Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

Ale od Musierowicz to Ty się odwal!

dobrycoach

Choróbsko położyło mnie na całego. Zwykle nie jest to czas, gdy mam siłę czytać. Jeśli już, to coś lekkiego, przyjemnego. Najchętniej wracam wówczas do serii o Avonlea, Harry'ego Pottera lub Musierowicz, czyli książek, które znam na wyrywki i które sprawiają, że choruje mi się mniej boleśnie. Tym razem pod ręką miałam "Jeżycjadę". Prawdopodobnie najlepszą polską sagę literacką i jedną z najlepszych serii książkowych dla dziewczyn (choć miałam kiedyś w gronie swych amanatów chłopca, który zaczytywał się w Musierowicz, że ho ho). Mam do "Jeżycjady" stosunek bardzo osobisty. Pamiętam, gdy czytałam "Szóstą klepkę", zazdrościłam Cesi i Julce domu. Przede wszystkim zazdrościłam im tego, że zawsze mogą liczyć na swoją mamę. Że kobiety w Jeżycjadzie są niesamowicie silne, mają jaja większe, niż Strażnik Teksasu, a serca pojemne, jak Titanic. Ja nie bardzo pamiętam moją mamę. Umarła tragicznie, za wcześnie (była tylko trzy lata starsza ode mnie). Nie bardzo też chcę pamiętać moje dzieciństwo i młodość, ponieważ były tragiczne, smutne i z pewnością nie takie, na jakie zasłużyło jakiekolwiek dziecko na świecie. Bez skarżenia się i po przebytej terapii, mogę o tym mówić otwarcie. Co w tym wszystkim robi "Jeżycjada"? Gdy, jako może dwunastoletnia dziewczynka, zorientowałam się, że moje życie nie wygląda, jak życie innych dzieci, postanowiłam sama zadbać o budowanie własnego szczęścia. W tym celu moim najlepszym miejscem na Ziemi uczyniłam miejską bibliotekę. Spędzałam w niej godziny, gawędząc z paniami bibliotekarkami, niczym dorosła, choć miałam może z metr czterdzieści trzy. Czytałam po trzy, cztery książki dziennie, przenosząc się w inny świat, zapominając o własnych dramatach. Byłam dzielną, małą Agatką, która potrzebowała przytulenia, miłości i bezpieczeństwa i która znalazła je w książkach. "Jeżycjada" była jedną z najważniejszych serii, które pozwoliły mi nie zwariować, nie uciec z domu i nie popaść w problemy z prawem. Wszystko w powieściach Musierowicz jest takie normalne, a normalność jest autentyczna i - co za tym idzie - dobra. Mamy kochające się rodziny, w których mąż i żona są dla siebie wsparciem. Mamy dzieciaki i nastolatki, które mają swoje bunty, ale na bliskich mogą liczyć zawsze. Mamy międzypokoleniowe wsparcie i więź. Jest zapach piernika z kuchni, są wspólne tradycje. Nie ma tematów tabu. Na rodzinę zawsze można liczyć, nawet jeśli rady jej poszczególnych członków bywają absurdalne, śmieszne, czy fatalne. Bo rodzina jest wszystkim. "Jeżycjada" to saga fenomenalna - śmieszna tak, jak obecnie bywa chyba jedynie Jakub Wędrowycz (czyli śmiejesz się na całego). - Czy pan jest Muminkiem? - zapyta lekarza Bobik w "Szóstej klepce". - Bo mówi pan zupełnie, jak Topik i Topcia (lekarz seplenił). To saga, będąca pochwałą wartości takich, jak nauka, lojalność wobec bliskich (także tych niespokrewnionych), życie w zgodzie ze sobą. To saga mówiąca o walce z własnymi słabościami, z nastoletnimi lękami (wskażcie mi dziewczynę, która, będąc nastolatką, nie miała depresyjnych myśli, związanych ze swoim ciałem, a powiem Wam, że kłamiecie!). Saga, będąca pochwałą dialogu i prawdy - tylko rozmowa, tylko szczerość i gotowość do kompromisów, gotowość do aktywnego wysłuchania drugiej strony potrafią każdy problem rozwiązać. I wreszcie, to saga o świecie, który nie jest już modny, nie jest już aktualny. Ale który warto znać, przenieść się w ten cudowny świat retro, usiąść na chwilę w domu pod wieżyczką i popodglądać codzienne rytuały mieszkańców epoki, która była paskudna, szara i bardzo biedna, ale która fascynuje.

Jakimś cudem trafiłam ze trzy dni temu na odgrzewanego kotleta w postaci felietonu niejakiej pani Elizy Szybowicz na stronie "Krytyki Politycznej" (bardzo nierównego jakościowo, swoją drogą, portalu). Felieton "Była fanka czyta Musierowicz" przyciągnął mnie tytułem, choć nie spodziewałam się na KP ani zdrowego rozsądku wobec "Jeżycjady", ani sympatii do autorki i bohaterów sagi. Nie spodziewałam się natomiast takiego jadu. Pani Szybowicz przeszkadza to, że Borejkowie obchodzą święta katolickie (fuuu!), a dla bohaterek ważny jest cudowny mąż i wspaniałe dzieci (jeszcze bardziej fuuu!!!). Że niby "Jeżycjada" jest snobistyczna (bo bohaterowie wciąż czytają, często po łacinie?), że Łucja kokietuje od najmłodszych lat, że Laura chce wyjść wcześnie za mąż, a Gabi jest opisana, że wygląda, jak zaniedbany chłopak. Nie wiem, na ile snobistyczne jest czytanie, zdaniem autorki felietonu, jednak w wielu domach to czynność tak normalna, jak oglądanie TV, a nawet normalniejsza. Nie wiem, co złego w kokietowaniu, chęci wyjścia za mąż, czy stwierdzeniu, że ktoś wygląda, jak zaniedbany chłopak. Autorka ma do tego prawo święte, by pisać, jak sobie chce. Pani Szybowicz na siłę doszukuje się w "Jeżycjadzie" wszystkiego, co złe. Wymaga od cyklu, który pozostaje niezmieniony w swym stylu i ideologii od 1975 roku (i to właśnie czyni go wyjątkowym i niepowtarzalnym reliktem literatury młodzieżowej!), aby dostosował się do tego, co - zdaniem pani Szybowicz - aktualne. A zatem (takie mam wrażenie) - powinna pani Musierowicz opisać przynajmniej jedno małżeństwo homoseksualne, dziecko, które jest transem, mężczyznę, który zajmuje się domem, podczas, gdy żona ratuje dzieci w RPA, niczym Dominika Kulczyk. Współczesna Gabi powinna angażować się politycznie, agitować pod Sejmem i dokonać co najmniej dwóch aborcji. Mama Raczek powinna być ofiarą przemocy domowej, dokonywanej przez męża, który co niedzielę chadza do kościoła. Przecież to jest jakiś absurd! Wolność literatury polega właśnie na tym, że autor pisze tak, jak chce. Oczywiście, wolność słowa polega na tym, że możemy to krytykować, jak sobie chcemy. Ale chyba jakiś zdrowy rozsądek by się przydał, co? Dopatrywanie się w prawdopodobnie jedynym polskim cyklu literackim, który mówi o tak niemodnych wartościach, jak miłość, wierność, podążanie za marzeniami, lojalność wobec bliskich, ale i pokora, zła i snobizmu, to grube nadużycie. Bo snobizm to my mamy w modnych knajpach na Zbawicielu, gdzie takie panie, jak Szybowicz, nieustannie debatują nad patriarchalnym zniewoleniem Polek, a żadna tyłka nie ruszy, by dorzucić się do węgla w Domu Samotnej Matki na Białołęce (robimy to my, internauci), czy zapłacić za wycieczkę klasową tych dzieci, które nie pojadą, bo dwie stówy dla samotnego rodzica to za dużo. Snobizm to my mamy na placu zabaw, gdzie idealnie ubrana w len i słomę matka na rowerze strofuje trzylatkę, która podbiega do mnie, aby poczęstować się chrupkiem Flips, a potem - o cztery tony za głośno - opowiada dziecku o wartościach odżywczych chipsów z jarmużu. To jest snobizm. Nie dostrzegam go u żadnego z bohaterów "Jeżycjady". Dostrzegam za to takie fakty, jak wpuszczanie do domu potrzebujących, pomoc ludziom z depresją, ludziom samotnym, ludziom biednym, dostrzegam lojalnych partnerów, lojalne partnerki, wspierane przez rodziców dzieciaki, które mają szanse wyrosnąć na mądrych i dobrych ludzi. Dostrzegam damsko - męską grę w przekomarzanie, która, jak świat stary, wciąż mnie bawi. Nie mam pojęcia, co jest w tym złego. I co zadziało się w świecie, że tak elementarne wartości, wspierające prawa człowieka i współgrające z szacunkiem do człowieka, tak bardzo dziś kłują w oczy. Za mało krwi? Za mało rzezi, maltretowania, smutku i zła? To proszę nie czytać. I zostawić Musierowicz w spokoju. Nie wymagać, by nagle Kopernik stał się kobietą i dać prawo innym czerpać radość, jaką niesie lektura "Jeżycjady".

jezyce

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci