Blog > Komentarze do wpisu

STARY DOBRY PAN STEPHEN

Kinga przeczytałam po raz pierwszy, gdy miałam lat 11. W ręce spadło mi mocno sfatygowane "Miasteczko Salem". Spędzałam ferie u dziadków i w pokoju mojej młodej ciotki pełno było książek, co już wtedy stanowiło dla mnie obraz Raju. Szukałam czegoś bardzo emocjonującego. Jako dziecko nie wiedziałam, że to, czego szukam, to groza. Dopiero, gdy zobaczyłam wampiry na okładce powieści, poczułam przyjemną falę gorąca, rozlewającą się po kręgosłupie i już wtedy wiedziałam, że kocham to, co straszne i kochać będę go końca życia.

Bałam się, jak cholera. I prawdopodobnie przeżywałam z bohaterami najwspanialszą przygodę literacką mojego dzieciństwa. OK, późnego dzieciństwa, bo we wczesnym były przecież dzieci z Bullerbyn i Muminki. Stephen King stał się moim idolem. Wszedł na piedestał literacki i nie schodzi z niego od 21 lat. 

Znam go dobrze. - Gdyby kiedyś w Polsce jakaś katedra literatury na uczelni wyższej chciała wprowadzić zajęcia z literatury Kinga, nie znaleźliby nigdzie w kraju lepszej ekspertki od Ciebie - powiedział mi kiedyś przyjaciel i przypuszczam nieskromnie, że mógł mieć rację. Na Kinga czekam zawsze z zapałem. Patrząc na jego coraz bardziej siwą czuprynę, za każdym razem coś we mnie zastanawia się z lękiem, czy to nie ostatnia już książka. Kiedy jednak zamykam lekturę, zawsze towarzyszy mi przekonanie, że Mistrz nie zniża lotów, a wciąż z takim samym wigorem i energią bawi się nami - i z nami, bo do czytelników ma ogromny szacunek. Siwa czupryna to taka zmyłka ;) Pan King to wciąż ten sam autor, który trzyma klasę i nie zawodzi.

"Bazar złych snów" to tom opowiadań najnowszy, oczekiwany od wielu lat. Jak dla mnie, w krótkich formach literackich, Mistrz jest tak samo doskonały, jak i w długich, a czasem nawet lepszy. Sam King wiele razy mówił, że kocha opowiadania. Te z "Bazaru" są tak różne, że chyba lepszego tytułu dla tomu nie dało się wymyślić. Mamy tu grozę w najczystszej postaci, znaną nam z poprzednich cyklów opowiadań. Mamy tu tragedie ludzkie, zabawy Losu człowiekiem, mamy szaleństwo bohaterów. Wymiary grozy są różne. Niektóre z tych opowiadań mają kły - przestrzega King. Niektóre tak. Jak "130 kilometr", czy "Wredny dzieciak". Niektóre przypominają o tym, że Los to zawsze największy drań, który lubi się nami bawić, jak ostatnie opowiadanie "Letni grom". I w tym też jest groza. Niektóre zdają się, jak to u Kinga, po prostu opisywać nam amerykański świat codzienny, obyczajowo, folklorystycznie (od czasów "Pod kopułą" ta tendencja u Kinga wzrosła, trochę Irvingowsko, dla mnie to duża wartość dodana), ale i tak ostatecznie jakiś chochlik z pudełka wyskakuje, jak w opowiadaniu o Billym Blokadzie, czy opowiadaniu "Śmierć". Niektóre są eksperymentalne, to zabawa formami literackimi. Są poematy, jest opowiadanie humorystyczne. Są przypowieści o ludziach, którzy upadli, jak "Moralność" - bez mądrzenia się, bez filozoficznych refleksji końcowych. King zaprasza na bazar, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. Dla mnie to była ogromna radość, pogrążyć się w świecie jego nowych opowiadań. Trochę było z nimi, jak z tymi czekoladkami z Harrego Pottera - nigdy nie wiadomo, jaki smak się trafi. Czy będę się bała zgasić światło w korytarzu, zanim pójdę do sypialni, czy zacznę się śmiać (jak przy "Pijackich fajerwerkach"). Jestem pewna, że fani Mistrza będą zadowoleni. Groza niepodana wprost, jak u Poe, jak u Lovecrafta, to groza największych lotów, pokaz umiejętności literackich na najlepszym poziomie. 

Każdy ma szansę przy "Bazarze" czegoś się wystraszyć. Spokojnie, Mistrz Stephen zadbał o nas wszystkich...

Polecam!

Książkę otrzymałam do recenzji, dzięki uprzejmości księgarni Tania Książka, zaś znajdziecie ją tutaj, klikając w logo :) Może to dobry pomysł na prezent pod choinkę???



środa, 02 grudnia 2015, dobrycoach
http://wcr.edu.pl/

Polecane wpisy