Blog > Komentarze do wpisu

WYSZŁAM I SIĘ BOJĘ

Strefa komfortu, tak się zawsze podśmiewałam z tego pojęcia. Komfort kojarzy mi się z czymś błogim, przyjemnym. Komfort to dla mnie książka, czytana przez całe popołudnie gdzieś na leżaku w ogrodzie zieleni pełnym. Strefa komfortu jest potrzebna i nie uważam, że trzeba z niej wychodzić gdziekolwiek. Wszyscy dziś nadużywamy tego pojęcia. Strefa komfortu jest - w ujęciu literatury motywacyjno-rozwojowej, czymś brzydkim i bardzo ograniczającym. Jest wygodna, ale... pozorna, nie rozwija nas, nie pomaga nam, sprawia, że mamy zamknięte oczy, karmi nasz lęk przed nieznanym - bla, bla, bla. Dużo tego. I ja tak sobie myślę, że to pudełko, w którym siedzimy i się boimy wcale strefą komfortu nie jest!

Strefa komfortu to miejsce, które jest dla nas odskocznią od wszystkiego, co niemiłe w życiu. Dla mnie to kanapa w salonie. To muzyka, jaką mi Kamil włącza. To moje łóżko, wanna, to ulubiona polana nad Czerniakowskim. To spacer nad Wisłą. To biblioteka. Strefa komfortu jest super i nie ma nic wspólnego z tym, co jej próbują dopisać specjaliści maści wszelakiej. Jak ja słyszę to całe: Wyjdź ze strefy komfortu, to mam ochotę palnąć ripostę: Nie byłam w niej od 24h, jestem tak zapracowana, więc z chęcią bym sobie w niej poleżała, ile mi się zechce, dopóki mi bateria się nie naładuje. Odczepmy się wszyscy od strefy komfortu, ok?

No, dobrze. To co to jest w takim razie za miejsce, w którym jest nam wygodnie, bo się przyzwyczailiśmy do tego miejsca, które nie jest może jakieś tam idealne, ale kto powiedział, że życie ma takie być? Co to jest za miejsce? Znasz je. Ja też. Siedzisz w nim, może czasem jest fajnie, czasem coś uwiera, ktoś woła z oddali, jak Mickiewicza na Stepie Akermańskim. A potem głos cichnie, wracasz do swego starego, sprawdzonego sposobu na życie. Czasem podpatrujesz, że inni wyszli sobie gdzieś z tego miejsca i że żyje im się teraz lepiej. Ale Ty będziesz siedział dalej. Bo co się stanie, gdy je opuścisz?

Najpierw zajmijmy się samą nazwą. Mi jakoś pasuje Pudełko Lęków. Z wyglądu przypomina Ci trochę dom Twoich dziadków. Wszystko tu znasz, każdy kąt, zakamarek. W dzieciństwie czułeś się tu znakomicie i w zasadzie to nadal tak jest, ale jednak - jak tak przyjedziesz raz na kilka miesięcy, to więcej widzisz rozpadających się sprzętów, kurzu, niż magii. Patrzysz na stary telewizor i myślisz: Kurde, poszlibyście naprzód z tą techniką, babciu i dziadku. Widzisz, że babcia zbiera pudełka po maśle i trzyma w tym jakieś drobiazgi. A Ty byś to wszystko wsadził do kosza na śmieci. Przewietrzył mieszkanie, wyrzucił stare bibeloty, zrobił babci miejsce na oddech. Z Pudełkiem Lęków jest bardzo podobnie. Kochasz to miejsce na swój sposób, trochę Ci pasuje, po dwóch dniach już byś je opuścił, a po trzech całkowicie przemeblował. W głowie tysiące myśli, galopujących, jak tancerze w Polsacie. Czy mi tu dobrze? Czy naprawdę mi wygodnie? Czy tego właśnie potrzebuję? No i zaczyna się samooszukiwanie. Że dobrze. Że wystarczająco. Że nie, dziękuję, nie biorę dokładki, a tego sosu to nie znam, ma dziwny kolor, więc nie spróbuję. I sobie siedzisz.

A dookoła Ciebie i w Tobie zaczynają się zmiany, które dostrzegą wszyscy inni, ale nie Ty. Bo schyliłeś głowę w Pudełku Lęków tak nisko, jak tylko można. 

Siedziałam w Pudełku Lęków dosyć długo. Pewnie ostatni rok. Pierwszy rok po urodzeniu Poldka pracowałam w domu z bananem na buzi. Drugi rok, gdy klientów się narobiło od groma, stał się logistycznie trudny. Ja coraz mniej miałam ochotę na ludzi w domu, a tych robiło się coraz więcej. Bywały dni, gdy pracowałam od 8.00 do 21.30. Bez przerwy. Wszystkie znaki na Niebie i Ziemi wskazywały mi jeden kierunek: Wyjdź z domu, dziewczyno! Ale zupełnie je ignorowałam. Bo nie stać mnie na lokal (a naprawdę bywały miesiące, gdy stać mnie było, obiektywnie, na dwa lokale). Bo dziecka nie chcę oddać do przedszkola (mimo tego, że nie muszę tego robić, nawet prowadząc lokal). Bo nie mam samochodu, żeby do tego lokalu jeździć i milion innych powodów. Było mi wygodnie w domu. Tylko, że zdziadziałam. Niestety, kobiety mają to do siebie, że w domu dziadzieją. Więc ja zaczęłam nosić dresik, przestałam się malować i było mi bardzo wygodnie. Wstajesz rano, śniadanie, prysznic, dryń dryń, klient. A potem kolejny. Dziecko przy Tobie, miło, ładnie. I nagle spostrzegłam, że żyję w ogromnym napięciu. Dzwonek do drzwi, a ja patrzę, czy dom posprzątany. Nerwy nieustanne, bo ktoś nie przyszedł, a czekałam. Jedna kobieta ukradła mi pieniądze. No, tak to jest, wpuszczając do domu obcych. Więc nerwy, zaniedbanie fizyczne, dom pełen ludzi. Ogromne napięcie i poczucie wiecznej pracy. Nie tak miało być! Wiedziałam, że moment opuszczenia Pudełka Lęków jest nieuchronny. I bałam się tego okropnie. Ze stresu zaczęłam znów jeść czekoladę w nadmiernych ilościach. Cofnęłam się do tego poczucia lęku sprzed lat: A jeśli nie będę mieć pieniędzy? Na nic?

Ale wyszłam. Stoję teraz na zewnątrz i sobie na nie patrzę. Z jednej strony duma, że wyszłam. Z drugiej nerwy i lęki inne. No dobrze, uczyłam w domu, nie zawsze było kolorowo z kasą, ale jednak była co miesiąc i to dobra. A teraz co? Wszystkie oszczędności, pieniądze włożyłaś w ten lokal. A jeśli nikt nie przyjdzie? Dziś w nocy śniło mi się, że moje dziecko jest głodne, a ja nie mam nic do jedzenia. Koszmar! A jeśli klienci pójdą gdzieś indziej? A jeśli Twoja metoda nie będzie popularna? 1 lipca masz zapłacić czynsz za kolejny miesiąc. Niemały. Skąd na to weźmiesz? Przez ostatni miesiąc nie reklamowałaś swoich usług, bo nie było potrzeby, jest wolne, zaraz ruszy lokal, przyjdą nowi. A może to źle, że odpoczywałaś? A może powinnaś jeszcze więcej pracować? A tak w ogóle, to czy Ty jesteś w stanie sobie z tym wszystkim poradzić? I tak sobie stoję i słucham tych wszystkich lęków. I nie wiem już, czy jestem głupia, bo mogłam zostać w domu, czy jestem szalona i nie myślę o dziecku (bo co zrobię, jak nie będę miała na chleb?), czy nie wiem, co jeszcze. Podobne lęki czułam, gdy kilka lat temu rzucałam ciepły etacik coacha w firmie. Dobrą pensję, umowę na czas nieokreślony i wygodę. Rzuciłam to wtedy i pół roku budziłam się ze sraczką i lękiem. A potem się z tego śmiałam. Z tego własnego lęku. Bo osiągnęłam nieprawdopodobny sukces. Czy teraz będzie podobnie? Czy za pół roku będę się śmiać, czy wstydzić przed bliskimi? Nie wiem. Wiem jedno. Jakiekolwiek uczucia Ci towarzyszą, gdy wyszedłeś już z tego Pudełka Lęków, są to normalne uczucia. Stres, napięcie, obawy. To wszystko jest normalne. Nie mam na to złotej recepty dla Ciebie. Te lęki będą w Twojej głowie przez jakiś czas. Nie wiem, jak długo. I niech sobie będą. I nie psują Twojego działania. Ja wyszłam i się boję. Śni mi się, że jestem biedna, jak byłam siedem lat temu. Że cała inwestycja w lokal przepadła. Trudno jest pracować z takimi obawami. Ale trzeba. Wytłumiam te głosy. Wiem, że są i wiem, że to normalne. Robię swoje. Piszę oferty, robię plany. Powoli, spokojnie. Dzwonię do bliskich, żeby mi przypomnieli o tym, że jestem silna. Wyszłam i się boję. Trudno. Ten lęk kiedyś minie. Olewam go i robię swoje. Ty też tak rób. Zaciśnij zęby, jeśli trzeba. Przyjdzie moment, gdy na nowo zrobi Ci się dobrze i gdy z dumą pomyślisz o tym, czego dokonałeś :)

wtorek, 16 maja 2017, dobrycoach
http://wcr.edu.pl/

Polecane wpisy

  • MARGARET ATWOOD "OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ" - RECENZJA

    Nie czytałam nigdy dotąd żadnej powieści pani Atwood, choć wiele moich koleżanek oraz moja siostra, które mieszkają poza Polską, znają ją od lat. Tak naprawdę,

  • JAROSŁAW RYBSKI - "WARKOT" - RECENZJA

    Mniej więcej po dwudziestu stronach tej książki wpisała w Google frazę "Andrzej Pilipiuk pisze pod pseudonimem". W połowie zaczęłam lustrować autora, czy rzeczy

  • JOE HILL "STRAŻAK" - RECENZJA

    Jak większość z Was, Drodzy Czytelnicy, wie, mam bzika na punkcie Stephena Kinga. Chyba więc oczywiste jest, że fiksacja ta zaczęła obejmować także jego synów,

Komentarze
Gość: Tiger, *.dynamic-ww-08.vectranet.pl
2017/05/19 00:02:37
Kiedy czytam ów wpis, mam pewność, że to prawda. Przez tekst jestem w stanie przywołać wspomnienia, z których wyłania się obraz autorki. Inaczej myślę o wywiadzie dla WO.