Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

"Łaskun" Katarzyny Puzyńskiej - największe zaskoczenie tego roku

dobrycoach
Panią Puzyńską śledzę na Facebooku. Po pierwsze, dlatego, że kryminały kocham. Po drugie, z wielką przyjemnością śledzę rozwój polskiego kryminału. Po trzecie: kobiety w Polsce robią w literaturze rewolucję. Najpierw świetna Katarzyna Bonda, teraz inna Kaśka. Po czwarte: siadam do pisania mojej nowej książki (choć ja bardziej w stronę Kinga, niż Lackberg) i zwyczajnie uważam, że fakt, iż polskie kobiety piszą obecnie lepiej, niż mężczyźni, to dla mnie najlepszy motywator i inspiracja. Śledzę panią Puzyńską także dlatego, że to normalna babka, jak Ty, czy ja. Moja rówieśnica. Jest - tak samo, jak i ja - książkoholiczką. Zwykła dziewczyna z sąsiedztwa, za to z talentem na miarę światową. Kiedy więc na rynku ukazał się "Łaskun", oczywiste było, że poproszę ukochaną księgarnię Tania Książka o swój egzemplarz do recenzji!

Zabrałam "Łaskuna" w podróż do Czarnogóry. Czytałam go, jadąc przez mroczną Serbię. Czytałam go, jadąc pod granicę albańską. Ja zabrałam swojego Łaskuna zagranicę, a Łaskun zabrał mnie w zamian w swój świat. 

Pochłonęłam, połknęłam tę powieść jednym tchem. W zasadzie to dzięki niej zdołałam wytrwać 38 h podróży z obolałymi stopami i spuchniętymi kolanami bez narzekania i łez, że boli. Weszłam w świat Lipowa i pozwoliłam na to, by zawładnął moim sercem.

Jest ogromną umiejętnością tak pisać kryminały, że wątków jest wiele, a na koniec wskakują na swoje miejsce i okazuje się, że jeden jest ściśle z drugim powiązany i z niego wynika. Większość kryminałów na jakie trafiam, niestety, to proza dobra, ale - to moje słowo, więc wybaczcie niepoprawność gramatyczną - płaskowątkowa. Więc mamy zazwyczaj mord. I kolejno rozwija się scenografia tego mordu. Są różne postaci i różne drobne wątki, ale wszystko sprowadza się do trupa z pierwszej strony. Albo myślimy, że się sprowadza, a nie kończy się tak. Myślę na koniec: Po kiego grzyba był ten wątek, skoro nie ma żadnego znaczenia? Żeby zapełnić strony? I zazwyczaj kończę lekturę z żalem, że jakiś wątek ciekawy okazał się być dodatkiem do akcji. Rozumiecie? "Łaskun" to powieść polifoniczna. Świetnie nakreśleni bohaterowie wplątani są w wiele wątków i intryg, z których każda jest tak samo istotna i - finalnie - składa się na tego naszego trupa z pierwszej strony. Nie ma tu wątków słabych, nie ma postaci niepotrzebnych. Uważam, że autorka dokonała roboty na miarę samego Larssona. Serio. Czytałam i sama w duszy zastanawiałam się nad tym, które z otworzonych przeze mnie pudełek z intrygami będzie miało znaczenie dla wyjaśnienia tajemnicy trupa. Zakończenie sprawiło, że opadła mi szczęka. Wszystkie wątki okazały się kluczowe! Do tej pory czytałam dwie osoby, które tak potrafią akcję rozegrać - Kinga i Larssona właśnie. Pani Katarzyno! Szacun! Żongluje Pani postaciami i wątkami dynamicznie, wciągająco. Zero nudy!

Dodatkowe walory? No, Polska przecież! Mrok postaci mroczniejszy, bo akcja nie dzieje się gdzieś w Amsterdamie, czy Maine, a u nas, na naszym podwórku! To potęguje podskórny lęk przed... no, właśnie. Każdy znajdzie tu dla siebie odpowiedni rodzaj strachu: strach przed psychopatą, strach przed mafią, strach przed narkotykami. Pani Puzyńska nie ograniczyła się do jednego typu "straszenia" czytelnika. Na każdym zakręcie Lipowa czaił się na mnie nowy wątek, nowy bohater z fenomenalną, filmową historią (w sensie, że dobrą na film, a nie wydumaną i naciąganą) i nowy rodzaj grozy. Narracja - czy pierwszo, czy trzecioosobowa - świetna. A to, w jaki sposób mówi Łaskun, to już mistrzostwo na miarę mojego kochanego Kinga. Autentycznie się bałam! Dialogi nieprzerysowane, naturalne. Bohaterowie - ludzie z krwi i kości, prawdziwi, ludzie spośród nas.

Dla mnie "Łaskun" to największe pozytywne zaskoczenie literackie tego roku. Kupujcie! Obowiązkowo! 830 stron wrażeń. Nie będziecie zawiedzeni!

Ja swój egzemplarz otrzymałam od ukochanej Taniej Książki. 

Katarzyna Puzyńska, "Łaskun"

Prószyński i S-ka

Warszawa 2016

832 str.

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci