, literaturę ambitniejszą, niż wakacyjne kryminały. To czas, gdy patrzę na córkę i ukochanego i robi mi się smutno, bo tak szybko się zmieniamy wszyscy. To czas, gdy unikam szkoleń, mistrzów motywacji.

Całkiem prawdopodobne jest to, że masz podobnie. Całkiem prawdopodobne jest to, że masz inaczej. Nieważne. Ważne, by zaakceptować to, że czujesz się inaczej, niż miesiąc temu. I że masz do tego prawo. Jesienią zmieniają się nasze rytuały, potrzeby, preferencje, my sami się zmieniamy. Owijamy kokonami bezpiecznymi. I to jest normalne. Nie musisz kontynuować tego, co chwilę temu było fajne. Możesz odłożyć to na rok i będzie to normalne. Wczuj się w siebie i w swoje potrzeby i po prostu kieruj się nimi.

Co pomaga Agacie?

- duża ilość cytryny i imbiru

- kolorowe herbaty

- zapachowe świeczki

- kolorowe paznokcie

- gry planszowe

- Showmax

- Netflix

- kolacje dla przyjaciół

- makarony na wszelkie sposoby

- gulasz wołowy

- duże kubki na herbatę

- wyprany miękki koc

- maseczki na twarz

- playlista: Fever Ray, Turnau, Jopek, Kayah, Salmon Grey, Aretha Franklin, Beath Heart, Choir of Young Believers (nie słucham tego w innych porach roku)

- przytulasy

- robienie kakao córce

- gra w piłkarzyki

- pisanie.

Wymień swoje sposoby, może o jakichś zapomniałeś przez ten rok? I odpoczywaj :)

piesjesien_600xauto1

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci