Blog > Komentarze do wpisu

DOMINIKA VAN EIJKELENBORG "KIEDYŚ BĘDZIEMY DESZCZEM" - RECENZJA

Uwielbiam powieści mroczne, zagadkowe. Uwielbiam historie ludzi, którzy wyszli z domu i nigdy do niego nie wrócili. Zaczytuję się Cobenem, urzekają mnie sekrety sprzed lat, jakie w powieściach - dreszczowcach, gdzieś tam nagle wychodzą na światło dzienne. Taka książka jest, jak narkotyk. Wciąga od pierwszej strony i nagle okazuje się, że za oknem wstaje świt, a Ty przeczytałeś całość.

I taka jest też powieść "Kiedy będziemy deszczem", którą otrzymałam do recenzji od ukochanej Taniej Książki. Po lekturze nasuwa mi się jedno skojarzenie - ze słynną "Dziewczyną z pociągu", którą już dla Was recenzowałam. 

Inga de Graaf to kobieta uwięziona w małym miasteczku, gdzie życie toczy się spokojnie i sennie. Marzenia sprzed lat i poczucie niespełnienia przytłaczają. Na pozór wszystko jest piękne - rodzina, jak z obrazka. Tylko, że któregoś dnia Inga wychodzi z domu na spacer z psem i nigdy do niego nie wraca. Co takiego się stało? Prowadzone śledztwo ujawnia wątki (będzie też wątek polski, ale nie zdradzam), które wskazują jednoznacznie na to, że Inga prowadziła podwójne życie, że była nieszczęśliwa.

I tu muszę powiedzieć o czymś ważnym, co sprawiło, że książka zyskała u mnie duży plus. Ta książka mówi o ważnym problemie kobiet - matek. Bycie matką to trudna praca. Społeczeństwo jest wobec kobiet dziś bardzo wymagające. Presja, jakiej ulegamy na co dzień, jest ogromna. A media wyraźnie dają do zrozumienia, że najlepiej urodzić dzieci, zajmować się nimi, jednocześnie prowadząc dochodowy super biznes i zawsze pięknie wyglądać. "Kiedy będziemy deszczem" to obraz kobiety, która nie dała rady. Która zaplątała się w intrygę, bo po prostu chciała być szczęśliwa i zrzucić z ramion tę niewidzialną presję, jakiej każda z nas doświadcza w różnym stopniu na co dzień. Ingi mi szkoda. Opanować dwójkę dzieci, dom, jednocześnie nie mogąc liczyć na wiecznie nieobecnego męża - to zadanie ogromnie trudne. Brak docenienia, brak szans na jakąkolwiek zmianę, marazm. To wszystko popycha ją do wątpliwych moralnie i uzasadnionych psychologicznie wyborów. Moim zdaniem takich obrazów kobiet w literaturze jest obecnie zdecydowanie za mało. Pokazuje się nam sztuczne super bohaterki - a presja rośnie. Myślisz, że historia Ingi jest nienaturalna? To znaczy, że mało znasz świat i niewiele rozmawiasz z kobietami tak prawdziwie, bez różowych okularów. Jedna z moich koleżanek powiedziała raz, że czasem ma tak dość siedzenia w domu z dzieckiem i czekania, aż mąż wróci z pracy, że zamierza z nudów zalogować się na portal randkowy tylko po to, by przypomnieć sobie o własnej kobiecości. Nie każda z nas jest szczęściarą, która ma pasje, wiarę w siebie i siłę przebicia. Część moich koleżanek, po urodzenia dziecka ugrzęzła w domu i zaczęła zamieniać się w cienie samych siebie. Nieobecny mąż nie będzie dopingował do pracy nad szczęściem, nieobecny mąż oczekuje tylko wyprasowanej koszuli i czystych skarpet. Więc jeśli pojawi się ktoś, kto zaoferuje wsparcie? Naprawi łańcuch w rowerze, przyjacielsko i z troską porozmawia, a jednocześnie ten ktoś jest bardzo przystojny? No, właśnie. Dziać się może wtedy dużo. Kobieta bez poczucia, że się podoba, że jest seksowna i atrakcyjna, kobieca, umiera od środka. Tak, jak Inga. I właśnie ze względu na pokazanie tego problemu ta książka dostała u mnie duży plus.

Od strony językowej książka mnie nie zachwyciła. Po prostu nie przepadam za bardzo kwiecistymi, a'la poetyckimi opisami, przypominającymi rzewne romanse. Jakoś mi nie pasują do thrillera. I gdzieś tam w środku mocno mnie warstwa językowa kuła w oczy. Ale jeśli pominąć rzewne opisy (dodam, że nie są one wszędzie!), mamy ciekawą historię i niesamowicie tragiczną postać. Warto sięgnąć po tę powieść, a potem rozejrzeć się dookoła, bo właśnie w tym momencie być może jakaś nasza koleżanka wyjątkowo potrzebuje wsparcia...

Książkę otrzymałam od ukochanej księgarni Tania Książka.

Dominika Van Eijkelenborg

"Kiedy będziemy deszczem",

Wydawnictwo Kobiece,

Białystok 2017,

s.432.


środa, 12 kwietnia 2017, dobrycoach
http://wcr.edu.pl/

Polecane wpisy

  • MARGARET ATWOOD "OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ" - RECENZJA

    Nie czytałam nigdy dotąd żadnej powieści pani Atwood, choć wiele moich koleżanek oraz moja siostra, które mieszkają poza Polską, znają ją od lat. Tak naprawdę,

  • JAROSŁAW RYBSKI - "WARKOT" - RECENZJA

    Mniej więcej po dwudziestu stronach tej książki wpisała w Google frazę "Andrzej Pilipiuk pisze pod pseudonimem". W połowie zaczęłam lustrować autora, czy rzeczy

  • JOE HILL "STRAŻAK" - RECENZJA

    Jak większość z Was, Drodzy Czytelnicy, wie, mam bzika na punkcie Stephena Kinga. Chyba więc oczywiste jest, że fiksacja ta zaczęła obejmować także jego synów,