Menu

COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI

Agata Sosnowska, pisarka, szkoleniowiec, polonistka, studentka psychologii w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Prywatnie domatorka, zakochana w swojej rodzinie, wielbicielka książek i fanatyczka seriali. Uczy polskiego, pracuje nad thrillerem, pija kraftowe piwa, cuduje z daniami wegetariańskimi i robi wszystko, by życie jej i jej bliskich było pełne uśmiechu. Tu znajdziesz Agatowe rady, co czytać, co obejrzeć, ale i sporo refleksji nad życiem, gdzieś między jedną recenzją, a drugą. Zapraszam. Rozgość się u mnie.

A KIEDY NIE WIESZ, CO ZAMIESZAĆ W GARZE... - "Pysznie dla rodziny i przyjaciół" J. Drzazga, G. Wieruszewska

dobrycoach
W dobie Internetu książki kucharskie powoli odchodzą do lamusa. Kiedyś piętrzyły się u babek i mam "Kuchnie polskie". Każda mama miała swój przepiśnik, pełen śladów po mące i jajkach, a książki pełne były zakładek. Internet wyparł dusze z przepisów. Można zrobić zakładkę ulubionych przepisów, ale jest ich tak dużo, że wydaje nam się to bez sensu. Myślimy, że nasze życie będzie tak długie, że zdołamy przeczytać wszystkie możliwe przepisy na kaczkę i zrobić ją nie na 100, ale na 10000 sposobów. Za każdym razem sięgamy po nowy przepis i tym samym odbieramy sobie przyjemność budowania tradycji w naszej kuchni - potraw, które będą wspominać nasze wnuki i dzieci przyjaciół. Oczywiście, nie każdy tak ma. Ale większość tak. A przynajmniej większość, którą znam. Wyczytałem fajny przepis, mówi kolega, mając na myśli Sieć. A znalazłam gdzieś w Necie, mówi koleżanka, zapytana o super sałatkę owocową. Nikt nie pokaże Ci książki, zeszytu z przepisami. Mi kiedyś ciocia pozwoliła przepisać recepturę na ciasto drożdżowe ze swojego zeszytu. Wiecie, że znam ją do dzisiaj? Receptur z Internetu miałabym milion. I nie znałabym żadnej na pamięć. Żadna nie stałaby się moją.

Kiedy otrzymałam propozycję napisania recenzji książki kucharskiej (jeszcze przed moimi zdrowotnymi problemami, więc trochę musieliście na tę recenzję czekać), ucieszyłam się. Już dawno myślałam o tym, żeby kupić sobie książkę kucharską. Przepisy, póki co, notuję w swoim super dzienniku. Ale przepiśnik też mam w planach. Dostałam więc książkę. Pomyślałam, że dobra dusza z Księgarni Tania Książka czyta mi w myślach. Jeszcze bardziej ucieszyło mnie, że książka to z naszego, polskiego podwórka. Szczerze? Tak naprawdę, ostatecznie, ja najbardziej lubię tradycyjną polską kuchnię. Zupy, mięsa, ziemniaki. Książek o krewetkach na 50 sposobów mam już dosyć. Więc czekałam na książkę z radością, szykując plany na kolejne gotowane dni :) Troszkę poczekać musiało gotowanie, życie napisało na maj inny scenariusz, ale, ale... pierwsze koty za płoty, co zobaczycie za chwilę na zdjęciach. No i całe wakacje będzie się u nas w kuchni działo!

Od czego zacznę? A od tego, że ta książka jest piękna. Zawiera 28 zestawów obiadowych (pierwsze, drugie dania i deser), opatrzonych - po pierwsze - fantastycznymi, naturalnymi zdjęciami, a po drugie - prosto, dokładnie, precyzyjnie i przemawiająco nawet do kulinarnych nieradków - napisanymi recepturami na obiad. 28 dań to tak naprawdę prawie dwa miesiące gotowego jadłospisu, zakładając, że przeciętnie gotujemy obiad co drugi dzień. A wszystko w nowoczesnej, schludnej i atrakcyjnej szacie graficznej. Weźmy więc na przykład zestaw nr 8. Co mamy? Ano sałatkę z bobu na ciepło, kotleciki jagnięce z kuskusem i kruszonkę z rabarbarem. W sam raz na piękne, polskie lato, prawda? Oczywiście, będą tu ryby, mięsa, warzywa i owoce. Natomiast autorki nastawiły się przede wszystkim na tradycję. Nie ma tu miliona informacji o sześćdziesięciu rodzajów mąki i wyższości gryki nad pszenicą. I ja właśnie za to tę książkę - między innymi - pokochałam. Szczerze mówiąc, mam już trochę dosyć tych nielaktozowo, nieglutenowo, niewęglowodanowo wegańskich przepisów na gotowanie. Chcę normalności. Czystego obrusu, wazy z parującą zupą, kruchego ciasta. Autorki dają mi to wszystko. Przepisy są naprawdę tak ciekawie wyjaśnione, że każdy sobie z nimi poradzi. W dodatku są bardzo mocno oparte o warzywa, co bardzo mnie cieszy, bo zwykle brakuje mi na tę część dóbr kuchennych pomysłu. Fajne jest to, że znajdziemy tu pomysły na różne pory roku. 

Ta książka dała mi ogromną radość, wiecie? To hołd umiłowania życia - ukłon dla przyjaciół, rodziny. Strasznie podoba mi się także kwestia szczegółów - co robimy krok po kroku i w jakim odstępie czasu przed podaniem. Dla kuchennych gap będzie to duże ułatwienie! Moją uwagę przyciągnęła także piękna ikonografika. Mamy więc dodatkowo przepisy na podanie i obróbkę różnych rodzajów mięsa, ryb, warzyw i owoców morza. Mamy przepisy na różne rodzaje ciasta, na ziemniaki oraz na domowy majonez. Dla mnie bomba - nie wszystko przecież jeszcze wiem!

Plusem technicznym jest format - strony zawierają sporo miejsca na własne notatki (dla bazgrolących, jak ja), zaś okładkę da się zawinąć, bez ryzyka, że pęknie, albo się rozklei (próbowałam). Każdy gotujący wie, że to ważne, aby książka nie zajmowała nam wiele miejsca na stole, prawda?

Polecam bardzo! Dostałam ją w prezencie recenzenckim wraz z inną propozycją Muzy - "Alkalicznym detoksem", który recenzowałam dla Was ostatnio. I muszę przyznać, że to chyba najważniejsze pozycje na mojej półce w ostatnim kwartale. "Pysznie dla rodziny i przyjaciół" to książka dla tych, którzy kochają kochać, kochają gotować i kochają jeść. Ja już zaczęłam swoją przygodę z przepisami. A dziś przed meczem (w końcu grają nasi!) zamierzam jeszcze zrobić kruszonkę z rabarbarem. W końcu mamy lato, więc smak babcinej kuchni doda tej sobocie jeszcze więcej radości :)!

Książkę otrzymałam do recenzji od ukochanej Taniej Książki, a znajdziecie ją, klikając - oczywiście - w logo:

Wysyłka w:

24 godziny + czas dostawy

Ilość stron: 192

Wydawnictwo: Muza

Rok wydania: 2016

© COACHA ZAPISKI, CZYLI WARSZTATY Z CODZIENNOŚCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci