Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

C.J. Tudor - "Kredziarz", recenzja

dobrycoach

To jedna z tych książek, przy których czuję się, jakbym znowu miała kilkanaście lat i siedziała nad „To” Kinga, lub „Chłopięcymi latami” McCammona. Albo gdybym oglądała ukochany film z dzieciństwa „Stand by me” albo „Stranger Things”. Do pełni szczęścia brakowało mi chyba jedynie czekolady.

Kocham się bać, ale to już wiecie. „Kredziarz”, którego przeczytanie zajęło mi dosłownie dwie godziny, straszny nie jest. Dla mnie. Nie zapominajcie, że pierwszego Kinga przeczytałam w wieku 12 lat, a filmy Romero oglądałam ukradkiem, mając lat sześć. Jeśli nie przywykliście do konwencji grozy, możecie się trochę wystraszyć. Bo mamy w „Kredziarzu” wszystko to, co najsmaczniejsze w grozie, czyli trupy i nawiedzające bohatera duchy.

Ale od początku. Koniec lat 80 tych XX wieku. Paczka dzieciaków – Eddie, Gruby Gav, Mickey Metal, Hopp i Nicky. Jeżdżą na rowerach, grają w piłkę, robią wszystko to, co my też robiliśmy, żyjąc w czasach przedinternetowych. Paczka bohaterów przypomina wszystkie paczki, jakie znacie z tytułów wymienionych na wstępie. Nicky jest dziewczyną i każdy po trochu się w niej podkochuje. Podobieństwo do Beverly z powieści Kinga jest zarówno fizyczne (obie są rude), jak i życiorysowe (obie wychowywane są przez chorych psychicznie ojców, którzy się nad nimi znęcają). Mamy małe miasteczko, w którym życie toczyć się będzie swoim powolnym rytmem do czasu, aż pojawi się nowy nauczyciel. Jakiś czas po jego przybyciu Gruby Gav dostaje bowiem niepodpisany urodzinowy prezent – pudełko z kredami. To właśnie pan Halloran opowie Eddiemu o grze w symbole, które rysuje się kredą. Grze, która pochłonie dzieciaki i stanie się tajnym kodem porozumiewania się. Kodem, którego nie rozumie żaden dorosły. Żaden, z wyjątkiem Kredziarza.

Nikt nie wie, kim jest. Dzieciaki zaczynają jednak z czasem czuć, że są bacznie obserwowane. W miasteczku dochodzi do kilku tragicznych wypadków śmiertelnych. Atmosfera przygnębienia i mroku stopniowo ogarnia wszystkich i nadwyręża mocno przyjaźń bohaterów. A Kredziarz wszędzie zostawia swoje znaki, jakby dokładnie przewidział, co się stanie. Kim jest? Czy to on zamordował tajemniczą dziewczynę z lasu? Nagle miasteczko staje się areną wielu ludzkich dramatów, a dzieciaki zechcą jak najszybciej dorosnąć i wynieść się z rodzinnych stron.

Tyle, że każda historia musi mieć swoje zakończenie. W 2016 roku nasi bohaterowie znowu zmierzą się z tajemnicami z dzieciństwa. Po raz pierwszy będą musieli uczciwie odpowiedzieć przed sobą na pytanie: Kim jestem? Po raz pierwszy będą też musieli wyspowiadać się z tego, co wiedzą na temat przeszłości. I po raz pierwszy staną oko w oko z mordercą zdolnym do wszystkiego.

Przyznaję, że otoczka reklamowa, jaką zrobiono „Kredziarzowi” jest dla mnie mało zrozumiała, ponieważ jest to powieść tak podobna do Kinga (jest nawet wątek znany z trylogii „Pan Mercedes” i sporo podobieństw do „Przebudzenia”, ale nie będę spoilerować), do McCammona i Koontza (z wczesnej, jeszcze dobrej twórczości), że nazista książkowy mógłby się zdenerwować na ten brak oryginalności. Ja przeczytałam z sentymentem i radością, bo przypomniały mi się wszystkie ukochane filmy, seriale i książki. Dałam się wciągnąć w grę bohaterów z przyjemnością, traktując „Kredziarza”, jak dobrą formę relaksu. Nie powiem jednak, że jest to książka, po której zbierałam z podłogi szczękę. Niestety, znawca literatury grozy bardzo szybko rozszyfruje, co się stanie i kto odpowiada za okrutne wydarzenia w miasteczku. No dobra, przynajmniej za część z nich. Kilka wątków mnie zaskoczyło.

Widać, że C.J. Tudor bardzo inspiruje się Kingiem. Nie tylko w kwestii kopiowania wątków, ale także w kwestii prowadzenia narracji. King jest pisarzem panoramicznym – tak lubię go określać. W swojej twórczości porusza wiele ważnych dla opisywanych przez niego czasów spraw społecznych. W „Kredziarzu” pojawiają się wątki samotnego rodzicielstwa, czy też wątek walki Kościoła z aborcją. Stanowią one ciekawe tło dla głównych wydarzeń i lubię ten sposób prowadzenia narracji, gdy na drugim planie też można zatrzymać czytelnicze oko.

Polecam tę powieść nerdom takim, jak ja, czyli ludziom, którym frajdę sprawia banie się. Polecam ją dzisiejszym trzydziestoparolatkom, którzy mają sentyment do czasów dzieciństwa, gry w Pac-Mana i zbierania drobniaków na przejazd Diabelskim Młynem. Kilkugodzinna odskocznia od obowiązków, deszczowej aury wczesnowiosennej i telewizji, która niewiele ma do zaoferowania.

Więcej bestsellerów znajdziecie na stronie Księgarni! Pamiętajcie też, że Pogotowie Czytelnicze Taniej Książki trwa!!!! Kupujcie książki za grosze!!!!!

kreda

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci