Blog > Komentarze do wpisu

"MORD NA WOŁYNIU" M.A.KOPROWSKI - RECENZJA

Tematyka Wołynia wciąż pozostaje w sferze tabu. Ostatnie dwa lata wprawdzie przybliżyły społeczeństwo do dialogu (nie kłótni na tle narodowościowym) na ten trudny temat, dzięki książce Witka Szabłowskiego "Sprawiedliwy zdrajcy", czy filmowi Wojtka Smarzowskiego "Wołyń", jednak nadal nazwa tej niewielkiej wioski budzi poczucie wstydu, dyskomfort lub gniew.

Dlatego takie książki, jak "Mord na Wołyniu" Marka A. Koprowskiego są nam potrzebne. Prawdopodobnie temat Wołynia nigdy nie obchodziłby mnie tak bardzo, jak obchodzi, gdyby nie fakt, że współpracuję z mieszkańcami Ukrainy. 90% moich bliskich znajomych i przyjaciół to mieszkańcy Ukrainy. Od Polaków słyszę nieustannie (choć od jakichś dwóch lat coraz rzadziej), że pracuję z banderowcami, że oni są dumni z Bandery, że ich dziadkowie byli w UPA, że mordowali "naszych". Od Ukraińców słyszę, że sami niewiele wiedzą o Wołyniu, ponieważ ukraińska edukacja pomija zręcznie ten temat w podręcznikach szkolnych. Słyszę też historie o tym, że ich dziadkowie byli Polakami, których zagrożenie utraty życia zmusiło do przyjęcia prawosławia i wyzbycia się polskości. Teraz ci ludzie przyjeżdżają do Polski, próbując odzyskać - w wolnym kraju i bez lęku - swoją rodzinną tożsamość. Słyszę różne opowieści. Ktoś był w UPA i został nocą powieszony przez dziadka mojej ukraińskiej koleżanki. Bo zabijał polsko-ukraińskie rodziny. Dziadka zabili później banderowcy w odwecie. Kiedyś na kurs polskiego przyszedł zapisać się do mnie chłopak, który na piórniku miał wlepkę z flagą banderowców. Dziwnie czułam się, patrząc na to. Dziwnie czułam się, rozmawiając z nim. Zastanawiałam się, czy mnie nienawidzi. Profesjonalizm nie pozwalał mi na jakiekolwiek zaczepki słowne i robiłam wszystko, by na każdej lekcji nie spoglądać na ten piórnik. Chłopak zrobił obywatelstwo polskie i wyjechał do Anglii. Taka przewrotność losu. Nosił znak Bandery, ale zależało mu na polskim obywatelstwie. Bo na Ukrainie podobno nie ma życia i nie ma wolności. Tak, los bywa przewrotny. Co ciekawe, chłopak był bardzo uprzejmym, kulturalnym i pozytywnie nastawionym do Polaków człowiekiem. Udawał, a może po prostu brakowało mu wiedzy na temat znaczka, który nalepił na piórnik? 

Potrzebna nam wiedza na temat ludobójstwa, które zostało na Wołyniu dokonane. Ale wiedza, która pokaże nam nie fantazyjne baśnie (jak dzieje się obecnie w tematyce Powstania Warszawskiego), a rzeczywistość. Fakty, dokumenty, relacje świadków, zdjęcia. Przez wiele lat nie wiedzieliśmy o Wołyniu nic. I oto nagle znaleźliśmy się w sytuacji, gdy ludność ukraińska masowo napływa do Polski, aby znaleźć tu lepsze życie i lepszą przyszłość dla swoich bliskich. W sklepie obsługuje nas pani z Ukrainy, moi sąsiedzi mówią po ukraińsku, gdy jedziemy razem windą. W metrze, na uniwersytecie, wszędzie przyjaciele ukraińscy. Dlatego z Wołyniem musimy się zmierzyć, choć odrobinę wysilić umysły, żeby poznać, co stało się wtedy i dlaczego. Ta wiedza potrzebna jest i nam i naszym ukraińskim przyjaciołom. Bo jeśli nie będziemy o tym rozmawiać, prędzej, czy później, dojdzie do tego, że gdzieś w nerwach, a może podczas imprezy, po paru głębszych, zacznie się walka, zacznie się kłótnia oparta o donosy, hipotezy i plotki, a nie dialog oparty na faktach.

"Mord na Wołyniu" nie jest reportażem, który czyta się z zapartych tchem, jak książkę Witka Szabłowskiego. To książka historyczna, nie reportaż. Posiada jednak coś, co sprawia, że pochłonąć mogą ją osoby, które na co dzień do historii mają awersję ze szkolnych czasów. Relacje, dokumenty, mapy i zdjęcia. To one odsłaniają nam Wołyń z zupełnie innej strony. Wiedzieliście, że polskiej ludności w walce z banderowcami pomagali sowieccy partyzanci? Współpracowali z nimi księża rzymskokatoliccy, którzy niejednokrotnie zakładali w swoich kościołach komórki AK. "Sytuacja chujowa, ale nastrój dziarski" napisał w liście do dowódcy Fiodorowa, dowódca Grigorij Balicki, opisując akcję odbicia broni banderowcom pod miejscowością Mocejki. Wiedzieliście, że Polacy prosili o pomoc w ochronie przez banderowcami także Niemców i że tę pomoc otrzymywali? Wiedzieliście, że za okrucieństwem UPOwców stał niewielkich rozmiarów nacjonalistyczny dokument, zwany "Dehalogiem"? 

Marek A. Koprowski odsłania przed czytelnikiem to oblicze Wołynia, którego nie zobaczyliśmy w filmie, którego z opowieści i reportaży nie poznamy - fakty, dokumenty. Jego książka stanowi doskonałe uzupełnienie wiedzy. Warto ją przeczytać, jeśli interesuje nas historia. Zabrakło mi w tej książce tylko jednego: podkreślenia, że Ukraina i Bandera to nie jest jedno. Dlatego warto tę książkę czytać jednocześnie z książką Witka Szabłowskiego lub innymi reportażami, w których głos mają żyjący jeszcze mieszkańcy Wołynia lub osoby z rzezi ocalałe.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję - jak zawsze - ukochanej Księgarni Tania Książka. A po inne książki z kategorii Historia zajrzyjcie jak najszybciej - księgarnia ma dla Was super propozycje na zimowe wieczory!


poniedziałek, 30 października 2017, dobrycoach
http://wcr.edu.pl/

Polecane wpisy