Blog > Komentarze do wpisu

JOE HILL "STRAŻAK" - RECENZJA

Jak większość z Was, Drodzy Czytelnicy, wie, mam bzika na punkcie Stephena Kinga. Chyba więc oczywiste jest, że fiksacja ta zaczęła obejmować także jego synów, gdy tylko dowiedziałam się, że sami też piszą.

I tak oto w moje ręce trafił "Strażak" Joe Hilla, jednego z dwóch młodszych Kingów, którzy poszli w ślady ojca. Literatura postapokaliptyczna to mój konik. Świat po zagładzie, hordy potworów i zombie, porzucone cienie dawnego życia, opuszczone miasteczka - uwielbiam. Sięgnęłam po "Strażaka" z wielką ciekawością jednak nie tylko dlatego, że młodszy King, że świat, który zmienił się w koszmarne miejsce, jak z serialu "The Walking Dead". Przede wszystkim zaciekawiło mnie to, że "Strażak" to autorska wersja "Bastionu", jaki napisał ojciec autora. A "Bastion" to przecież jedno z największych dzieł literatury postapokaliptycznej i z pewnością nie tylko Kirkman korzystał z tej ponadtysiącstronicowej powieści, tworząc swój serial.

Zrobić własną wersję? Zmierzyć się z własnym, boskim ojcem? Trzeba mieć naprawdę wielką odwagę, Panie Hill. I wie Pan, co? Udało się Panu przyciągnąć moją uwagę, wciągnąć mnie w intrygę. Na początku byłam trochę zdenerwowana, widząc, że nawet imiona bohaterowie mają dokładnie takie same. Inna choroba toczy się przez świat, bo w "Strażaku" ludzi dopada tzw. smocza łuska - grypa, która kończy się tym, że ludzie ulegają samospaleniu. Inna choroba, ale motywy i wątki dokładnie te same. Mamy więc ludzi, którym udało się uchronić przed śmiercią. Muszą się oni ukrywać, ponieważ psychopatów i szwadronów śmierci, powołanych przez wojsko, by mordować potencjalnie zarażonych, nie brakuje. Mamy w "Strażaku" wątek drogi, może nie tak rozbudowany, jak w pierwowzorze, co jest pewnym minusem. Mamy wątek sekty, manipulacji. Mamy przywódcę stada i mamy owieczki, które zrobią wszystko w imię nadziei, a w zasadzie ochrony tej resztki nadziei, która jeszcze się w zniszczonym świecie tli. Mamy naszego "Strażaka", postać do bólu przypominającą kingowskiego Rolanda (błagam tylko, kiedy piszę "Roland", mam na myśli postać z sagi "Mroczna Wieża", a nie z tego dziwnego, niewiele mającego wspólnego z Kingiem filmu, jaki show robił w sierpniu w polskich kinach). Mamy wątek kryminalny, mamy psychopatów i mamy ludzi dobrych. A przede wszystkim rozważania o tym, czym jest smocza łuska i czy ludzkość może przetrwać apokalipsę.

Nie ma co tu mówić, że "Strażak" powinien stanąć w jednym szeregu z "Bastionem", bo byłoby to bluźnierstwo. Mogę jednak śmiało przyznać, że zabawa tym, co stworzył ojciec, urzekła mnie. Joe Hill na nowo zbudował postaci - w wielu momentach są one dużo ciekawiej skonstruowane, niż u ojca! Pozmieniał wątki, zabawił się z czytelnikiem, może trochę pokazał tacie język, kto wie ;) Nadal nie lubię Harper, kocham Strażaka i uwielbiam kilku bohaterów. Komu polecam? Fanom Kinga przede wszystkim, fanom postapo także, fanom science-fiction też, a poza tym wszystkim, którzy lubią intrygi, teorie spiskowe, sekty, manipulacje i którzy nie boją się dostać nagle gorączki. Wiecie, co? Po "Strażaku" to się może zmienić ;)

Książkę otrzymałam do recenzji od Księgarni Tania Książka. A Was zachęcam do zajrzenia w nowości, jakie Księgarnia przygotowała :)


czwartek, 19 października 2017, dobrycoach
http://wcr.edu.pl/

Polecane wpisy