Blog > Komentarze do wpisu

JESIEŃ OKIEM BLOGERA

Zapiski coacha dotyczyć mogą każdego aspektu życia i otaczającego nas świata. W końcu podtytuł tego bloga, to warsztaty z codzienności. Dziś piszę o jesieni, która - jak co roku - zajrzała w moje okno orzechowym okiem, wywołując natychmiastową i dożywotnią miłość. Jesień ma w sobie wyjątkowość, jakiej nie posiadają ani pani Wiosna, ani pani Lato, ani Zima. Interpretować Wiosnę jest łatwo. Przebudzenie życia. Lato to płodność, a Zima jest śmiercią, snem wiecznym. Jesień jest najbardziej tajemnicza. Jesień to czas przestoju między życiem, a śmiercią. To trwanie w ostatnich chwilach z oddechem. Podobno ludzie przed śmiercią stają się bardziej wyczuleni na rzeczywistość. Może właśnie dlatego tak łatwo dostrzegamy jesienią cieniutkie żyłki na liściach, nową gamę kolorów drzew i traw? Może właśnie dlatego do osiągnięcia spokoju i radości wystarczy nam szeroki parapet z widokiem na błyszczące od złota czubki drzew między blokami? Może także dlatego...

... tak wnikliwie nad każdym dźwiękiem, z płyty płynącym się pochylamy? Jesienią nawet dotyk ludzkiej skóry staje się inny. Twarze są bardziej chropowate, ale bardziej też ludzkie. Widzę więcej zmarszczek na twarzy ukochanego. Kiedy budzę się rano, patrzę na te zmarszczki, dotykam ich końcem najmniejszego palca, żeby nie zbudzić śpiącego. Bruzdy te, jak wąwozy, widziane są przeze mnie po raz pierwszy od roku. Latem nie było ich widać, zimą przykrywa je rumieniec różowy, wiosną zapominam o nich zupełnie. Teraz jest jednak jesień. Widzę je wyraźnie. Gdybym mogła płakać w tym momencie, to chciałabym łzami wypełnić te szlaki głębokie. Nie chcę płakać. Przemijanie jest piękne. Nie boję się go. Leżę zatem i przyglądam się przemijaniu. Zagrzebana pod kołdrą, nadal słyszę wiatr. Jest mi tak bezpiecznie, jak w baśni bywa zbłąkanym wędrowcom, którzy dostali szansę ogrzać się przy czyimś kominku. Jesień sprawia, że wszystko jest pełniejsze, na wszystko starcza mi czasu i przestrzeni. Bo chcę przemijanie wypełnić tym, co najlepsze. Kubkiem kakao, książką, płytami Norah Jones, szelestem liści na chodnikach. Wychodzę w świat i chcę zrobić ze świata wielki, kolorowy bukiet. Bukiet, który wygląda, jak wszystkie wschody i zachody słońca zebrane razem, pachnące kasztanem i orzechami. Ten bukiet chcę wstawić gdzieś, ale nie ma takiego wazonu. Więc patrzę na każdy szczegół - kolorowe szaliki, liście w kolorze płomieni, czerwony wrzos i wstawiam ten obraz do swego serca. Smakuję go. Pochylam się, zbieram kasztany. Chowam do kieszeni. Przyzwyczajenie z dzieciństwa. Zawsze mam kasztany w kieszeniach. Wierzę, że przynoszą szczęście. Alejką parkową biegnie dziecko. Czy jego małe serce jest w stanie pomieścić tyle piękna? Głaszczę się po coraz większym brzuchu. Za rok się o tym przekonam.

wtorek, 28 października 2014, dobrycoach
http://wcr.edu.pl/

Polecane wpisy