Blog > Komentarze do wpisu

Dmitry Glukhovsky "Metro 2035" - recenzja

Czekałam na tę powieść, jak na szpilkach. Literatura postapokaliptyczna to mój konik, podobnie z resztą, jak i filmy. "Metro 2035" to zwieńczenie trylogii, jaką Glukhovsky wydał w 2005 roku. Minęło zatem 10 lat.

To bardzo dużo czasu. Już na pierwszy rzut oka widzę zmianę stylu. Jest bardziej dojrzały. Glukhovsky w poprzednich dwóch tomach "Metra" miał tendencje do filozofowania, jak nazywam przydługie obszary narracyjne, w których autor daje upust swoim poglądom społecznym i politycznym, a także dywaguje nad tym, do czego zmierza ludzkość. Jak najbardziej, to wszystko było ważne, było mądre. Ale, szczerze mówiąc, za długie, spowalniało akcję i w stosunku ilościowym do niej było zbyt obszerne. Bywały momenty, gdy gubiłam się w przygodach Artema (I tom) i Saszy (II tom), choć nie było ich bardzo dużo, właśnie ze względu na wybijające z rytmu filozofowanie.

W trzecim tomie widać ogromne zmiany. Autor doskonale żongluje partiami narracyjnymi - opisówkami i akcją. Wszystkie filozoficzne wywody są błyskotliwe, mądre, na miejscu, są dopełnieniem akcji, czyniąc ją bogatszą, mądrzejszą. Wiele cytatów miałam ochotę podkreślić, zapisać gdzieś, w kajecie, czy na Facebookowej tablicy. Wiele mogłabym nosić na koszulce, gdyby nie były tak smutne. Autor po prostu dojrzał. Minęło przecież 10 lat, prawda? Z nastolatka, stał się mężczyzną. Inteligentnym, wrażliwym, wyważonym w słowie pisanym. Dlatego "Metro 2035" to najlepsza część metra i najlepsza część ze wszystkich trylogii, jakie czytałam w życiu.

Fani będą zachwyceni. 

Oto wracają do nas dobrze znani nam bohaterowie. Jest Artem, będą też wszyscy pozostali. Minęło 20 lat, od kiedy ludzkość zeszła do podziemi metra moskiewskiego. Artem nie traci nadziei na to, że na świecie żyją jeszcze inni ludzie. Codziennie wychodzi na powierzchnię w poszukiwaniach łączności. Jego stan zdrowia jest coraz gorszy, relacje z Aneczką tragiczne. Artem nie może żyć, jakby nigdy nic. Widzi, że ludzie przyzwyczaili się do nowych warunków, że zapomnieli już o tym, jak to jest oddychać świeżym powietrzem, opalać się w promieniach słońca. Ludzie żyją, jak zwierzęta. Artem szuka alternatywy. Szuka innego rozwiązania. Może na Ziemi jest jeszcze życie? 

Rozpaczliwe pragnienie wyjścia z metra doprowadzi go do odkryć, które zburzą całkowicie obraz Uniwersum, jaki stworzył Glukhovsky oraz inni autorzy książek o metrze. Nie będę psuła Wam lektury spoilerami, o nie. Przygotujcie się na najlepszą powieść postapo, jaką czytaliście. Tak, mówię to ja, największa na świecie fanka Kinga, aktualnie kończąca "Bastion". Akcji Wam nie zabraknie. W zasadzie bohaterowie przerzucani są z jednej przygody, w drugą. Każda zaś pochłania, jak narkotyk. Przeraża i fascynuje. Glukhovsky zamknął w "Metrze 2035", jak producent szklanej kuli, w której miasteczko pokrywa śnieg, gdy potrząśniesz nią, wszystko, co w naszym świecie najpodlejsze. Mamy totalitaryzm, mamy problem obozów koncentracyjnych (opisy naprawdę nie odbiegają niczym od relacji obozowych Nałkowskiej, czy Borowskiego, jakie znamy ze szkoły średniej), mamy straszne walki, mamy problem uchodźców, jaki obecnie targa Europą, dzieląc społeczeństwa. Glukhovsky stworzył szklaną kulę, która straszy, gdy nią potrząśniesz. Wyskoczy z niej Hitler, wyskoczy żołnierz z bronią, strzelający do matki z dzieckiem. Wyskoczy społeczeństwo otumanione przekazami władz politycznych i mediów, w jakim przecież żyje każdy z nas, niezależnie od zakątka świata. Zawsze przecież politycy chcą jednego: utrzymać nas w strachu. Dla nich oznacza to najważniejsze: utrzymać władzę. Głodni, pozbawieni nadziei, jesteśmy prości w obsłudze. Jesteśmy w stanie zrobić wszystko, głosować, jak nam każą, budować, co nam każą, strzelać, gdy nam każą, byle tylko nie zabrakło nam chleba. A brakiem tego chleba straszą nas media wszędzie. A jeśli to wszystko to Matrix? A jeśli siedzi za tym ktoś, kto po prostu dobrze się bawi, widząc, jak stajemy się coraz głupsi? Czy ktoś ma szansę zbuntować się przeciw systemowi naprawdę?

Genialna powieść. Każdy ze znanych bohaterów ujawni nam swoje inne, niż znane z poprzednich dwóch tomów, oblicze. Nie zawsze będzie to coś, czego się spodziewaliśmy. Sam Artem - uważam go za najtragiczniejszego bohatera literatury XXI wieku, jak dotąd. Wzrusza, przeraża, zawstydza, zmusza do myślenia nad sobą, nad tym, kim jestem. Do mnie, przeciwniczki polityki i mediów (od lat nie oglądam żadnych serwisów informacyjnych, programów rozrywkowych, nie czytam prasy) to trafia. Artem jest, jak Elliot z serialu "Pan Robot". Widzi, że system jest silniejszy od człowieka. Widzi, w jakim celu powstał. Widzi zakłamanie tego systemu. Walczy z nim, uchodząc za świra, tracąc coraz więcej, szalejąc, wariując od tej wiedzy i od rozpaczy, jaką ta wiedza budzi. Takiego bohatera dotąd w literaturze popkulturalnej nie stworzył nikt. Superbohaterowie Marvela to przy Artemie chłopcy w rurkach. Artem nie ma supermocy z komiksów. Jego supermocą jest serce, miłość do człowieka. To ono dyktuje mu, co robić, pcha w najciemniejsze zaułki metra, by - kosztem siebie - Artem ocalił 40 000 żyjących w podziemiach ludzi. 

Czy uda mu się na nowo zbudować świat? Czy wystraszeni Moskwianie będą mogli wyjść na powierzchnię i żyć tak, jak żyli przed III Wojną Światową? Co jest moralnie w porządku? Czego nie warto ruszać? Czym jest poświęcenie? To wszystko w "Metro 2035". Książce, którą pochłonęłam z największą literacką fascynacją, jaką tylko może odczuwać mol książkowy.

BEZWZGLĘDNIE POLECAM!!!!!!

Książkę otrzymałam do recenzji dzięki ukochanej księgarni Tania Książka. Klikając w logo poniżej, przeniesiesz się na stronę księgarni - by móc zamówić "Metro 2035".

Dmitry Glukhovsky

"Metro 2035"

Wydawnictwo Insignis Media

Kraków 2015

550 s.


piątek, 29 stycznia 2016, dobrycoach
http://wcr.edu.pl/

Polecane wpisy