Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

„Zbrodnie prawie doskonałe” – Iza Michalewicz, recenzja

dobrycoach
Pamiętam z dzieciństwa taki obrazek. Leżę nocą w łóżku u mojej babki i słyszę, jak obok gra telewizor. Nie mogę usnąć. Michał Fajbusiewicz przedstawia zbrodnię za zbrodnią. Pamiętam tę ciemność, pierzynę i nasłuchiwanie. Bardzo się bałam, a babka była przygłucha, więc dźwięk ustawiała bardzo głośno. Leżałam więc i zastanawiałam się nad tym, kto to jest morderca. Zastanawiałam się nad tym, co dzieje się po śmierci i nad tym, jak to jest być mordowanym. Miałam może osiem, dziewięć lat, nie więcej. Babka lubiła rozmawiać z koleżankami o zbrodni. Siedziałam obok, bawiąc się moją Barbie i nasłuchując. Ktoś komuś uciął głowę. Na wojnie moja babka jadła szczury, jej sąsiadka, zesłana z rodzicami w dzieciństwie na Sybir, potwierdzała, że chwytali żywe zwierzęta i jedli je surowe. Słuchałam tego, jako dziecko. I te historie mnie przerażały i fascynowały jednocześnie. Chciałam tego słuchać, chciałam zrozumieć, dlaczego ktoś ucina komuś głowę. Chciałam zrozumieć, co stoi za zbrodnią.

Babka kupowała wtedy gazetę „Detektyw”. Rodzice „Sztandar Młodych”. Podkradałam im te gazety i wycinałam mroczne historie. Znaleziono ciało, znaleziono mordercę, zbrodniarz uciekł. Wkładałam wycięte równo historyjki do książek szkolnych i gdy rodzice wchodzili do pokoju, widzieli, że czytam coś do szkoły. Gdy byłam nastolatką moim największym marzeniem było zostać policjantem (nawet nie policjantką, bo przecież wszyscy moim idole, to byli mężczyźni, jak Stallone). Chciałam łapać największych bandytów i wsadzać ich za kraty. Chciałam pomagać ofiarom i ich rodzicom, brać udział w pościgach, szukać śladów i dochodzić do kluczowych wniosków metodą dedukcji, jak Sherlock Holmes, z którym po raz pierwszy spotkałam się, gdy miałam siedem lat. Nie zostałam policjantką, ale nadal najbardziej interesuje mnie praca policjantów. Interesuje mnie wszystko, co mroczne, wszystko, co domaga się sprawiedliwości.

Dlatego „Zbrodnie prawie doskonałe” Izy Michalewicz od czasu pierwszej informacji na stronie Znaku, znajdowały się wysoko na mojej liście must read. Policyjne Archiwum X w Polsce to dla osoby zafascynowanej pracą policjanta jedna z najbardziej ekscytujących komórek policyjnych. Bałam się jednak, że trafię na reportaż tabloidowy. Taki, w którym krew będzie sikać po ścianach, a autorka będzie opisywać bardziej własne wrażenia, niż fakty. Nie znałam dotąd pani Michalewicz. Wiedziałam tyle, że jak Ola Parzyszek coś poleca, to trzeba brać w ciemno. Gdy dostałam od Oli zaproszenie dla spotkanie autorskie z Izą Michalewicz, serce zaczęło mi walić, jak oszalałe. Dlaczego? Bo gdy Tania Książka przysłała mi reportaż pani Izy, zaczęłam czytać zachłannie, zapominając o tym, że obiecałam rodzinie kotlety, nie kąpiąc córki przed snem i olewając wieczorny trening. Autorkę pokochałam od pierwszych stron. To reportaż napisany na najwyższym poziomie. Jest w nim szacunek do pracy policji, jest ogromna pokora wobec życia, jest wielki respekt do każdej z osób, która została dotknięta opisanym tragediami.

Wczoraj, na spotkaniu autorskim, pani Iza powiedziała, że nie chciała być takim dziennikarskim harpaganem, co wejdzie oknem, jak mu rodziny ofiar trzy razy mówią „nie”. I właśnie dzięki temu powstał autentyczny, wzruszający, przerażający zapis tego, jak wygląda walka o sprawiedliwość. Jak wygląda ludzka przyzwoitość w sytuacjach najbardziej dramatycznych. Nie ma tu słów wciskanych na siłę – manipulacji czytelnikiem.

Ten reportaż jest precyzyjny i ostry, jak skalpel chirurga. Tnie rzeczywistość towarzyszącą opisywanym zbrodniom na coraz mniejsze fragmenty, nie naruszając niepotrzebnych tkanek. Nie ma tu żadnej osoby i sytuacji, które zostały wymyślone – powiedziała wczoraj pani Iza. Oczywiście, wielu policjantów opisano pseudonimami. To są fakty. Fakty o zbrodniach, które przez kilkadziesiąt lat czasem krzyczą o sprawiedliwość. Fakty o zbrodniarzach, których dzielni policjanci znaleźli i o zbrodniarzach, których nie odnaleziono nigdy. Fakty o tym, jak prowadzono poszczególne śledztwa i fakty o tym, co zaniedbano. Fakty o błędach, jakie popełniono i fakty o zwycięstwie sprawiedliwości.

I jest w tym wszystkim widoczny dla mnie i ważny triumf przyzwoitości ludzkiej. Być może ci z Was, którzy już czytali „Zbrodnie prawie doskonałe” popukają się teraz w czoło. Trudno. Ja widzę w tym reportażu triumf przyzwoitości ludzkiej. Dziennikarkę, która nie szuka taniej sensacji. Wie, o czym i kiedy mówić i wie, kiedy zamilknąć – potwierdzając tym wielki szacunek do rodzin ofiar oraz do funkcjonariuszy. Widzę funkcjonariuszy, którzy bardzo często poświęcają danej sprawie całe życie, którzy nie dostając za pracę w Archiwum X dodatkowych pieniędzy, decydują się z pasji i poczucia sprawiedliwości na dodatkowe godziny, aby znaleźć zbrodniarzy.

Wielu z nich jednocześnie pracuje na „zwykłym” etacie policyjnym (cudzysłów celowo, nie uważam, że praca funkcjonariuszy Policji jest zwykła). Często praca nad aktami jest syzyfowa, piekielnie trudna, nocna, często towarzyszą jej absurdalne decyzje na różnych szczeblach, bałagan stworzony przez osoby prowadzące śledztwo, utrudnienia wszelkie. A jednak ludzie ci walczą o tę sprawiedliwość. A pani Iza, co potwierdziło wczorajsze spotkanie autorskie, staje się ich głosem. Głosem ofiar, o których świat już zapomniał. Głosem ich bliskich i głosem bohaterów, którzy nigdy nie znajdą czasu i chęci na to, by opowiedzieć o trudzie swojej pracy. Bardzo cieszę się, że nie podążyła tokiem myślenia twórców „Unabombera” i nie poświęciła zbrodniarzom uwagi większej, niż konieczna. Bo przyznam, że bałam się tego. Oczywiście, za każdym zbrodniarzem stoi historia, tragedia. Ale nie każde dziecko, dotknięte tragedią, staje się zbrodniarzem, jak to powiedziała wczoraj pani Iza. Bardzo się cieszę, że z morderców nie zrobiła w swoim reportażu superbohaterów, ofiar. Myślę, że to mogłoby sprawić, że odrzucę lekturę.

Opowiedziane historie w autorce żyją, nie gaśnie nadzieja na sprawiedliwość i nie gaśnie potrzeba opowiedzenia światu o tym jeszcze, w kolejnej części. Uważam, że takie reportaże są potrzebne. Nie tylko studentom psychologii i przyszłym policjantom, nie tylko pisarzom, którzy siedzą nad prozą. Sprawiają, że człowiek zatrzymuje się, pochyla jeszcze bardziej nad tym, co ma, budzi się współczucie, wiele uczuć i łez. Wczoraj, gdy pytałam panią Izę o sprawę Małgorzaty Śnieguły, czułam, jak drży mi głos. Bo to historia kobiet, jakie zna każdy z nas. Kobiet, które z dnia na dzień stają się coraz smutniejsze. Kobiet, które nagle brzydną, zaczynają nosić golfy i spodnie. Kobiet, które potrzebują miłości i jej nie mają. Kobiet samotnych, niechcianych. Kobiet, z którymi „coś zaczyna się dziać”. Te historie zostają z czytelnikiem. Sprawiają, że zaczyna on uważniej patrzeć na świat, na sąsiadów, uwrażliwia się. Takie reportaże są potrzebne.

Bardzo polecam, zaś za egzemplarz recenzencki dziękuję ukochanej Księgarni Tania Książka. Więcej nowości znajdziecie na stronie księgarni. Przypominam też o Pogotowiu Czytelniczym Taniej Książki, które potrwa od 9 do 28 marca 2018! Trzymajcie rękę na pulsie!






© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci